wtorek, 3 listopad, 2026
pluken
Home / polukr (page 121)

polukr

Starcia w Kijowie: podpalono biuro Partii Regionów

Share Button

Podczas porannych starć pomiędzy uczestnikami protestów na Euromajdanie a Milicją zostało rannych kilkadziesiąt osób – informują ukraińskie media, powołując się na dane służb medycznych Euromajdanu.

Protestujący, próbując dostać się w pobliże budynków rządowych, opanowali m.in. centralną siedzibę Partii Regionów. Budynek został podpalony. Wkrótce potem demonstranci zostali stamtąd odepchnięci przez służby porządkowe. Podczas starć spalono także kilka samochodów należących do Wojsk Wewnętrznych MSW.

Podczas starć rany odniosło także co najmniej kilkunastu pracowników Milicji. MSW informuje na swojej stronie o broni palnej, jaką zauważono u kilku protestujących.

Do starć pomiędzy zwolennikami Euromajdanu a „tituszkami” doszło także w Parku Marinskim.

Na podstawie: mvs.gov.ua, pravda.com.ua, unn.com.ua,

Foto: https://twitter.com/argumentua/status/435734036137246720/photo/1/large

Share Button

Ekspert: możliwe wcześniejsze wybory parlamentarne

Share Button

W ocenie analityka Pawło Nussa, rezultatem obecnego kryzysu na Ukrainie będą wcześniejsze wybory parlamentarne i być może prezydenckie.

„Moim zdaniem, wcześniejsze wybory parlamentarne będą rezultatem porozumienia pomiędzy władzą i opozycją, jakie zapadło w kuluarach. Także deeskalacja protestów na ulicach jest możliwa tylko w wypadku spełnienia choćby części wymogów protestujących. Dlatego nie zdziwię się, jeśli po dzisiejszych konsultacjach, dowiemy się o rozwiązaniu parlamentu” – powiedział analityk.

Na podstawie: komentarz Pawło Nussa

Share Button

Szef PE: podpisanie umowy stowarzyszeniowej możliwe po rozwiązaniu kryzysu

Share Button

Zdaniem Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą będzie możliwe natychmiast po zakończeniu trwającego obecnie kryzysu politycznego na Ukrainie. Szef PE udzielił wywiadu Agencji UNIAN.

Zdaniem Schulza, UE nie będzie stawiać żadnych dodatkowych warunków przy podpisywaniu umowy. „Umowa zostanie podpisana w formacie uzgodnionym przed szczytem w Wilnie” – powiedział polityk.

Na podstawie: unian.net, pravda.com.ua

 

Share Button

Wiktor Janukowycz może w tym tygodniu przedstawić kandydata na premiera

Share Button

KIJÓW. 17 lutego. UNN. Przewodniczący Rady Najwyższej Wołodymyr Rybak przewiduje, że w tym tygodniu prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz przedstawi Parlamentowi propozycje w odniesieniu do wyrażenia zgody na powołanie szefa Gabinetu Ministrów Ukrainy.

„Myślę, że prezydent w tym tygodniu wniesie taki wniosek do Rady Najwyższej” – powiedział Rybak.

Jak informowaliśmy, prezydent Wiktor Janukowycz nie podjął jeszcze decyzji w sprawie nowego kandydata na premiera.

Jak wiadomo, prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz przyjął dymisję Mykoły Azarowa. Azarow wyjaśnił swoją decyzję o rezygnacji faktem, że w ten sposób, jego zdaniem, można będzie zmniejszyć napięcie w społeczeństwie związanye z masowymi protestami.

Obecnie funkcję szefa rządu tymczasowo pełnij Serhij Arbuzow.

Źródło: UNN

http://www.unn.com.ua/uk/news/1305529-prezident-mozhe-vnesti-podannya-schodo-priznachennya-premyera-tsogo-tizhnya-v-ribak-dopovneno

Share Button

Witalij Kliczko poprosił Angleę Merkel o wsparcie w rozwiązywaniu kryzysu

Share Button

KIJÓW. 17 lutego. UNN. Lider „UDARu” Witalij Kliczko na konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel powiedział, że trakcie rozmów omówiono kwestię rozwiązania kryzysu na Ukrainie.

„Właśnie skończyłem spotkanie z kanclerz Merkel, gdzie ponad godzinę rozmawialiśmy o możliwości rozwiązania kryzysu w jednym z największych krajów w Europie , którego jesteśmy przedstawicielami” – powiedział Witalij Kliczko.

„Rozumiemy, że jest duże zainteresowanie we wszystkich krajach europejskich, aby Ukraina była gospodarczo i politycznie stabilna Jestem bardzo zadowolony z przebiegu rozmów i mam nadzieję, że wynikiem tych negocjacji będzie wspieranie Ukrainy w różnych obszarach” – zaznaczył W. Kliczko.

Źródło: UNN

http://www.unn.com.ua/uk/news/1305718-v-klichko-poprosiv-v-a-merkel-pidtrimki-dlya-virishennya-krizi

Share Button

UE jest gotowa do pomocy gospodarczej nowemu rządowi Ukrainy – A. Jaceniuk

Share Button

Kijów. 17 lutego. UNN. Unia Europejska jest gotowa udzielić pomocy gospodarczej dla nowego rządu ukraińskiego – powiedział na konferencji prasowej w Niemczech, lider „Batkiwszczyny” Arsenij Jaceniuk.

„Nasi europejscy i zachodni partnerzy są gotowi do udzielenia nowego odpowiedniego wsparcia dla rządu Ukrainy. Mówiąc o nowym rządzie Ukrainy – zakładamy, że nie będzie to skorumpowany rząd, który reprezentuje interesy reżimu. Rząd, który będzie miał zaufanie, zwłaszcza u zachodnich partnerów” – powiedział Jaceniuk.

Wśród mechanizmów wsparcia mają znaleźć się przede wszystkim kredyty MFW i kredyty instytucji międzynarodowych i Unii Europejskiej.

„Pamiętam, że niektóre elementy zostały omówione, począwszy od pomocy makrofinansowej, którą zaoferowano Ukrainie w wysokości 610 mln dolarów, a kończąc na zwiększeniu pomocy której kwoty nie są ujawnione teraz, ponieważ jest to przedmiotem odrębnych negocjacji. Możemy jednoznacznie zapewnić, że jesteśmy absolutnie przekonani, że pakiet pomocy gospodarczej dla nowego ukraińskiego rządu będzie przygotowany” – stwierdził polityk.

