niedziela, 19 kwiecień, 2026
pluken
Home / Komentarze i opinie / Poroszenko: człowiek z nadziei
poroszenko

Poroszenko: człowiek z nadziei

Share Button

Nowo wybrany prezydent Ukrainy Petro Poroszenko otrzymuje na początek swojej kadencji kredyt zaufania chyba większy, niż Wiktor Juszczenko po „pomarańczowej rewolucji”. Jednak skala problemów z jakimi będzie musiał się zmierzyć również jest o wiele większa.

W wyborach 25 maja 2014 roku Petro Poroszenko – oligarcha i były minister spraw zagranicznych otrzymał blisko 55% głosów znacząco wyprzedzając byłą premier Julię Tymoszenko (ok. 14%) i grupę pozostałych kandydatów, którzy uzyskali poparcie rzędu kilku procent.

Wydaje się, że w obecnej sytuacji, wybór Poroszenki to najlepsze, co mogło się wydarzyć na Ukrainie. Nowy prezydent nie jest ściśle związany z żadną partią polityczną, w przeszłości funkcjonował zarówno w środowisku Partii Regionów jak i opozycji, był także jedną z istotniejszych postaci podczas Euromajdanu w Kijowie, w tym m.in. podczas zamieszek pod siedzibą Administracji Prezydenta Ukrainy w dniu 1 grudnia 2013r., gdzie wspólnie z Witalijem Kliczko i kilkoma innymi politykami udało mu się doprowadzić do częściowej deeskalacji i zahamowania walk pomiędzy protestującymi a „Berkutem”. Jest to, wbrew pozorom dość istotny czynnik, zwłaszcza teraz, gdy antagonizmy pomiędzy władzami w Kijowie a częścią elit w Donbasie mogą przybrać na sile.

Najistotniejszym problemem, z jakim będzie musiał zmierzyć się jest oczywiście sytuacja na wschodzie Ukrainy i trwająca od blisko dwóch miesięcy operacja antyterrorystyczna (ATO) wymierzona w grupy zbrojne w mniejszym lub większym stopniu powiązane z tzw. Doniecką Republiką Ludową, a wspierane aktywnie przez Federację Rosyjską. Głównym problemem związanym z realizacją ATO w obwodzie donieckim i ługańskim jest fakt wspierania bojowników przez część ludności cywilnej (m.in. poprzez blokowanie działań sił ukraińskich), a także fakt wykorzystywania cywilów jako żywych tarcz. Taka sytuacja uniemożliwia lub przynajmniej znacznie utrudnia prowadzenie działań z wykorzystaniem środków rażenia takich jak lotnictwo czy artyleria, w obawie przed spowodowaniem masowych ofiar wśród ludności cywilnej, co mogłoby mieć trudne do przewidzenia konsekwencja zarówno zewnętrzne (groźba interwencji rosyjskiej) oraz wewnętrzne (wzrost nieufności czy wręcz wrogości wobec władz w Kijowie, co przekreśliłoby szanse na ustabilizowanie sytuacji w dłuższym okresie czasu). Niemniej jednak, doprowadzenie do uspokojenia sytuacji na wschodzie wymagać będzie dokończenia aktywnej fazy ATO oraz uszczelnienia granicy, aby utrudnić przenikanie kolejnych grup terrorystów z Rosji do wschodnich obwodów Ukrainy – i to niewątpliwie jest jednym z głównym priorytetów nowego prezydenta. Petro Poroszenko zapowiedział także, że zamierza zająć się „kwestią Krymu”, nie precyzując jednak na razie, jakiego rodzaju działania ma zamiar podjąć.

