niedziela, 12 Lipiec, 2020
pluken
Home / Wiadomości / Łukasz Kamiński: Temat Wołynia będzie powracał, dopóki nie zrobimy ważnych kroków na rzecz pojednania
Foto: Taras Podolian / memory.gov.ua
Foto: Taras Podolian / memory.gov.ua

Łukasz Kamiński: Temat Wołynia będzie powracał, dopóki nie zrobimy ważnych kroków na rzecz pojednania

Share Button

Przed 73 rocznica Zbrodni Wołyńskiej po raz kolejny rozgorzały dyskusje dotyczące oceny tych wydarzeń. Polski parlament podjął pracę nad uchwałą poświęconą pamięci „ofiar ludobójstwa OUN i UPA”. Pojawiły się również pomysły, by za zaprzeczanie ludobójstwo karać więzieniem w wymiarze do 3 lat pozbawienia wolności. Tymczasem pod koniec czerwca w Przemyślu doszło do przepychanek, gdy grupa młodych ludzi próbowała zatrzymać ukraińską procesję pod hasłami związanymi z Wołyniem.

Ukraińscy historycy określająZbrodnię Wołyńską mianem wojny polsko-ukraińskiej, w ramach której miały miejsce czystki etniczne i zbrodnie wojenne, popełniane przez obie strony. Obwiniają przy tym polskich kolegów o próbę zrzucenia odpowiedzialności za zbrodnie wyłącznie na Ukraińców.

Polukr.net zapytał o zdanie w tej sprawie szefów Instytutów Pamięci Narodowej w Polsce i na Ukrainie. Oto co na ten temat powiedział szef polskiego IPN, Łukasz Kamiński.

– Akurat przed 11 lipca polska władza zmienia strukturę i charakter IPN. Krytycy twierdzą, że to upolitycznienie IPN. Jak duże jest ryzyko, że IPN oddali się od roli historycznej na rzecz politycznej celowości?

Sama zmiana ustawy nie niesie za sobą takich zagrożeń. To, czy IPN zachowa swoją dotychczasową niezależność od świata bieżącej polityki zależy przede wszystkim od tego, jaką postawę w tej kwestii przyjmie nowy prezes Instytutu.

Jakie są osiągnięcie pół roku pracy Forum historyków IPN obu państw, Polski i Ukrainy?

Praca forum zaprojektowana jest na wiele lat, trudno więc po pół roku mówić o osiągnięciach. Ważne jest, że doszło do dwóch spotkań, że powróciliśmy do tego trudnego dialogu. Zdecydowaliśmy od razu podjąć najważniejsze tematy – już na najbliższym spotkaniu w tym roku będziemy dyskutowali o Zbrodni Wołyńskiej.

W jakim stopniu zagrażają przyszłości kontynuowania pracy tego Forum i wspólnym poszukiwaniom faktów historycznych zmiany w polskim IPN?

Moim zdaniem, zmiany w IPN nie stanowią zagrożenia dla kontynuowania dialogu historycznego z Ukrainą. Jestem przekonany, że nowe kierownictwo Instytutu będzie wspierało prace Forum historyków.

Jak Pan ocenia te zmiany, które są aktualnie planowane? 

Projekt ustawy udało się znacząco poprawić w czasie prac w Sejmie, żałuję, że część naszych uwag nie została uwzględniona. Do pozytywów zaliczyć należy likwidację tak zwanego zbioru zastrzeżonego w naszym archiwum do którego historycy nie mieli dostępu. Zagrożenia dostrzegam natomiast w przepisach związanych z likwidacją Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jej kompetencje zostały nieprecyzyjnie rozdzielone między IPN oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W przyszłości może to doprowadzić do konfliktów kompetencyjnych między obiema instytucjami.

 Nad uchwałą w sprawie ludobójstwa pracuje polski Sejm, apel w tej sprawie przyjął już Senat. Prawdopodobnie oceny Zbrodni Wołyńskiej w 2016 roku będą o wiele ostrzejsze, niż były w 2013 roku, gdy przyjmowano poprzednią uchwałę. Czy jest zasadnym twierdzenie, że niepaństwowy ruch podziemny UPA i OUN był w stanie dokonać ludobójstwa, porównując to zwłaszcza z równoległymi działaniami ZSRR i III Rzeszy?