Arsenij Jaceniuk i Witalij Kliczko spotkali się w Niemczech z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

Źródło: UNN

http://www.unn.com.ua/uk/news/1305726-yes-gotoviy-nadati-novomu-ukrayinskomu-uryadu-ekonomichnu-dopomogu-a-yatsenyuk-dopovneno

Share Button

Ukraina AD 2014 – coraz mniej miejsca na wielowektorowość

Share Button

Niniejszy tekst stanowi próbę próbę prognozy rozwoju sytuacji politycznej na Ukrainie w pierwszym półroczu 2014r. w kontekście fiaska negocjacji stowarzyszeniowych z UE i protestów tzw. „EuroMajdanu”.

Przełom 2013 i 2014 roku przyniósł serię gwałtownych wstrząsów w relacjach Ukrainy z UE. Rolę zapalnika, który spowodował wybuch protestów wewnętrznych na Ukrainie oraz gwałtowne pogorszenie relacji Kijowa z UE odegrało fiasko szczytu Partnerstwa Wschodniego UE w Wilnie, jaki odbył się w dn 28 listopada 2013r. Pomimo trwających do ostatniej godziny szczytu zapewnień o istnieniu szansy znalezienia kompromisu i możliwości podpisania umowy stowarzyszeniowej, już ok. tydzień przed nim jasne stało się, że władze Ukrainy wycofują się ze zbliżenia z Unią. Fakt, że Unia przekazywała nad Dniepr znaczącą pomoc finansową (latach 2007-2010 było to ok. 500 mln euro) nie był w stanie zrównoważyć ogromnego znaczenia „rosyjskiego wektora” w polityce ukraińskiej.

Tymczasem w percepcji rosyjskiej soft power używana przez UE dla zdobywania wpływów na obszarze WNP była odbierana na Kremlu niemal tak samo negatywnie, jak na ewentualność zakładania w tym regionie wysuniętych baz wojskowych przez USA.

Kontekst

Pomimo, że negocjacje o stowarzyszeniu Ukrainy z UE i utworzeniu między nimi strefy wolnego handlu zostały formalnie zamknięte już w 2011 r., zadrażnienia natury politycznej (związane m.in. z aresztowaniem i uwięzieniem b. premier J. Tymoszenko ) powodowały kilkakrotne odkładanie parafowania umowy. Kiedy zbliżający się szczyt PW przyniósł większą dynamikę działań dyplomacji unijnej, Rosja odpowiedziała jeszcze silniejszą aktywizacją swojej dyplomacji. Dodać też należy, że działania rosyjskie cechowało nie tylko większe zdecydowanie, ale i umiejętne połączenie nacisków z obietnicami korzyści gospodarczych i wsparcia politycznego. W sierpniu 2013r. wszyscy ukraińscy eksporterzy zostali uznani przez Federalną Służbę Celną FR za „należących do grupy ryzyka” co skutkowało na granicy z FR przeprowadzaniem pełnej kontroli, łącznie z wyładunkiem, sprawdzeniem i ponownym załadunkiem ukraińskich towarów . Procedura ta znacznie wydłużyła czas odpraw i naraziła ukraińskich przedsiębiorców-polityków na straty. Jednocześnie trwały bardzo aktywne spotkania Putin-Janukowycz, które zaowocowały informacją o przyznaniu przez Moskwę kredytu w wysokości 15 mld dolarów.

Po tym, jak Ukraina oficjalnie odmówiła podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, rząd w Kijowie natychmiast zlecił szeregowi ministerstw „prowadzenie aktywnego dialogu z Federacją Rosyjską, członkami Unii Celnej i Wspólnoty Niepodległych Państw”. Wcześniej sam rząd Ukrainy wyjaśnił, że rezygnuje z podpisania umowy stowarzyszeniowej, bo Unia nie zaproponowała stronie ukraińskiej wystarczającego zadośćuczynienia za straty, które kraj poniósłby w związku z pogorszeniem relacji handlowych z Rosją. Wolta Ukrainy wzbudziła oczywiste rozczarowanie przywódców Zachodu. O nacisku na Kijów ze strony Moskwy mówił m.in. Anders Fogh Rasmussen, Sekretarz Generalny NATO. Należy też podkreślić, że w swojej zmianie kursu Ukraina nie była odosobniona, ponieważ podobną decyzję nieco wcześniej podjęła też Armenia, która niemal jednocześnie zadeklarowała gotowość integracji ze Związkiem Celnym. Również i w tym wypadku władze w Erywanie nie skrywały faktu, że oferta Rosji była hojniejsza od unijnej i z całą pewnością obejmowała też spektrum bezpieczeństwa militarnego, szczególnie ważnego w kontekście złych stosunków armeńsko-tureckich i ciągłej groźby odnowienia działań zbrojnych przez Azerbejdżan na froncie karabaskim.

Spowodowane fiaskiem nadziei na podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE protesty w centrum Kijowa na Majdanie Niepodległości, po dwóch nieudanych próbach usunięcia z nich demonstrantów, doprowadziły do dymisji szefa administracji prezydenckiej Serhija Liowoczkina, a następnie upadku rządu Mykoły Azarowa . Ich najbardziej dramatyczny akord, czyli zamieszki, które wybuchły 19 stycznia 2014r. po przegłosowaniu szeregu kontrowersyjnych ustaw kosztowały też życie sześciu demonstrantów . Towarzyszące im protesty, polegające na blokadach / okupacji budynków administracji obwodowych (głównie w zachodnich i centralnych regionach) doprowadziły w kilku miastach do wyłonienia równoległych, konkurencyjnych wobec administracji państwowej struktur władzy – Rad Ludowych, a w kilku miastach centralnej Ukrainy przerodziły się w zamieszki, w których z jednej strony uczestniczyli zwolennicy opozycji, a z drugiej – milicja i zmobilizowane przez władze tituszki czyli chuligani najęci do pomocy milicji w rozbijaniu antyrządowych wystąpień. W Kijowie doszło też do ataków, porwań i zabójstw antyrządowych aktywistów przez nieznanych sprawców. Przynajmniej jeden z nich (Jurij Werbyckyj) został porwany bestialsko zamordowany, a dwóch innych (Ihor Łucenko i Dmytro Bułatow) uprowadzono, skatowano i postanowiono na mrozie w lesie pod Kijowem.

