Z Ołeksandrem Arhatem, ekspertem portalu internetowego poświęconego tematyce wojskowości Mil.in.ua rozmawia Dariusz Materniak
Jak ocenia Pan przebieg działań prowadzonych w ramach operacji antyterrorystycznej (ATO) na wschodzie Ukrainy?
Wydaje mi się, że tak naprawdę tych działań nie można nazywać operacją antyterrorystyczną, jako że jest to już faktycznie operacja wojskowa. Część naszego terytorium jest okupowana przez wrogie siły, dobrze uzbrojone i wyposażone, także w ciężką broń. Nie można tego porównać z sytuacją, gdzie grupa terrorystów wzięła zakładników – gdybyśmy mieli do czynienia z takimi działaniami, mogła by być mowa o operacji antyterrorystycznej. Dlatego lepiej stwierdzić, że faza antyterrorystyczna się zakończyła, a rozpoczęła się operacja wojskowa. Z drugiej strony nie doszło do wprowadzenia stanu wojennego i wojskowi nie kierują tymi działaniami – za to odpowiada dowództwo operacji antyterrorystycznej, podlegające bezpośrednio prezydentowi Ukrainy. Z tym także wiąże się pewien problem, jako że nie ma jasności co do tego, kto tak do końca odpowiada za działania w ramach ATO: ani SBU, ani armia nie przyznaje się do kierownictwa i wydaje mi się, że z tego wynika słaba koordynacja – nikt nie chce wziąć pełnej odpowiedzialności za prowadzone działania. Wynika to także z faktu, że prawdopodobnie nie uda się zakończyć tych działań bez poważnych strat, nie tylko wśród bojowników, ale także wśród ludności cywilnej. Coraz więcej i częściej wykorzystuje się ciężkiej broni, w tym także lotnictwa i artylerii, co pozwala siłom ATO uzyskiwać bezwzględną przewagę nad przeciwnikiem, ale ma też negatywne konsekwencje.
Czerwiec jest trzecim miesiącem prowadzenia działań przez siły ukraińskie. Jak długo Pana zdaniem może potrwać ATO?
To zależy od kilku czynników. Po pierwsze, od decyzji jakie będą podejmowane przez ośrodki kierujące państwem – wydaje mi się, że władze będą chciały przeprowadzić zdecydowane działania w wobec bojowników, być może w Słowiańsku. To najprawdopodobniej spowoduje, że dalsza walka z separatystami będzie łatwiejsza: miejscowi separatyści oddadzą broń, a bojownicy przybyli na Ukrainę z zewnątrz zostaną zmuszeni do ucieczki na terytorium Federacji Rosyjskiej. Co więcej, grupy uzbrojonych ludzi powracających po tym konflikcie do Rosji mogą zacząć stanowić zagrożenie dla niej samej – może pojawić się problem z kontrolowaniem ich dalszych działań, niekoniecznie zgodnych z interesem władz FR. Prawdopodobnie większość mieszkańców Donbasu, którzy chwycili za broń wkrótce zrezygnuje z udziału w rebelii, jako że ich podejście jest bardziej pragmatyczne i nie mają oni interesu w dalszym udziale w działaniach separatystów. Z kolei likwidacja grup partyzanckich będzie zadaniem dla jednostek ukraińskiego specnazu i będzie prowadzona właśnie w ramach działań typowo antyterrorystycznych. Może to zająć od 1 do 3 miesięcy. Jeśli jednak będzie wzrastać liczba ofiar cywilnych, to trudno ocenić jak zachowają się mieszkańcy Donbasu – część z nich może uwierzyć, że faktycznie to Ukraina ich napadła, a Rosja ich broni. To może doprowadzić do przedłużenia się konfliktu, zwłaszcza jeżeli będzie stałe wsparcie ze strony Rosji w postaci dostaw broni, sprzętu i ludzi. W takim wypadku trudno ocenić jak długo może trwać ten konflikt – może nawet latami. Choć wydaje się, że nikomu taki scenariusz nie jest na rękę.
Czy ten konflikt może przerodzić się w podobny do tego jak w Afganistanie?
Nie można tego wykluczyć. Wpływ na to ma psychologia znacznej części mieszkańców Donbasu, którzy żyli w określonym systemie społecznym, gdzie jedynym wyznacznikiem była władza – Milicji lub urzędnika, choćby w postaci byłego prezydenta Janukowycza, a jedynym celem przeciętnego obywatela – przeżyć i zarobić na swoje utrzymanie. Obecnie ten system upadł, a jak zachowują się ci ludzie – trudno ocenić. Możliwe, ze stwierdzą, że władzy trzeba słuchać, ale może też okazać się, że uznają władzę Republiki Donieckiej i Rosji. Dlatego trzeba działań na rzecz niedopuszczenia do rozszerzenia się i zaostrzenia tego konfliktu. Faktycznie jednak, uwarunkowania geograficzne Donbasu nie sprzyjają prowadzeniu długotrwałej walki partyzanckiej – płaski teren, w zasadzie tylko w okolicach Słowiańska gęsto zalesiony – co także jest jedną z przyczyn dlaczego właśnie tam koncentruje się działalność separatystów.