Ludobójstwo jest przede wszystkim kategorią prawną, chociaż rzadko jej formalna definicja pojawia się w dyskusji publicznej. W śledztwach prowadzonych przez prokuratorów IPN przyjęto taką właśnie kwalifikację prawną zbrodni dokonywanych na Polakach przez UPA.

Ukraińscy historycy twierdzą, że zginęli także cywilne narodowości ukraińskiej ginęli z rąk AK, dlatego była to wojna polsko-ukraińska. Czy strona polska uznaje ukraińskie ofiary tej tragedii?

Polscy historycy nie ignorują ukraińskich ofiar, wspominając o nich w swoich pracach. W ramach projektu zainicjowanego i realizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej powstaje imienna lista ofiar, zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Nie oznacza to jednak akceptacji dla prób budowy fałszywej symetrii między zaplanowanymi zbrodniami UPA a reakcją polskiego podziemia.

Dlaczego zatem wydarzenia były ludobójstwem, a nie wojną dwóch podziemi?

Nie można mówić o wojnie, jeśli mamy do czynienia z masowymi akcjami eksterminacyjnymi wymierzonymi w ludność cywilną, zaplanowanymi i zrealizowanymi przez UPA.

Jak historycy oceniają porozumienia między AK i UPA zawarte w 1946 roku oraz wspólne akcje przeciwko ZSRR?

Zawarty w 1945 r. rozejm i porozumienie między AK i UPA na Lubelszczyźnie polscy historycy oceniają pozytywnie. Doceniana jest zdolność obu stron do wzniesienia się ponad dotychczasową wzajemną nienawiść. Żałować jednak należy, że strona ukraińska nie dostrzegła sowieckiego zagrożenia wcześniej i w latach 1943-1944 traktowała Polaków jako głównego wroga. Pozwoliłoby to nie tylko uniknąć tysięcy niewinnych ofiar, ale także umocniło opór obu narodów wobec komunistycznego zniewolenia.

Na początku czerwca pojawił się list dwóch byłych prezydentów Ukrainy, przywódców Kościołów i intelektualistów pod hasłem „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” z prośbą, by nie upolityczniać daty Wołynia oraz ustalić wspólną datę oddania hołdu wszystkim ofiarom walk pomiędzy Polakami a Ukraińcami. W odpowiedzi powstał list posłów PiS, który w Kijowie odczytał autor projektu uchwały ws. Zbrodni Wołyńskiej, poseł i jednocześnie historyk Michał Dworczyk. Pojawia się tam m.in. sformułowanie, że na gloryfikacji zła na Ukrainie nie można niczego dobrego zbudować. Dlaczego ponownie doszło do takiej ostrej dyskusji wokół tematu Wołynia?

Kwestia ta będzie nieustannie wracać, dopóki uczynimy znaczących postępów na drodze do pojednania. Wpływ na obecną sytuację ma z pewnością z jednej strony postawienie UPA w centrum kształtującej się ukraińskiej pamięci historycznej, a z drugiej zmiana sytuacji politycznej w Polsce.

224

Czy poprzednie osiągnięcia, wspólne reakcje prezydentów i parlamentów obu krajów od 60 do 70 rocznicy nie były dostatecznymi?

Deklaracje polityczne można stosunkowo łatwo wygłaszać. Słowami jednak nie da zadekretować pojednania. Jest ono wynikiem długiego procesu, który wymaga wysiłku. W przypadku relacji polsko-ukraińskich przez wiele lat próbowano „iść na skróty”. Padały piękne słowa polityków, za którymi nie szły żadne działania. W efekcie, w Polsce środowiska grupujące ofiary i ich bliskich czuły się odrzucone i zmarginalizowane. Pojednania nie osiągniemy bez udziału ofiar.

Czy te dyskusje i uchwały o których mowa teraz, pomagają czy szkodzą w ustaleniu historycznej prawdy i porozumieniu między narodami?

Spory polityczne rzadko służą dialogowi. Sam spór może jednak być czynnikiem mobilizującym do działania. Jeśli w efekcie obecnych napięć rozpoczną się dodatkowe badania, zintensyfikuje się działalność edukacyjna, dojdzie do większej liczby spotkań młodych ludzi, to ta ostra debata może paradoksalnie przynieść dobre skutki.

Na jakiej podstawie, z Pana punktu widzenia, możliwe porozumienia w temacie Wołynia?