Protestujący na Majdanie z pewnością nie są środowiskiem jednolitym, podobnie jak ich antagoniści z „Antymajdanu” wiecującego przed gmachem rządu w Parku Marijskim. Dlatego tylko częściowo zgodzić się można z ukraińskim dziennikarzem Witalijem Portnikowem, że obecny konflikt na Ukrainie to konflikt dwóch politycznych mentalności – obrońców odpowiedzialności z obrońcami paternalizmu, zwolenników postawy narodowej przeciwko ”internacjonalistyczno-radzieckiej” czy proeuropejskiej przeciw prorosyjskiej . Oprócz środowisk liberalnych i demokratycznych, na Majdanie obecne są bowiem grupy nacjonalistów i skrajnej lewicy. Zwłaszcza ugrupowania skrajnej prawicy, (wśród których „Swoboda” Oleha Tiahnyboka zasługuje na miano „liberałów”) są składnikiem protestu, który trudno z pełnym przekonaniem nazwać wyrazicielami dążeń liberalnych i demokratycznych.
Co więcej, w miarę radykalizacji nastrojów właśnie ten segment Majdanu szczególnie zyskiwał na znaczeniu. Działał bowiem schemat, zgodnie z którym im bardziej władza odmawiała dialogu z umiarkowaną, (by nie rzec wręcz ugodową) opozycją, sama sięgając po metody siłowe, tym bardziej wśród demonstrantów dojrzewało przeświadczenie, że polityczny triumwirat Jaceniuk-Kliczko-Tiahnybok, opowiadający się za pokojowym charakterem protestu, nie chce albo nie umie poprowadzić Majdanu do zwycięstwa. W takiej sytuacji dość dobrze zorganizowane i, co najważniejsze, gotowe do siłowej konfrontacji z oddziałami specjalnymi milicji, bojówki nacjonalistów skupione w organizacji „Prawy Sektor” z kłopotliwego medialnie i mało znaczącego politycznie alianta w ciągu kilku dni wyrosły na ważnego partnera innych środowisk Majdanu. Co więcej, zaczęły one aspirować do miana trzeciej siły, której należy się odrębna pula miejsc przy stole negocjacji z władzami.

Przynajmniej tak samo ważne dla rozwoju wydarzeń na Ukrainie, jak wynik próby sił między protestantami z Majdanu a milicją i jej niezidentyfikowanymi sprzymierzeńcami jest postawa sponsorów „Partii Regionów Ukrainy”, tj. głównych ukraińskich oligarchów, z Rinatem Achmetowem na czele. Nadzieje na skłonienie ich do przejścia na stronę Majdanu groźbą sprowokowania sankcji Zachodu albo apelami do ich obywatelskiego sumienia okazały się złudne.

Główni gracze

Federacja Rosyjska – strategicznym celem Federacji Rosyjskiej na obszarze poradzieckim, a zwłaszcza na Ukrainie, jest doprowadzenie do jego reintegracji w ramach projektów wojskowo-politycznych Kremla. Narzędziami tej polityki w sferze międzynarodowej są organizacje takiej jak Związek Celny (w wymiarze ekonomicznym) czy Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (w wymiarze militarnym). W zależności od aktualnych stosunków, Rosja oferuje swoim partnerom albo preferencje handlowe (preferencyjne ceny na gaz, dostęp do swojego rynku dla towarów z państw WNP, gotowość do przyjmowania „gastarbeiterów” z republik poradzieckich itp.), pomoc finansową i wojskową albo „dyscyplinuje” ich za pomocą środków ekonomicznych (podnoszenie cen na gaz do poziomu „rynkowego”, nasilenie walki z nielegalną imigracją zarobkową z danego kraju, groźba wprowadzenia reżimu wizowego itp., zastrzeżenia co do jakości towarów pochodzących z danego państwa a przeznaczonych na rynek FR) lub politycznych (poparcie lokalnych ruchów separatystycznych, podnoszenie na forum międzynarodowym „prześladowań ludności rosyjskiej/rosyjskojęzycznej” w danym kraju itp.) lub wojskowych (rozgrywanie „zamrożonych” konfliktów na terenie WNP, dozbrajanie „lojalnych” partnerów skonfliktowanych z tymi „niepokornymi” aż do bezpośredniej interwencji zbrojnej włącznie). Celem reintegracji przestrzeni poradzieckiej na płaszczyźnie polityczno-gospodarczej i wojskowej ma być wytworzenie „pasa przyjaznego sąsiedztwa” w skład którego w pierwszym rzędzie wejść powinny b. republiki ZSRR. Na Ukrainie Rosja skutecznie egzekwuje szereg swoich postulatów: utrzymanie obecności wojskowej w bazach na Krymie, utrzymanie (a w miarę możliwości, nasilenie) zależności energetycznej gospodarki ukraińskiej od rosyjskiego gazu, ropy i paliwa dla elektrowni atomowych, utrzymanie i ekspansja języka rosyjskiego, a w miarę możliwości doprowadzenie do nadania mu statusu języka państwowego oraz transmisja rosyjskiego modelu ustrojowego do państw – partnerów. Tak zdefiniowane cele sprawiają, że naturalnymi konkurentami i zagrożeniem dla rosyjskich interesów na Ukrainie są UE i USA oraz orientująca się na ich poparcie ukraińska opozycja. Jednocześnie „taktyczni sprzymierzeńcy” Kremla, czyli administracja prezydenta Wiktora Janukowycza i struktury podporządkowane ukraińskiej oligarchii nie są sojusznikiem pewnym. Zwłaszcza oligarchia Ukrainy bez zapału odnosi się do integracyjnych projektów Kremla, mając świadomość, że bez oparcia w niepodległej i pozostającej poza ugrupowaniami integracyjnymi Ukrainie, mogą nie zdołać sprostać konkurencji ze strony rosyjskich potentatów. Z kolei dla prezydenta Janukowycza rosyjska kuratela stopniowo staję się niechcianym, ale jedynym w miarę pewnym sposobem na neutralizację zarówno nacisków Zachodu, jak i knowań ze strony rodzimej oligarchii.