Dla sukcesu tej operacji trzeba zamknąć granicę – na co zwraca uwagę wielu ekspertów – na ile jest to możliwe na chwilę obecną?
Faktycznie nie da się w tej chwili skutecznie odizolować od Rosji. Liczby mówią same za siebie, choćby w obwodzie ługańskim to ponad 700 km granicy rosyjsko-ukraińskiej. Zamknięcie takiego odcinka jest fizycznie niemożliwe. Samo wykopanie rowu wzdłuż granicy niczego nie załatwia, tym bardziej w miejscach, które są już opanowane przez bojowników. Raczej należy przerzucać siły na najbardziej zagrożone odcinki i likwidować zagrożenie w miarę tego jak się ono pojawia. Jest to także kwestia prowadzenia działań wewnątrz granic Ukrainy: aby nie pojawiały się tu nowe grupy bojowników, trzeba pokazać, że czekać ich może tu tylko śmierć – trzeba więc skutecznie ich eliminować. W długookresowej perspektywie na pewno trzeba zbudować dobrze chronioną granicę, choćby w postaci muru, jak na granicy Izraela i Autonomii Palestyńskiej. Potrzebne są także zmiany w funkcjonowaniu Służby Granicznej Ukrainy – od formacji policyjnej do faktycznie wojskowej, odpowiednio uzbrojonej i wyposażonej, zwłaszcza w sprzęt pozwalający na monitorowanie granicy, zarówno w dzień jak i w nocy: termowizory, noktowizory, czujniki ruchu, samoloty bezzałogowe i tak dalej.
Jak ocenia Pan jakość uzbrojenia, jakie wchodzi właśnie na wyposażenie jednostek armii i Gwardii Narodowej, takich transportery BTR-4E?
Jak na razie widać, że BTR-4 to bardzo udana konstrukcja, czego dowodem są działania prowadzone pod Słowiańskiem. Zapewnia bardzo wysoki stopień ochrony załogi, także przed ostrzałem z granatników przeciwpancernych – były wypadki nawet wielokrotnych trafień, które nie powodowały poważniejszych uszkodzeń. Także uzbrojenie w postaci bezzałogowej wieży z przyrządami do obserwacji w nocy pozwala na skuteczne prowadzenie działań. Z kolei o lżejszych transporterach typu „Dozor” trudno na razie coś powiedzieć, jako że dopiero wchodzą one na wyposażenie jednostek. Z kolei na wyposażenia ochotniczego batalionu „Donbas” mają trafić wkrótce transportery BTR-3E, zbudowane na bazie BTR-80, ale z lepszym uzbrojeniem. Na pewno w najbliższej perspektywie konieczne będzie wprowadzenie do uzbrojenia pojazdów typu MRAP, jako że już teraz często dochodzi do wykorzystywania różnego typu urządzeń wybuchowych przez separatystów. Wiadomo, że w najbliższym czasie do jednostek działających w ramach ATO trafią kolejne transportery, m.in. te, które miały zostać eksportowane do Tajlandii – uzgodniono jednak z odbiorcą, że otrzyma je z pewnym opóźnieniem. Wkrótce mają także zakończyć się prace nad systemami lokalizowania miejsc, z których prowadzony jest ostrzał artyleryjski, a także uruchomiona została już produkcja kamizelek kuloodpornych i hełmów. Kolejna sprawa to modernizacja śmigłowców Mi-24, we współpracy z francuską firmą Sagem: chodzi o unowocześnienie uzbrojenia i możliwość prowadzenia walki w nocy, a także o zapewnienie możliwości obrony przed pociskami przeciwlotniczymi – póki co sprzedajemy te systemy za granicę, a nasze własne śmigłowce ich nie mają.
Jeśli chodzi o modernizację sił zbrojnych – co jest najważniejsze w tym momencie?
Najważniejsza sprawa to modernizacja sprzętu w Siłach Powietrznych – aby lotnictwo mogło działać skutecznie w nocy i prowadzić walkę przy wykorzystaniu nowoczesnych środków walki, w tym zwłaszcza amunicji precyzyjnej. Ukraina posiada możliwości modernizacji samolotów MiG-29, Su-27 i Su-25, które stanowią większość w naszych siłach zbrojnych, choć w pewnych aspektach, np. w zakresie awioniki, konieczna będzie na pewno współpraca z innymi krajami, być może z Izraelem albo z firmami europejskimi lub z Chinami. Druga bardzo istotna sprawa to obrona przeciwlotnicza – tu głównym problemem jest fakt zakończenia się resursów na eksploatację rakiet przeciwlotniczych, a główny problem dotyczy trwałości paliwa. Albo można zakupić nowe pociski w Chinach, albo stworzyć własną rakietę na paliwo stałe, co także jest wykonalne, ale zajęłoby więcej czasu. Jednak jest wysoce prawdopodobne, że taki program się rozpocznie. Modernizacja czołgów i wojsk pancernych nie jest w tej chwili priorytetem. Z kolei sporym problemem jest nadal nasza flota, jako że znaczna część tego co dostaliśmy z powrotem nie przedstawia sobą wielkiej wartości bojowej.
Dziękuję za rozmowę.
Portal polsko-ukraiński Portal Polsko-Ukraiński jest portalem internetowym o charakterze analityczno-informacyjnym

