Polski Sejm po raz kolejny stał się areną żenującego spektaklu dotyczącego tym razem sformułowania, jakie powinno znaleźć się w uchwale dotyczącej 70. rocznicy zbrodni na Wołyniu.
Ostatecznie, w przyjętym tekście uchwały niższej izby polskiego parlamentu znalazło się przyjęte wcześniej także przez Senat sformułowanie określające wydarzenia z lat 1943-45 jako „czystkę etniczną noszącą znamiona ludobójstwa”. Wydaje się jednak, że w całej dyskusji, jaka miała miejsce w polskim Sejmie wcale nie chodziło o upamiętnienie ofiar tych wydarzeń, ale o swoistą licytację, kto zaproponuje bardziej radykalne sformułowanie i okaże się tym samym większym i bardziej gorliwym patriotą. Nietrudno było przewidzieć efekt politycznej debaty na ten temat i to, że zostanie ona natychmiast wykorzystany jako kolejna okazja do politycznego awanturnictwa. Właśnie taki obrót sprawy po raz kolejny pokazuje, że tym zagadnieniem nie powinni zajmować się politycy. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby temat ten stał się obiektem szczegółowych badań historycznych, najlepiej realizowanych wspólnie przez badaczy z obu krajów.
Jeśli już jednak parlament zajmuje się już tą kwestią, lepiej byłoby, aby jego uchwały służyły pojednaniu pomiędzy narodami, a nie stawały się zarzewiem kolejnych konfliktów. Takie było dążenie kolejnych polskich prezydentów, wliczając w to przede wszystkim Aleksandra Kwaśniewskiego i śp. Lecha Kaczyńskiego. Szkoda, że ten dorobek próbuje się dzisiaj zmarnować na rzecz doraźnych i mocno wątpliwych korzyści w polityce wewnętrznej.
W kwestii oceny wydarzeń na Wołyniu, do wspólnego stanowiska Polski i Ukrainy jest bardzo daleko, zresztą nie ma go nawet na samej Ukrainie, gdzie oceny działalności OUN-UPA są skrajnie różne. Polska nie powinna w żaden sposób ingerować w dyskusję, jaka ma miejsce na ten temat na Ukrainie – to sami Ukraińcy muszą dojść do własnych wniosków w tej sprawie. Co za tym idzie, nie można nikogo siłą zmusić do uznania swojej winy czy jakichkolwiek przeprosin za tamte wydarzenia. Inicjatywa w tej sprawie wcześniej, czy później powinna wyjść od strony ukraińskiej. Trzeba także pogodzić się z tym, że oceny konkretnych wydarzeń i ich uczestników są i będą różne, często – skrajnie różne. Każdy naród ma bowiem swoją wersję historii i punkt widzenia na te same sprawy. O ile fakty nie mogą budzić wątpliwości (a rolą historyków jest ich ustalenie, w miarę możliwości bezsprzeczne), to ich interpretacja siłą rzeczy musi być odmienna.
Biorąc pod uwagę awanturę jaka rozpętała się w Sejmie, lepiej byłoby, aby w tej sprawie nie została przyjęta żadna uchwała. Ostatecznie jednak, skoro już poddano ją pod głosowanie, lepiej, że Sejm zaakceptował uchwałę w brzmieniu zaproponowanym przez Senat RP. Lepiej byłoby bowiem, aby wewnętrzne spory polskich polityków nie wpływały na relacje polsko-ukraińskie. Temat zbrodni wołyńskiej, tragicznych i przez nikogo nie negowanych czy pochwalanych wydarzeń sprzed 70 lat (powyższe dotyczy także przedstawicieli formacji politycznych na Ukrainie, które można określić mianem radykalnych) nie może bowiem stać się dominująca kwestią w relacjach polsko-ukraińskich. Byłaby to bowiem katastrofa o trudnych do przewidzenia reperkusjach w ciągu najbliższych lat, a może i dziesięcioleci, a także świadectwo skrajnej nieodpowiedzialności i braku dojrzałości po stronie decydentów po obu stronach granicy. Spirala wzajemnej niechęci i wyliczania popełnionych sobie nawzajem krzywd i zbrodni od czasów współczesnych aż do czasów Rusi Kijowskiej nie doprowadziłaby do żadnego konstruktywnego finału. Przeciwnie – byłaby kolejną odsłoną konfliktu pomiędzy Polakami a Ukraińcami, który, od kilkuset lat pozostaje w żywotnym interesie czynników zewnętrznych…
Mitem jest także stwierdzenie, jakoby współczesny ukraiński nacjonalizm stanował jakiekolwiek zagrożenie dla Polski czy mieszkających na Ukrainie Polaków. Jak wynika z rozmów niżej podpisnaego, przeprowadzonych z osobami określającymi się mianem „nacjonalistów”, nie należy interpretować tego pojęcia w sensie negatywnym, tak jak ma to miejsce w Polsce. Na Ukrainie bowiem, znaczenieu pojęciowe tego terminu jest zdecydowanie bardziej pozytywne niż w Polsce i uznaje się je za synonim postawy patriotycznej, troski o niezależność i rozwój niepodległej Ukrainy. Ważne, że osoby określające się mianem nacjonalistów na Ukrainie widzą przyszłość swojego kraju w Zjednoczonej Europie. A należy pamiętać, że niepodległa i niezależna Ukraina, blisko powiązana, a w bliższej lub dalszej przyszłości – będąca członkiem Unii Europejskiej jest także strategicznym interesie Polski, a także całej Europy. Rówież nie wydaje się, aby uzasadnione były obawy w odniesieniu do funkcjonowania mniejszości polskiej na Ukrainie – Polacy zamieszkujący tam na stałe, zwłaszcza liczni w zachodniej części kraju, mają podobnie jak inne mniejszości narodowe dobre warunki do rozwoju i pielęgnowania swoich narodowych tradycji. Warto wspomnieć w tym miejscu choćby uchwałę lwowskiej rady miejskiej o przyznaniu polskiej mniejszości lokalizacji na utworzenie Domu Polskiego we Lwowie, przyjętej głosami również partii nacjonalistycznych (ponoć – antypolskich!).
Trzeba pamiętać, że w roku bieżącym zasadnicze znaczenie dla przyszłości Ukrainy ma podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Polska, ze względu na bliskie relacje z Ukrainą, jest krajem, który ma szczególne znaczenie dla sukcesu prowadzonych aktualnie negocjacji. Kwestie historyczne, choćby najważniejsze i najbardziej bolesne, nie mogą przesłaniać aktualnych problemów naszej polityki zagranicznej. Prawda ta, choć niepopularna i trudna do zaakceptowania, zwłaszcza dla części rodzimych elit, powinna przyświecać realizowanej przez władze państwowe polityce, zwłaszcza w wymiarze międzynarodowym. Im więcej będzie w niej pragmatyzmu, a mniej emocji i koniunkturalizmu – tym lepiej.
Dariusz Materniak
Portal polsko-ukraiński Portal Polsko-Ukraiński jest portalem internetowym o charakterze analityczno-informacyjnym