Unia Europejska – omawiając „strategię” tego aktora i jego „interesy” w konflikcie ukraińskim należy zastrzec, że w przeciwieństwie do względnie jednolitych polityk Rosji i USA, UE nadal z reguły nie ma jednolitego stanowiska wobec większości istotnych problemów międzynarodowych, a w tych wypadkach, w których udaje się je wypracować, trwa to tak długo, że w żadnym razie nie może ono nadążać na tak dynamicznie zmiany sytuacji, jak te na Ukrainie od jesieni 2013r. Tym niemniej można założyć, że: stanowisko UE w kwestii ukraińskiej (podobnie jak i w innych) odzwierciedla w pierwszym rzędzie interesy jej najsilniejszych członków, (w pierwszym rzędzie Niemiec) oraz w pewnym stopniu tych członków Unii, którzy z racji położenia geograficznego i uwarunkowań geostrategicznych są szczególnie zainteresowani rozwojem sytuacji na Ukrainie i próbują aktywnie lobbować perspektywę na forum UE (dotyczy to Polski i w nieco mniejszym stopniu również Litwy i Łotwy). Zasadniczą wartością dla UE w takim ujęciu jest zachowanie stabilności na Ukrainie (a szerzej na całym obszarze poradzieckim), niedopuszczenie do powstania kryzysów humanitarnych i masowych migracji uchodźców z rejonu konfliktu. W następnej kolejności UE zainteresowana jest nawiązywaniem bliskiej kooperacji handlowej w celu zagwarantowania preferencyjnych warunków dla dostępu swoich towarów na rynki tych państw. Szczególną wagę ma to dla zorientowanej na eksport gospodarki Republiki Federalnej Niemiec. Jednocześnie UE zainteresowana jest ewolucyjnym rozszerzaniem swoich wpływów politycznych m.in. na Ukrainie, czemu sprzyja jej percepcja (zwłaszcza w jej zachodnich i centralnych obwodach) jako organizacji sprzyjającej rozwojowi gospodarczemu, gotowej udzielać pomocy słabszym jej członkom oraz zapewniającej ochronę praw człowieka w państwach ją tworzących. Warunkiem aktywniejszego zaangażowania UE w konflikt polityczny na Ukrainie byłby brak weta ze strony Kremla, co wydaje się jednak mało prawdopodobne. Wspominając o polityce UE wobec Ukrainy nie sposób też zbyć milczeniem trwającego od ponad dekady autosabotażu polityki europejskiej na Ukrainie, polegającego na upartym unikaniu jednoznacznej (i, zdawałoby się oczywistej) deklaracji, że Ukraina jako państwo europejskie ma prawo ubiegać się (oczywiście po spełnieniu odpowiednich warunków) o członkostwo w UE. Niechęć struktur europejskich do jednoznacznego i oficjalnego złożenia nawet takiej (w gruncie rzeczy do niczego przecież Brukseli nie zobowiązującej) deklaracji wskazuje, że w grę wchodzi poważny opór ze strony jakiegoś innego ośrodka. Jednocześnie UE ma świadomość, że brak zachęty w postaci nawet odległej, ale jednak perspektywy członkostwa Ukrainy w Unii może mieć fatalne następstwa zarówno dla demokracji nad Dnieprem, jak i samej UE. Stąd, szczególnie w okresach osłabienia „europejskiego wektora” w polityce Ukrainy, część polityków UE próbuje ratować sytuację różnymi niezobowiązującymi aluzjami . Fakt, że UE wbrew swoim własnym zasadom, konstytuującym ją jako organizację państw europejskich, z takim uporem odmawia Ukrainie prawa do choćby teoretycznej możliwości przystąpienia do niej, podczas gdy przyznał je państwu leżącemu niemal w całości w Azji, wydaje się jednak więcej niż zastanawiający.

Stany Zjednoczone – częściowo podzielają one strategiczne interesy UE na Ukrainie, tj. zainteresowane są w szeroko pojętej stabilności na Ukrainie, nawet jeśli miałoby się to wiązać ze szkodą dla interesów demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Duża część elit w USA, podobnie jak UE widzi Ukrainę w kategoriach wielkiego posowieckiego arsenału broni, składu dość słabo chronionych materiałów rozszczepialnych (używanych w elektrowniach atomowych) oraz nadal budzących respekt postsowieckich pozostałości sektora wojskowo-przemysłowego, dających spore możliwości szczególnie w zakresie „technologii podwójnego zastosowania”. Stąd jakakolwiek władza w Kijowie, mogąca zagwarantować, że ten niebezpieczny potencjał będzie spokojnie degradował (jak ma to miejsce od ostatnich 20 lat), zamiast np. dostać się w ręce organizacji terrorystycznych czy sił radykalnych, nieważne ukraińskich (vide organizacje w rodzaju „Patriota Ukrajiny”) czy zagranicznych („Hezbollach”, południowoamerykańskie kartele narkotykowe itp.) może liczyć na sporą wyrozumiałość Waszyngtonu. Pod tym względem USA są tylko nieco efektywniejszą wersją UE – wyjątkowo mało skutecznej, powolnej i nieoficjalnie ale konsekwentnie przyznającej Rosji prawo do „szczególnej odpowiedzialności” na terenie WNP. Z drugiej strony, choć Waszyngton umie działać szybciej i bardziej zdecydowanie od EU (choćby dlatego, że decyzję podejmuje tam jedna administracja, a nie 28), to wydaje się, że Barack Obama, mimo iż sprawuje urząd prezydenta USA po raz drugi, nadal nie do końca rozumie wagę Kijowa na europejskiej szachownicy.

Administracja prezydenta Wiktora Janukowycza i „Rodzina”. „Rodzina”, czyli układ biznesowo-towarzyski skupiony wokół prezydenta Janukowycza, nazwany tak został na wzór „Familii” ukształtowanej wokół prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. Dotychczasowe działania ukraińskiej głowy państwa wskazują, że raczej nie jest on zwolennikiem jakiejkolwiek konkretnej orientacji geopolitycznej, a raczej skłania się (lub jest zmuszony) do realizacji mało finezyjnej wersji kuczmowskiej „wielowektorowości”. Jednakże wcale nie musi to być powód do frustracji ekipy przebywającej obecnie u władzy w Kijowie, jeśli wziąć uwagę, że na innym polu odnosi ona wprost oszałamiające sukcesy. Polem tym jest rozwój własnych przedsiębiorstw należących do ministrów i deputowanych koalicji rządzącej i związane z tym bogacenie się przedstawicieli „Rodziny”. Przykład starszego syna prezydenta Janukowycza, Oleksandra, który w ciągu roku od zajęcia przez ojca fotela prezydenckiego został jedną z najbogatszych osób w państwie* jest chyba najbardziej wymowny. Z kolei doświadczenie kilkumiesięcznej kampanii „eurointegracyjnej” w 2013r. i nagłej wolty na stronę Rosji w przeddzień szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie 28 listopada 2013r. pokazuje, że ekipa spod znaku „Partii Regionów” kwestię polityki zagranicznej i związanych z nią procesów integracyjnych traktuje głównie w kategoriach zasobu, którym może zapłacić temu partnerowi, który będzie zainteresowany udzielić jej wsparcia / ochrony i dać nadzieję na zachowanie status quo w którym elity rządzącej „Partii Regionów Ukrainy” mogą się bez przeszkód bogacić. Tak długo, jak cenę za ich wzbogacenie będzie pokornie ponosiło ubożejące społeczeństwo ukraińskie, nie będzie miał miejsca jakiś gwałtowny kryzys humanitarny grożący masowym potokiem uchodźców do UE ani nie zostanie ujawniona afera godząca w interesy USA lub UE (na miarę „afery z Kolczugami” z czasów Leonida Kuczmy), „Rodzina” będzie mogła skupić się na zwalczaniu swojej niemrawej opozycji w kraju bez obaw o jakieś aktywniejsze działania Zachodu na jej niekorzyść.

