sobota, 13 czerwiec, 2026
pluken
Home / Komentarze i opinie / Ukraiński problem
ukraina_ue_glavcom_ua-----------------------------54��

Ukraiński problem

Share Button

Dobrze by się stało, abyśmy zaczęli patrzeć na kwestię integracji Ukrainy ze strukturami europejskimi raczej jako na wyzwanie.

Rzecz rozbija się bowiem o percepcję tej sprawy, nie tylko w polskim, ale także europejskim kontekście. Często bowiem można usłyszeć głosy – w naszym kraju raczej odosobnione, bardziej powszechne w Europie Zachodniej, mówiące, że Unia Europejska ma dzisiaj wystarczająco dużo własnych problemów, i kolejny w postaci Ukrainy, czy w szerszym kontekście – krajów objętych programem Partnerstwa Wschodniego nie jest jej już potrzebny, a nawet mógłby stanowić zagrożenie dla spoistości europejskiej wspólnoty. Takie podejście jest tyleż nieadekwatne, co niebezpieczne.

Trzeba bowiem pamiętać, że Unia Europejska nie jest samotną wyspą dryfującą gdzieś po oceanie, ale organizmem wchodzącym nieustannie w interakcje ze światem zewnętrznym. Dlatego właśnie, choć może nie dla wszystkich obywateli krajów UE jest to jasne, od sytuacji panującej w krajach sąsiadujących bezpośrednio z UE, takich jak Ukraina czy Białoruś zależy także to, co dzieje się w krajach unijnych. Świadomość tego faktu wydaje się być tym mniejsza, im dalej od wschodniej granicy Unii Europejskiej. O ile bowiem mieszkańcy Środkowej i Wschodniej Europy mają możliwość kontaktów z sąsiadami zza wschodniej granicy i zwykle rozumieją ich problemy, co wynika ze wspólnoty losów do 1989 roku, o tyle dla Europy Zachodniej świadomość ta jest całkowicie abstrakcyjna. W interesie całej Unii Europejskiej, nie tylko krajów „granicznych” jest stabilizacja i rozwój wartości demokratycznych na obszarze bezpośrednio sąsiadującym z UE. Twierdzenie, że to „nie nasz problem”, wygłaszane przez domorosłych specjalistów w epoce szalejącej globalizacji, świadczy albo o skrajnym dyletanctwie albo o ignorancji. A jedno i drugie może być równie niebezpieczne.

Nie można patrzeć na kraje takie jak Ukraina, Białoruś czy inne państwa graniczące z UE, jako na problemy rozumiane w negatywnym znaczeniu tego słowa: jako to, co sprawia trudność, kłopot, zło konieczne z którym w najgorszym wypadku trzeba nauczyć się żyć. Takie podejście będzie bowiem skłaniać do rozwiązań, których celem będzie odsunięcie możliwie jak najdalej potencjalnie niewygodnego faktu sąsiedztwa z krajami nie-członkowskimi. I tu zapewne pojawi się pokusa najprostszego z możliwych rozwiązań czyli uszczelnienia granicy, zamontowania jeszcze większej ilości kamer, czujników i innych gadżetów dających złudne poczucie bezpieczeństwa tym, którzy znajdują się „wewnątrz”. Tymczasem, jak uczą doświadczenia tych krajów, które próbowały i nadal próbują rozwiązywać swoje problemy w ten sposób, jest to droga do nikąd. Odgradzanie się murem, nieważne jak wysokim i szczelnym, nie przynosi zadowalających rezultatów. Sięgając do historii, ani rzymska granica na północy Cesarstwa, ani Wielki Chiński Mur nie uchroniły państw które je zbudowały od upadku. Przykładów potwierdzających tą tezę nie trzeba zresztą szukać daleko w historii – wystarczy wymienić choćby dzisiejszą granicę USA i Meksyku czy też Izraela i Autonomii Palestyńskiej – zarówno jedna i druga, pomimo olbrzymich środków wydawanych na zabezpieczenie dalekie są od spokoju.

