poniedziałek, 2 Sierpień, 2021
pluken
Home / Wywiady / Wasyl Haćko: członkami naszego ugrupowania są także przedstawiciele mniejszości seksualnych. Nie przeszkadza to ani im samym, ani partii
Фото: facebook.com/gatsko
Фото: facebook.com/gatsko

Wasyl Haćko: członkami naszego ugrupowania są także przedstawiciele mniejszości seksualnych. Nie przeszkadza to ani im samym, ani partii

Share Button
Fot.  facebook.com/gatsko
Fot. facebook.com/gatsko

W pierwszej części wywiadu lider Sojuszu Demokratycznego Wasyl Haćko opowiedział o tym, kto kupował głosy podczas wyborów lokalnych w Kijowie, o perspektywach zjednoczenia z ugrupowaniem Siła Ludzi oraz o deputowanych ludowych do Rady Najwyższej, których chciałby pozyskać na bazie swojego ugrupowania. W drugiej części wywiadu polukr.net pyta Haćkę o wrogich agentów w szeregach jego partii, sukces partii w poszczególnych regionach Ukrainy, stosunek do mniejszości seksualnych oraz skandale, które negatywnie wpłynęły na notowania Sojuszu Demokratycznego.

„Wygraliśmy tam, gdzie trzeba wydawać mniej pieniędzy”

Jaki wynik uzyskał Sojusz Demokratyczny w poszczególnych regionach Ukrainy?

Wybory lokalne były dla nas eksperymentem. Wzięliśmy pod uwagę kluczowe miejsca jeśli chodzi o prowadzenie aktywnej kampanii wyborczej: Kijów i osiem centrów obwodowych. W tych centrach Sojusz Demokratyczny dostał się do lokalnej rady tylko w Czernihowie, gdzie uzyskał ponad 5% głosów (w tym obwodzie w jednym z rejonów zdobyliśmy ponad 5%, a w kolejnym 10%). W Mikołajowie i Użhorodzie uzyskaliśmy 3%, w Odessie blisko 2%, w Charkowie 1% i w Sumach około 1,5%.

Wniosek: im większe miasto tym jest nam trudniej.

Dobry wynik osiągnęliśmy w mniejszych miejscowościach, np. w Browarach pod Kijowem i Winnikach obok Lwowa. W obu miastach Sojusz  Demokratyczny dostał się do miejscowej rady. W Browarach zdobyliśmy prawie 9%, w Winnikach ponad 6%.

Poza tym wystartowaliśmy w miejscowościach o liczbie mieszkańców nie przekraczającej 15 tysięcy, przy czym zadecydowaliśmy, aby znajdowały się one w różnych częściach Ukrainy: na wschodzie i zachodzie. Na wschodzie była to Nowogrodiwka w Obwodzie Donieckim, 35 kilometrów od miejscowości Piski, na linii frontu. Tak zdobyliśmy aż 15%! Tyle samo w Zaliszikach w Obwodzie Tarnopolskim.

Oznacza to, że dobry wynik uzyskaliśmy tam, gdzie można przejść się na własnych nogach. Im mniejsza miejscowość, im mniej wydatków na kampanię wyborczą, mniejsze wydatki na reklamę, większe możliwości dotarcia do ludzi i przeprowadzenia skutecznej agitacji – tym większy nasz sukces.

Natomiast w Kijowie jest aż 12 tysięcy budynków! Nie udało się nam nawet wysłać materiałów promocyjnych do każdej skrzynki pocztowej, chociaż mieliśmy je przygotowane. To milion dwieście tysięcy adresów! Żeby dotrzeć z przynajmniej jednym nieszczęsnym arkuszem papieru pod wszystkie adresy trzeba zapłacić 600 tysięcy hrywien.

Jako wyborca nie zgadzam się z Panem. W Pozniakach, w Kijowie, nie tylko nie widziałem żadnej reklamy Sojuszu Demokratycznego, ale także żadnej pracy kandydatów tego ugrupowania. Formalnie startowali oni przecież również z tego regionu. Oznacza to, że mała aktywność kandydatów waszej partii związana była nie tyle z brakiem pieniędzy, co z osobami samych kandydatów oraz ich chęcią prowadzenia kampanii bezpośredniej. A były to wybory lokalne – odwiedzić 30-40 wielopiętrowych budynków w jednym okręgu nie jest trudnym zadaniem. Kandydaci innych partii – Samopomocy, Swobody – często zdobywali poparcie poprzez bezpośrednie spotkania z ludźmi obok ich domów, sklepów, itd.

To prawda, ale nie do końca. Spójrzmy całościowo na nasze wyniki w Kijowie. W wielu okręgach uzyskaliśmy 15%, a nawet 20% głosów. Nie widać więc bezpośredniej pomiędzy pracą kandydatów a osiągniętym rezultatem.