Oddzielnie od „Rodziny” należy rozpatrywać środowisko nazywane na Ukrainie Oligarchią, czyli kilkanaście, góra kilkadziesiąt osób, które kontrolują praktycznie wszystkie większe sprywatyzowane przedsiębiorstwa, instytucje finansowe i (przez swój status deputowanych parlamentu i ministrów) również częściowo budżet i przedsiębiorstwa państwowe. O ile celem „Rodziny” jest dynamiczny wzrost stanu posiadania, celem „starej oligarchii” jest obrona posiadanych wpływów zarówno przed zakusami otoczenia Prezydenta, jak i przed konkurencją spoza Ukrainy, tj. zarówno ekspansją kapitału rosyjskiego jak i europejskiego i amerykańskiego. Stąd wzięło się też popularne wśród ekspertów przekonanie, że najgorliwszymi obrońcami niepodległości wcale nie są bojówkarze UNA-UNSO z Galicji, ale właśnie wielki kapitał z Donbasu, Dniepropietrowska, Zaporoża i Charkowa. Faktycznie, istnienie niepodległej Ukrainy, jako swoistej „kryszy” nad biznesami ukraińskiej oligarchii jest jej prawdopodobnie niezbędne do przetrwania, jednak nie można zapominać, że równocześnie oligarchia jest niezwykle wrażliwa na nacisk rosyjski, materializujący się najczęściej utrudnieniami w dostępie wybranych grup towarów na rynek FR oraz „elastyczną” polityką cenową Moskwy odnośnie nośników energii. W sytuacji, w której szefami strategicznych resortów i służb w państwie są osoby prowadzące międzynarodową działalność gospodarczą na wielką skalę musi istnieć zagrożenie, że urzędnik podejmie decyzję wbrew interesowi państwa, ale zgodnie z własną kalkulacją biznesową.

Obecnie oligarchia trzyma nadal stronę prezydenta, nawet, jeśli robi to bez specjalnego entuzjazmu. Wydaje się to zrozumiałe – warunkiem osiągania przez jej przedstawicieli ogromnych dochodów jest brak prawdziwego wolnego rynku oraz wolnych związków zawodowych i innych rozwiniętych instytucji społeczeństwa obywatelskiego, które mogłoby skutecznie upomnieć się o prawa ludności. Gwałtowna eskalacja przemocy po 19 stycznia 2014r., rozszerzenie zasięgu i radykalizacja protestów poza Kijowem uświadomiła jednak oligarchii, że twardy kurs rządu grozi wymknięciem się rozruchów spod jakiejkolwiek kontroli. Taki scenariusz zagrażałby nie tylko interesom politycznym oligarchii, ale nawet pracy kontrolowanych przez nią przedsiębiorstw, a zatem i zyskom, które czerpie z ich eksploatacji. Stąd 25 stycznia 2014r., zwykle unikający angażowania się w polityczne spory deputowany-oligarcha Rinat Achmetow wezwał do rozwiązania kryzysu metodami pokojowymi , co zostało odczytane nie tylko jako wezwanie opozycji by powściągnęła swoich radykałów, ale i wyraźna sugestia dla rządu M. Azarowa, że sponsorzy „Partii Regionów” nie zaakceptują siłowego wariantu rozwiązania konfliktu. Ten gest być może umożliwił uniknięcie nakręcania spirali przemocy, oraz uświadomił obserwatorom, że pomiędzy oligarchią a opozycją parlamentarną zostało zawarte przynajmniej milczące i nieoficjalne, ale zawieszenie broni. Stało się jasne, żę nawet jeśli opozycja zdoła doprowadzić do rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych i przejąć władzę, to doprowadzenie do kardynalnych zmian w kierunku gospodarki rynkowej w takich warunkach byłoby raczej niemożliwe. Niemożność (albo brak chęci) demontażu systemu oligarchicznego zademonstrował już zresztą poprzedni „demokratyczny” i „prozachodni” prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko.

Teoretycznie, Zachód również ma możliwość oddziaływania na oligarchów – nie tylko przez kontrolę nad dostępem dla ukraińskich towarów na swój rynek, ale też przez możliwość wprowadzenia sankcji przeciwko przedstawicielom ukraińskiej władzy. Ich budzącą bodaj największe zaniepokojenie nad Dnieprem odmianą jest możliwość selektywnego blokowania środków oligarchów na kontach bankowych w UE. Jednak obecna pozycja Komisarza ds. Rozszerzenia UE Stefana Fule każe spodziewać się, że UE odwołałaby się do takiego kroku tylko w ostateczności, np. w sytuacji, gdyby w Kijowie rozruchy zaczęłyby się na nowo, a ofiary zaczęto liczyć w tysiącach.

Główne siły opozycyjne, czyli „Batkiwszczyna” (której liderem jest nadal więziona Julia Tymoszenko, a którą „w zastępstwie” kieruje Arsenij Jaceniuk), UDAR (zbudowany na osobistej popularności ukraińskiego mistrza boksu Witalija Kliczki) oraz „Swoboda” (której przewodzi Oleh Tiahnybok). Oczywistym celem łączącym wszystkie te ugrupowania (oraz pomniejsze i często bardzo od siebie dalekie ideowo partie, ruchy oraz organizacje społeczne, jak np. „Hromadjanska Pozycja” Oleksandra Hrycenki, wspomniany wcześniej „Patriot Ukrainy” i inne) jest odsunięcie od władzy „Partii Regionów” i personalnie Wiktora Janukowycza. Na tym oraz na panicznym strachu przed przekształceniem wiecu na Majdanie w uliczną rewolucję (może jeszcze na deklaratywnej „miłości do Zachodu, wolnego rynku i demokracji”) kończy się większość podobieństw i wspólnych interesów tej koalicji. Nie byłoby to może jednak tak zabójcze dla efektywności prowadzonej przez wspomnianych trzech „demokratycznych liderów” walki z „bandyckim reżimem Janukowycza” jak to, że zdołali się już zdyskredytować w oczach znacznej ilości protestujących na Majdanie. Demonstranci cierpią ich „przywództwo” głównie z racji braku lepszej alternatywy. Trzeba przyznać, że na surową ocenę współobywateli „demokratyczni liderzy” solidarnie zapracowali wewnętrznymi kłótniami, swoim niezdecydowaniem, brakiem realistycznego planu działań, pompatycznymi deklaracjami za którymi nie szły realne czyny oraz stawianiem ultimatów, których nikt potem nie egzekwował. Naturalną konsekwencją takiego „przywództwa” (oraz braku gotowości władz do dialogu z opozycją) stał się wzrost wpływów sił radykalnych, które przemocy nie tylko nie odrzucają, ale uważają ją za naturalną składową „dialogu” z, również chętnie stosującym przemoc, rządem. Stąd od 19 stycznia 2014r. można mówić o pojawieniu się na Majdanie „nieoficjalnego, czwartego lidera”, jakim staje Dmytro Jarosz, przywódca skrajnie nacjonalistycznej organizacji „Patriot Ukrainy” oraz lider „Prawego Sektora” – konfederacji skrajnych ugrupowań prawicowych oraz środowisk „ultras” klubów piłkarskich. Żywiołem, który może dać więcej wpływów temu „Prawemu Sektorowi” jest siłowa konfrontacja z władzą, a ponieważ przedstawiciele opozycji parlamentarnej nie chcą lub nie umieją skłonić rządu do realnych ustępstw , można oczekiwać, że coraz bardziej sfrustrowany kończącym się trzecim miesiącem „pokojowego protestu” Majdan pójdzie za głosem radykałów.