Kolejnym wyzwaniem z jakim będzie musiał zmierzyć się nowy prezydent jest szeroko rozumiane kontynuowanie działań na rzecz integracji europejskiej Ukrainy. Unia Europejska potwierdziła po raz kolejny gotowość do podpisania handlowej części umowy stowarzyszeniowej (część polityczna została podpisana jeszcze w marcu 2014 roku), jednak najbliższe miesiące mogą okazać się trudne ukraińskiej gospodarki. Już teraz przewiduje się spadek PKB, a niestabilna sytuacja na wschodzie nie zachęca inwestorów zagranicznych do lokowania swojego kapitału na Ukrainie. Co więcej, wdrażanie reform, będących warunkiem udzielenia pomocy przez instytucje finansowe, w tym Bank Światowi i Międzynarodowy Fundusz Walutowy spowoduje szereg negatywnych konsekwencji dla społeczeństwa, w tym m.in. spadek wartości hrywny i podwyżkę cen energii dla odbiorców indywidualnych. I chociaż dla najuboższej części społeczeństwa przewidziane zostały pakiety pomocowe, to należy liczyć się z tym, że kolejne reformy negatywnie odbiją się na notowaniach zarówno rządu jak i prezydenta, a im bliżej miesięcy zimowych, tym bardziej będzie dawać o sobie znać groźba wybuchu kolejnej „wojny gazowej” z Rosją, podobnej do tych, które miały miejsce w latach 2006 i 2009. Rozegranie ewentualnego kolejnego konfliktu na korzyść będzie wymagało sporej zręczności ze strony nowych władz Ukrainy.

Nowy prezydent Ukrainy, chcąc nie chcąc, będzie musiał także doprowadzić do ustabilizowania relacji z Rosją. Wydaje się, że doprowadzenie relacji do poziomu pozwalającego na „pokojowe współistnienie” jest koniecznością i pozostaje w interesie obu stron konfliktu, zarówno Ukrainy – dążącej do obrony swojej suwerenności i zapewnienia sobie szerszego pola manewru w polityce zagranicznej – zwłaszcza na kierunku zachodnim, jak i Rosji, która jest w kilku sferach uzależniona od Ukrainy, w tym zwłaszcza jeśli chodzi o zapewnienie dostaw gazu ziemnego do Europy Zachodniej (alternatywy dla ukraińskie systemu przesyłowego jak na razie nie widać). Perspektywa kolejnej „wojny gazowej” zapewne wzmogłaby naciski polityczne na Moskwę, i być może byłyby nawet intensywniejsze, niż w przypadku aneksji Krymu. Z drugiej strony nie należy łudzić się, że Władimir Putin stanie się otwarty na dyskusję w sprawie statusu Krymu lub przestanie wspierać separatystów na wschodzie Ukrainy. Nie można wykluczyć scenariusza w myśl którego oba kraje będą z konieczności utrzymywać minimum relacji gospodarczych i handlowych, a sytuacja na granicy ukraińsko-rosyjskiej będzie przypominać tę z pogranicza Rosji i Gruzji sprzed 2008 roku, czyli stan stałej destabilizacji, regularnie podsycany wspieraniem separatystycznych tendencji przez Moskwę.

Tak czy inaczej, choć kredyt zaufania, jaki otrzymały nowe władze – w tym zwłaszcza prezydent wybrany już w pierwszej turze – jest ogromny, a społeczeństwo wydaje się być mocno zdeterminowane dla poparcia zmian, to rządzący Ukrainą stoją przed bardzo trudnym zadaniem ustabilizowania sytuacji i skierowania Ukrainy na ścieżkę zdecydowanych reform i wzrostu. Otwartym pozostaje pytanie, na ile politycy tacy jak Petro Poroszenko, Arsenij Jaceniuk czy Witalij Kliczko wyciągnęli wnioski z błędów, jakie popełnili pod 2005 roku Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko. Jeśli nie będzie wymiernych rezultatów zmian, które będą mogli odczuć zwykli obywatele, to za kilka lat nie można wykluczyć Majdanu 3.0.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

90. rocznica Hołodomoru – sprawiedliwość to najlepsze uczczenie ofiar

90. rocznica Hołodomoru (ludobójstwa Wielkiego Głodu) przypada na drugi rok pełnoskalowej inwazji wroga, tego samego …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.