Porozumienie możliwe jest jedynie w oparciu o prawdę i pamięć. By wspomnieć o konkretach, to poza wspomnianym dialogiem historyków, za podstawowe uważam dwa działania. Pierwsze z nich to wspólna praca nad odnalezieniem szczątków ofiar, w większości do dziś spoczywających w anonimowych mogiłach i ich godne pochowanie. Drugie z nich to rozpoczęcie (w oparciu o dotychczasową pracę IPN) wspólnego projektu, którego celem będzie sporządzenie imiennej listy ofiar. Oba te działania pozwolą nie tylko na zakończenie części sporów (np. w kwestii szacunków strat po obu stronach), lecz sprawią, że dalsze debaty będą prowadzone z uwzględnieniem perspektywy ofiar. Przyczynią się też do tego, że upowszechniona zostanie wiedza o przeszłości. Jej brak, zwłaszcza na Ukrainie, jest ważną przeszkodą na drodze do pojednania.

Фото: doctorgev.org
Фото: doctorgev.org

Co będzie z poszukiwaniami pojednania, gdy Ukraińcy będą kontynuować gloryfikacje UPA i OUN, jako tych formacji, które walczyły przeciwko ZSRR i Nazistom za niepodległa Ukrainę, zapominając o mordach na Wołyniu?            

W takiej sytuacji do pojednania nie dojdzie. Wierzę, że to zostanie zrozumiane na Ukrainie.

Jak pan ocenia zarzuty do polskich władz o „kwestionowaniu ukraińskich aspiracji państwowych i narodowych”?

Uważam, że domaganie się prawdy o przeszłości nie może być nazywane kwestionowaniem aspiracji państwowych.

Czy można konkretnie nazwać rolę i miarę odpowiedzialności przywódców wołyńskiej UPA (na przykład Dmytro Klaczkiwski, Wasyl Iwachow, Iwan Łytwynczuk) oraz ludności cywilnej w zbrodniach przeciwko polskiej ludności cywilnej, jak również jakie są podstawy odpowiedzialności Stefana Bandery, który w tym czasie siedział w niemieckim obozie koncentracyjnym?

Odpowiadając na te szczegółowe pytania pozostaje mi odwołać się do prac polskich historyków, na przykład książki prof. Grzegorza Motyki, dostępnej również w języku ukraińskim. Skala udziału miejscowych chłopów w zbrodni wołyńskiej jest przedmiotem sporu, nie ulega jednak wątpliwości, ze stanowili oni mniejszość sprawców. Nie uprawnia to do stawiania tezy o rzekomej „chłopskiej wojnie”. Ludność miejscowa była mobilizowana do akcji przez OUN-UPA

Ukraińskich dokumentów potwierdzających odpowiedzialność OUN i UPA za zbrodnie na Wołyniu i w Galicji jest na tyle dużo, że w 2013 r. stały się one podstawą wystawy, przygotowanej przez lubelski oddział IPN. Nie spotkała się ona z żadną reakcją badaczy ukraińskich. Z kolei odpowiedzialność Stepana Bandery jest odpowiedzialnością człowieka, który był głównym twórcą radykalnego ruchu nacjonalistycznego i który nigdy, już po wojnie, nie potępił popełnionych zbrodni. Podobnie ocenić należy ideologię skrajnego nacjonalizmu – była ona jedną z przyczyn masowych zbrodni, dając im usprawiedliwienie.

Ile Pana zadaniem będzie prawdy w filmie Wojciecha Smarzowskiego o Wołyniu, którego premiera została zaplanowana na jesień tego roku?

Nie widziałem jeszcze tego filmu, nie mogę go więc oceniać.

Na ile realne są obawy, że temat OUN, UPA i Wołynia może zepsuć stosunki między Polakami i Ukraińcami i na tym wygra Moskwa?

Jest to niestety możliwe. Sprawa jest jednak w naszych rękach – Polaków i Ukraińców. Jeśli zdobędziemy się na wysiłek i trud potrzebny do pojednania, żadne działania Moskwy nie przyniosą rezultatów.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Ihor Tymots

Share Button

Czytaj również

Fot. facebook.com/AmbasadaUkrainywPolsce

Ambasada Ukrainy o Zbrodni Wołyńskiej: to wspólny ból dwóch narodów

W związku z przypadającym 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej, ambasada Ukrainy w Warszawie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.