W tym miejscu warto poświęcić chwilę na małą dygresję. O ile 30 listopada 2013r. na Majdanie stali właściwie tylko bezbronni studenci, to 11 grudnia 2013r. protestantów przed milicją i jej „niezidentyfikowanymi pomocnikami” osłaniały barykady oraz kilkuset ochotników odzianych w budowlane kaski i z domowej roboty tarczami ze sklejki i plastikowych paneli. Pobitych zostało kilkadziesiąt osób. Z kolei 19 stycznia 2014 r. z milicją na ul. Hruszewskiego starło się już kilkuset uzbrojonych w kije bejsbolowe i „koktajle Mołotowa” członków „Prawego Sektora”. Struktury siłowe również odwołały się do szerszego asortymentu środków – broni palnej i granatów hukowych oraz armatek wodnych. Bilans ofiar wyniósł trzech zastrzelonych demonstrantów oraz kilkuset ciężko

Obecnie „Samoobrona Majdanu” liczy 12 tys. zarejestrowanych „gwardzistów” tylko w Kijowie, a jej dowódca Andrij Parubij ogłosił, że jej struktury powstają też w innych miastach. „Struktury siłowe Majdanu” to obecnie w znacznym stopniu umundurowana (choć jeszcze niejednolicie) i wyposażona w indywidualny sprzęt ochronny (maski przeciwgazowe, ochraniacze, metalowe tarcze milicyjne) oraz ćwicząca działania w szyku zwartym siła, zdolna rzucić wyzwanie milicji, przynajmniej do momentu, aż zastosuje ona broń palną i amunicję bojową. Nietrudno domyślić się, że kolejna runda siłowej konfrontacji przyniesie bilans ofiar o wiele wyższy niż ten z 19-22 stycznia. Wnioskując z dotychczasowych działń stron konfliktu, można spodziewać się, że władze prawdopodobnie są gotowe zapłacić tą cenę. Obecni przywódcy opozycji prawie na pewno nie. Otwarte pozostanie pytanie, czy gotowi na to będą sami demonstranci na Majdanie. Wydaje się, że jeśli milicja pierwsza wystąpi przeciwko nim, odpowiedź będzie twierdząca.

Ostatnią, do niedawna konsekwentnie milczącą siłą w wewnątrzukraińskim konflikcie była Armia. W przeciwieństwie do struktur ochrony porządku publicznego, które już zdążyły zamanifestować swoją lojalność wobec „pionu władzy”, postawa armii budzi wątpliwości ekspertów. Z jednej strony w ukraińskim MON podkreśla się, że opublikowany przez ukraiński resort obrony „apel wojskowych do prezydenta o położenie kresu rozruchom poparło 87% składu oficerskiego i aparatu ministerstwa obrony”, co świadczyć ma o powszechnym poparciu dla prezydenta Janukowycza. Nawet jeśli cyfra ta nie do końca odzwierciedla poziom rzeczywistego poparcia dla głowy państwa wśród oficerów ukraińskich sił zbrojnych, można zaryzykować stwierdzenie, że cała akcja miała na celu zbadanie rzeczywistego stanu nastrojów w armii oraz skłonienie opozycji do złagodzenia stanowiska negocjacyjnego, będąc czytelną aluzją co do możliwego wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Ten drugi cel zrealizowano przynajmniej w części, do ukraińska opozycja jeszcze przed oficjalnym upublicznieniem wspomnianego apelu ujawniła akcję zbierania pod nim podpisów oraz nazwała ja przygotowanym przez władze spektaklem. Zdaniem opozycji, jego celem miało być uzasadnienie wprowadzenie stanu wyjątkowego w kraju przy pomocy listów podpisanych przez poddanych presji żołnierzy . Wydaje się jednak, że jakkolwiek faktycznie wątpić można w takie „spontaniczne” przebudzenie aktywności obywatelskiej ukraińskiej armii, to w interesie władz nie jest również wyprowadzanie wojska z koszar.

Scenariusze

1) Stan wyjątkowy, siłowe stłumienie protestów. Na początku należy zastrzec, że wykorzystanie w takim celu armii jest obecnie mało prawdopodobne. Choćby dlatego, że wyegzekwowanie od oficerów, pod groźbą zwolnienia ze służby, podpisu pod deklaracją lojalności wobec Prezydenta, nie oznacza jeszcze, że tak samo można byłoby zmusić ich do skierowania broni przeciwko współobywatelom. Tym bardziej, że armia Ukrainy, chronicznie niedoinwestowana i wyraźnie gorzej opłacana nawet w porównaniu do milicji, nie ma specjalnych powodów aby darzyć obecną władzę sentymentem. Jednocześnie pamięć mało skutecznych rządów „pomarańczowych” ministrów obrony jest wyjaśnieniem, dlaczego armia wcale nie pali się by stanąć po stronie opozycji. W siłach zbrojnych dość powszechne jest bowiem przekonanie o tym, że w sprawie lekceważenia potrzeb obronności państwa, w Radzie Najwyższej Ukrainy już od wielu kadencji panuje prawdziwy ponadpartyjny konsensus. Stan wyjątkowy pozostanie zatem raczej straszakiem władzy, niż realną opcją rozwiązania konfliktu.

Bardziej prawdopodobne wydaje się zaprowadzenie pewnej mutacji tego scenariusza, którą można było by nazwać „stanem wyjątkowym de facto” w którym główną rolę pełniłyby jednostki specjalne milicji, wspierane przez wojska wewnętrzne i rekrutowanych doraźnie cywilnych „dobrowolców”. Jednak nawet taki scenariusz możliwy byłby tylko wówczas, gdy otoczenie prezydenta nabrałoby pewności, że rozegnanie siłą protestów nie spowoduje ich eskalacji. Dotychczasowe doświadczenie Bankowej w tym zakresie nie jest zachęcające. Sięgnięcie po siłę w sytuacji, gdy Majdan jest radykalny i zmobilizowany mogłoby faktycznie spowodować jeśli nie wojnę domową, to masowe zamieszki w niemal wszystkich większych miastach kraju, a w Kijowie mogłoby się nawet skończyć opanowaniem przez demonstrantów kluczowych gmachów administracji.