Zresztą w przypadku Ukrainy nie ma sensu odwoływać się do tak drastycznych przykładów, bo nie chodzi tutaj nawet o fizyczne odgradzanie się, ale także to w sferze proceduralnej – kwestia wiz dla obywateli Ukrainy i innych krajów Partnerstwa Wschodniego niezmiennie czeka na rozwiązanie. I choć widać już przysłowiowe „światełko w tunelu”, to na zniesienie obowiązku wizowego trzeba będzie zaczekać przynajmniej do 2015 roku, czyli jeszcze dwa lata. Mieszkańcy Unii Europejskiej, przyzwyczajeni w większości do wygód podróżowania tylko z dokumentem tożsamości w ramach strefy Schengen nie mają bladego pojęcia o skali problemów z jakimi musi borykać się przeciętny obywatel Ukrainy, który chce przyjechać do UE, za każdym razem zmuszony jest toną papierów i zaświadczeń udowadniać, że nie jest potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na terytorium UE. I to niezależenie od tego, czy jest to podróż w celu podjęcia pracy, turystyki, czy na koniec – biznesu, co zwłaszcza w tym ostatnim przypadku, dla borykającej się z w dalszym ciągu z kryzysem Unii jest przysłowiowym strzałem w stopę, bo ograniczanie możliwości prowadzenia działalności potencjalnym inwestorom jest zwyczajnie nieracjonalne z ekonomicznego punktu widzenia.

Spróbujmy raczej spojrzeć na kwestię integracji Ukrainy z Unią Europejską jako wyzwanie, na trudne zagadnienie wymagające rozwiązania. Ukraina pozostaje niezmiennie częścią Europy od ponad tysiąca lat, i to nie tylko z tego powodu, że jest państwem położonym na kontynencie europejskim, ale przede wszystkim jest względu na te same wartości, powiązania o charakterze politycznym, gospodarczym czy kulturowym. Integracja Ukrainy z Unią Europejską – jak na razie w formie podpisania i wdrażania w życie umowy stowarzyszeniowej, a w dalszej, jak na razie trudnej do sprecyzowania perspektywie czasowej – wejście Kijowa w struktury unijne na takiej samej zasadzie jak Polska czy inne kraje Europy Środowej, jest w interesie nie tylko samej Ukrainy, ale także Unii Europejskiej, ze względów politycznych i gospodarczych. Fakt ten nie powinien budzić większych kontrowersji patrząc z punktu widzenia geopolityki – o czym napisano już wiele, żeby w tym miejscu wspomnieć choćby Zbigniewa Brzezińskiego, który wielokrotnie wskazywał na kluczowe znaczenie Ukrainy dla Europy i Rosji. Również patrząc z perspektywy ekonomicznej, wejście Kijowa do strefy wolnego handlu to szansa dla inwestorów i olbrzymi rynek zbytu. Ponadto, integracja Ukrainy z UE nie stwarza także problemu tożsamości kulturowej – jak zostało już wspomniane wcześniej, kraj ten jest głęboko zakorzeniony w kulturze europejskiej, nie ma tu więc problemu dylematów takich jak towarzyszą perspektywie integracji Turcji z UE.

Sprawa integracji Ukrainy z Unią Europejską jest szczególnie ważna z punktu widzenia Polski, oraz innych krajów leżących na wschodniej granicy Unii Europejskiej. I nie tylko z perspektywy wielkiej polityki, geostrategii czy gospodarki – o czym napisano już wiele, ale także, a może nawet przede wszystkim z punktu widzenia lokalnych wspólnot i regionów położonych w bezpośredniej bliskości Ukrainy – w Polsce, będących częścią tzw. „Polski Wschodniej” (lub mniej dyplomatycznie: „Polski B”). Obszary te są w wielu wypadkach słabiej rozwinięte niż centrum i zachód kraju, z podobnym problemem borykają się zresztą Słowacja i Węgry. Zbliżenie Ukrainy do Unii Europejskiej i stopniowe ograniczanie liczby barier w prowadzeniu działalności gospodarczej, zwłaszcza w obszarach takich jak drobna przedsiębiorczość czy turystyka pozwoli na szybszy rozwój obszarów po obu stronach granicy – tak wschodniej Polski jak i zachodniej Ukrainy. Pierwsze wspólne inicjatywy  polsko-ukraińskie już funkcjonują, o ile jednak łatwiejsze byłoby ich działanie, gdyby nie problem wiz i trudności z przekraczaniem granicy.

Alternatywą dla tego scenariusza jest pogłębianie się dysproporcji rozwojowych, pogłębiający się kryzys i narastanie negatywnych emocji po obu stronach granicy, co mogłoby przynieść trudne do przewidzenia konsekwencje. Jak na razie wydaje się jednak, że rządzący, tak w Brukseli jak i w Kijowie, mają świadomość wagi stojących przed Unią i Ukrainą wyzwań i w przyszłość można patrzeć z umiarkowanym optymizmem.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

90. rocznica Hołodomoru – sprawiedliwość to najlepsze uczczenie ofiar

90. rocznica Hołodomoru (ludobójstwa Wielkiego Głodu) przypada na drugi rok pełnoskalowej inwazji wroga, tego samego …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.