2) Istnieje też scenariusz, który umownie można by nazwać „kapitulacyjnym” lub „jednostronnej deeskalacji”. Zakładałby stopniową demobilizację protestu w wyniku zmęczenia zwolenników opozycji niekończącym się Majdanem, brakiem realnej pomocy ze strony Zachodu i wewnętrznymi niesnaskami. Taki scenariusz, dla władz z pewnością bardzo atrakcyjny, był całkiem realny jeszcze w końcu listopada, a nawet na początku grudnia 2013r. Demonstranci nie darzą już specjalnym zaufaniem liderów „Batkiwszczyny”, UDARU ani „Swobody”, którzy w dodatku zmarginalizowali i usunęli z procesów decyzyjnych inne posiadające pewien autorytet postaci aktywne w czasach „pomarańczowej” administracji. Te osoby to m.in. były minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko czy były minister obrony Anatolij Hrycenko. Jednocześnie Majdan nie wydał też nowych liderów, którzy skupiliby wokół siebie różne środowiska, mogąc rzucić wyzwanie „trójcy”. Wspomniany lider „Prawego Sektora” jest bowiem reprezentantem środowisk tak skrajnych, że zaakceptowanie go przez choćby ogół Majdanu jako „wodza na czas wojny” wydaje się obecnie niemożliwe.
Na przeszkodzie realizacji scenariusza „jednostronnej deeskalacji” czyli pokojowej „erozji” Majdanu stoją aktualnie jednak przynajmniej dwa czynniki: po pierwsze, władze raczej nie odmówią sobie możliwości odwetu na protestantach „kiedy już się nieco uspokoi”, o czym świadczy redakcja przyjętej ostatnio (już drugiej w ciągu ostatnich kilku tygodni) „ustawy amnestyjnej” która pozwala na uznaniowe wykluczanie spod jej działania dowolnych aktywistów. Po drugie, poziom części frustracji społeczeństwa ukraińskiego jest tak wysoki, że istnieje prawdopodobieństwo, że bezsilność „pokojowego Majdanu” skłoni protestantów raczej do poparcia radykałów z „Prawego Sektora” niż do spokojnego rozejścia się do domów.

3) Rząd przejściowy – obecnie wydaje się, że najbardziej atrakcyjną opcją dla wszystkich stron wydaje się przeciąganie negocjacji w nadziei uzyskania przewagi. Obóz władzy liczy na zmęczenie protestujących trwającym od ponad dziesięciu tygodni wiecem w środku zimy oraz zastraszenie aktywistów pobiciami przez „nieznanych sprawców” i represjami ze strony milicji i innych służb, w tym skarbowej. Z kolei opozycja ma nadzieję, że w miarę pogarszania się sytuacji ekonomicznej państwa i nasilania się presji międzynarodowej na Ukrainę, będzie mogła liczyć na współtworzenie rządu albo nawet odsunięcie od władzy W. Janukowycza dzięki przedterminowym wyborom prezydenckim. Taki układ odpowiadałby UE (powstrzymanie rozlewu krwi, „werbalnie” prozachodni gabinet u władzy, zwiększenie wpływów politycznych) i w ograniczonym stopniu zapewniałby poszanowanie podstawowych interesów rosyjskich (faktyczne zamrożenie integracji z NATO, utrzymanie rosyjskiej obecności wojskowej oraz zależności od rosyjskich nośników energii i dostępu do rynków zbytu) oraz oligarchię (utrzymanie obecnego systemu gospodarczego z jej dominującą rolą, w wymiarze gospodarczym balansowanie między dostępem do rynków UE a integracją ze Związkiem Celnym). W takim scenariuszu byłby jednak jeden zdecydowany przegrany – „Rodzina”. Sądząc z dostępnych informacji, wydaje się, że „Rodzina” nie uznała się jeszcze za pokonaną i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W świetle doświadczeń ostatnich trzech lat, a zwłaszcza doświadczenia wyborów parlamentarnych z 2012 r. (i ich „dogrywki” w grudniu 2013 r.) można też żywić poważne wątpliwości, czy nawet w razie wyznaczenia daty kolejnych przedterminowych wyborów, władza nie zechce po raz kolejny „podrasować” ich wyników na swoją korzyść. Taka próba falsyfikacji doprowadziłaby zapewne do zwołania kolejnego wiecu na Majdanie i kolejnej próby sił między rządem i opozycją. Byłby to zatem swoisty „remis” i wstęp do kolejnej rundy. Taką właśnie ewentualność autor niniejszego opracowania uważa za najbardziej prawdopodobną.

Zbigniew Cierpiński

Artykuł ukazał się na Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

 

Share Button

Szef misji UWC: 2015r. ma kardynalne znaczenie dla przyszłości Ukrainy

Share Button

Dla Portalu Spraw Zagranicznych wywiadu udzielił Peterer Sochan, szef misji Światowego Kongresu Ukraińców (Ukrainian World Congress) na wyborach na Ukrainie w grudniu 2013r., kanadyjski ekonomista i uczestnik kilku wcześniejszych misji obserwacyjnych na Ukrainie.

Z.C.: Kanada wysyła licznych obserwatorów na wszystkie ukraińskie wybory. Skąd aż takie zaangażowanie na rzecz demokracji na Ukrainie?

P.S.: Mamy u siebie liczącą żyje 1.2 mln ludzi społeczność, która pielęgnuje swoją ukraińską tożsamość od pokoleń. Jest to tętniąca życiem wspólnota, utrzymująca silne więzi z historyczną ojczyzną. Kanadyjczycy pochodzenia ukraińskiego są przekonani, że rozwój silnej demokracji na Ukrainie jest konieczny dla rozwoju i stabilności na Ukrainie, jej integracji ze wspólnotą międzynarodową oraz przyjęciem na Ukrainie wartości europejskich.

Z.C.: Jaka jest Pańska opinia o wyborach w 5 tzw. “problematycznych” okręgach?

P.S.: Przede wszystkim, tych pięć okręgów wyborczych stanowi tylko część spośród ponad tuzina, które obserwatorzy międzynarodowi uznali za najbardziej problematyczne podczas wyborów parlamentarnych z października 2012r. Ukraiński rząd uznał istnienie istotnych niedociągnięć w tych okręgach, co stało się bezpośrednią przyczyną przeprowadzenia w nich wyborów po raz kolejny. O ile nam wiadomo, każdy z tych okręgów ma całą historię problemów wyborczych. Niestety w grudniu 2013r. we wspomnianych okręgach po raz kolejny odnotowaliśmy szereg poważnych nieprawidłowości. Głównymi problemami było przekupywanie wyborców, użycie środków administracyjnych (w tym milicji) na korzyść niektórych kandydatów lub dla utrudniania kampanii ich konkurentów, a także użycie „partii technicznych” w celu zdominowania komisji wyborczych i upewnienia się, że opozycyjne partie i kandydaci zostaną pozbawieni wystarczającej reprezentacji w komisjach. Na listach wyborczych pojawiali się też „techniczni” kandydaci mający takie same imiona i nazwiska jak „silni” kandydaci, mający realne szanse na mandat. Wyborcy mieli przez to problemy z określeniem, który kandydat jest tym, na którego zamierzali zagłosować. Na urnach wyborczych w niektórych lokalach brakowało plomb, a proces liczenia głosów był nietransparentny, podobnie jak wypełnianie protokołów. Wątpliwości budzą również przypadki dyskwalifikowania przez sądy niektórych kandydatów, a także dokładność rejestracji wyborców, by wymienić choćby kilka najistotniejszych problemów.

Z.C.: Czy zatem Ukrainian World Congress może uznać wybory z 15 grudnia 2013r. za wolne i uczciwe?

P.S.: Wnioski ze raportu wskazują, że wybory nie spełniły standardów międzynarodowych. Nie znaczy to, że wcale nie miały one kilku pozytywnych aspektów. Jednakże ogólny poziom przestrzegania standardów był poniżej uznanych międzynarodowo standardów.

Z.C.: Gdyby porównać wybory z 28 października 2012r. i te z 5 grudnia 2013r. – co można byłoby nazwać głównym problemem? Czy późniejsze wybory były lepiej zorganizowane? Jak ocenia Pan tendencję użycia środków administracyjnych?

P.S.: Myślę, że można nazwać wielkim rozczarowaniem fakt, że problemy które obserwowaliśmy w 2012r., pojawiły się znowu w 2013r. Trzeba uczciwie stwierdzić, że organizacja procedur wyborczych w tych okręgach wyborczych była okropna. I byłoby trudno stwierdzić, że ogólna sytuacja poprawiła się w 2013r. Jednym z największych problemów podczas obu wyborów była kwestia nadużywania środków administracyjnych. I jest to coś, co tylko rząd Ukrainy może poprawić, jeśli oczywiście faktycznie chce.

Z.C.: Jak ocenia pan dostęp kandydatów do mediów?

P.S.: Nie mogę dokładnie odpowiedzieć na to pytanie ponieważ nasza misja w 2013r. nie miała obserwatorów długoterminowych. Tymczasem dla całościowej oceny kwestii jaką odgrywają media w środowisku wyborczym należy móc obserwować podczas całego przebiegu kampanii wyborczej. Tym niemniej, pamiętajmy, że wyborach w 2013r. media odgrywały mniejszą rolę niż w 2012r., ponieważ w 2013r. uczestniczyli w nich kandydaci w okręgach jednomandatowych i nie było promocji list partyjnych na poziomie krajowym. W ciągu kilku ostatnich tygodni przed wyborami zauważyliśmy zresztą, że kampania medialna byłą dość mało dynamiczna. Częściowo przyćmiły ją też wydarzenia na Majdanie Nezależnosti. Dlatego uważam, że w 2013r. media nie odegrały aż tak znaczącej roli w tych wyborach.

Z.C.: Niektórzy kandydaci z 2012r. (np. Wiktor Romaniuk) zostali wykluczeni z wyborów w 2013r. przez Centralną Komisję Wyborczą, inni (np. Mykoła Bułateckyj) zetknęli się z bezpośrednią presją ze strony struktur siłowych podczas wyborów. Czego wspólnota międzynarodowa może oczekiwać od Ukrainy podczas wyborów 2015r. Czy obecne trendy w życiu politycznym Ukrainy dają nadzieję na wolne i uczciwe wybory prezydenckie w 2015r.?

P.S.: Myślę, że perspektywy wyborów w 2015r. (lub wcześniej, w wyniku protestów na Majdanie) mają zasadnicze znaczenie dla przyszłości Ukrainy. Jest to zresztą jeden z powodów, dla których postanowiliśmy wysłać tak wielu obserwatorów do zaledwie 5 okręgów. UWC miało ich tam aż 155 i byliśmy największą spośród misji międzynarodowych.

Chcieliśmy mieć bardzo dobre rozeznanie w sytuacji na Ukrainie przed kolejnymi wyborami. Zauważyliśmy bowiem, że naruszenia ordynacji z reguły powtarzają się z wyborów na wybory, jeśli nie są przedsiębrane środki, aby im zaradzić. Chcieliśmy móc skomentować istniejące niedociągnięcia, by mogły zostać usunięte przed kolejnymi wyborami. Po udziale jako obserwator w kilku wyborach na Ukrainie, mam nadal nadzieję na przyszłość.
Zauważyłem, że organizacje pozarządowe na Ukrainie działają niezwykle profesjonalnie i są liczne. Jest to dla mnie sygnał, że społeczeństwo chce zmiany i ulepszenia procesów demokratycznych w kraju. Dodatkowo, umiejętności niezbędne dla przeprowadzenia wyborów upowszechniają się wśród znacznej części społeczeństwa. Największą nadzieję budzi fakt, że zmiany te zachodzą w młodym pokoleniu. Przyszłością każdego kraju jest jego młodzież. W tym sensie Ukraina ma ogromny potencjał.

Z.C.: Dziękuję za rozmowę.

Na podstawie:
Korespondencja własna psz.pl

Share Button

Rada będzie głosować na powrotem do konstytucji z 2004 roku

Share Button

We wtorek, 18 lutego, Rada Najwyższa Ukrainy będzie głosować nad powrotem do konstytucji z 2004 roku – ogłosił podczas wiecu na Majdanie w Kijowie Arsenij Jaceniuk.

„Dzięki funkcjonowaniu zapisów konstytucji z 2004 roku, w systemie parlamentarno-prezydenckim, naród miał możliwość wpływania na działana parlamentu, rządu czy Milicji. Dopiero prezydent Janukowycz po objęciu stanowiska dokonał przewrotu i doprowadził do zmian, które powinne być poddane śledztwu, a winni ukarani” – powiedział A. Jaceniuk.

Polityk potwierdził, że we wtorek Rada będzie głosować nad odnowieniem redakcji konstytucji uchwalonej w 1996 roku, dodając, że faktycznie nie była ona zmieniania ani przez rząd, ani przez parlament ani przez naród.

Na podstawie: pravda.com.ua

 

Share Button

Jaceniuk odmówił przyjęcia stanowiska premiera

Share Button

Lider frakcji „Batkiwszczyny”, Arsenij Jaceniuk odmówił przyjęcia stanowiska premiera. Według oświadczzenia polityka to wspólna decyzja wszystkich liderów opozycji, w tym Julii Tymoszenko.

Jaceniuk swoją decyzję ogłosił podczas niedzielnego wiecu na Majdanie w Kijowie. „Nie sprzedam się za stanowisko panie prezydencie” – powiedział szef „Batkiwszczyny”. Dodał, że opozycja ma zamiar sformować swój rząd.

Na podstawie: pravda.com.ua

 

 

Share Button