Dla przykładu: w jednym z okręgów, Teremkach, Sojusz Demokratyczny nie wystawił żadnego kandydata, a uzyskał 10% głosów. Spójrzmy także na Gołosijewo lub Demijewkę – tam nasza partia jest bardziej rozpoznawalna, ja sam mieszkam w rejonie gołosijewskim i wiele pomagałem jego mieszkańcom, m.in. tworzyć zrzeszenia współwłaścicieli budynków wielopiętrowych, wprowadzać budynki do eksploatacji, itd.

Z drugiej strony spójrzmy na Obołoń. W kilku miejscach nasi kandydaci naprawdę pracowali w pocie czoła. Ołena Pedaj była niczym maszyna, nie opuszczała swojego okręgu. A uzyskaliśmy tam tylko 4,8% głosów.

Nie oznacza to oczywiście, że nie należy pracować w poszczególnych okręgach. Bez wątpliwości trzeba to robić.

„Nasi konkurenci mogli wystawić swoich kandydatów także w ramach Sojuszu Demokratycznego”

Zakładając, że aktywna praca kandydatów w poszczególnych okręgach wpływa na rozpoznawalność partii i stosunek do niej, jak Pan wytłumaczy sytuację, w której niektórzy kandydaci nie kiwnęli nawet palcem w trakcie kampanii wyborczej?

Wszyscy dobrze wiedzą, że naszą listę udostępniliśmy wszystkim, a tym samym każdy mógł kandydować z ramienia Sojuszu Demokratycznego. W Kijowie prawie połowa naszych kandydatów przyszła tak naprawdę „z ulicy”. Co prawda stanęli oni przed komitetem nominacyjnym, sprawdzono ich, ale później nie mogliśmy ich przecież zmusić do pracy w terenie. Nie wszystkich, to oczywiste, ale znaczną ich część.

Niektórzy kandydaci twierdzili, że nikt nie płaci im za kampanię wyborczą i w ogóle nie ma specjalnych powodów, aby dostać się do Rady Najwyższej, ponieważ deputowani nie otrzymują żadnej pensji.

To prawda. Doszedłem do wniosku, że inne ugrupowania mogą nam podrzucać swoich kandydatów z zewnątrz z określonym celami. To łatwe. Jaki w tym cel? Przytoczę jeden wymowny przykład z zeszłorocznej kampanii parlamentarnej. W Kijowie z ramienia Sojuszu Demokratycznego do Rady Najwyższej wystartowało kilku kandydatów w okręgach większościowych, w tym jeden w rejonie szewczenkowskim, gdzie konkurowali ze sobą Pylypyszyn i Lewczenko ze Swobody. Co zrobił wówczas Pylypyszyn (teraz ja wiem, że to był on)?

Przyszedł do mnie mój kandydat (chodziło wówczas o współpracę z Pozycją Obywatelską Anatolija Hrycenki) i powiedział: „Wasylu, zaproponowano mi wsparcie pieniężne w kampanii”.

Zapytałem – kto?

Odpowiedział: „szef sztabu Pozycji Obywatelskiej w rejonie szewczenkowskim”.

O jaką kwotę chodzi?

„Około 35-40 tysięcy dolarów”.

Jakie są motywy?

„Sponsor chce wesprzeć kandydaturę Sojuszu Demokratycznego, zależy mu na rozwoju zawodowym, chce, aby przedstawiciel podnosił tą kwestię w parlamencie”.

Pomyślałem wtedy: żaden problem, to przecież Pozycja Obywatelska, niech sobie inwestują.

Następnie Lewczenko i Pylypyszyn starli się między sobą i okazało się, że jeśli Sojusz Demokratyczny nie wycofa swojego kandydata to Pylypyszyn znów wygra w swoim okręgu. Lewczenko przyszedł wówczas do nas z prośbą: „pomóżcie, wynikła taka sytuacja, a wy jeszcze nawet nie zaczęliście prowadzić pełnej kampanii wyborczej”.

Zdecydowaliśmy się pójść Swobodzie na rękę, zwłaszcza, że Pylypyszyn przyłożył rękę do ustaw z 16 stycznia. Ale przyszedł do nas ów sponsor i stwierdził, że nie zgadza się na wycofanie kandydata, którego kampanię finansował! Zacząłem podejrzewać coś niedobrego. Zadzwoniłem do Pozycji Obywatelskiej i zapytałem jak długo ta osoba u nich pracuje. Dowiedziałem się, że dosłownie od kilku miesięcy – po prostu przyszedł, zaproponował swoją pomoc, stanął na czele sztabu.

Co to oznacza? Pylypyszyn wprowadził swoich ludzi nawet do innych sztabów wyborczych. Opłacało się im zainwestować pieniądze w naszego kandydata, żeby zabrał głosy Lewczence. Dlatego też nasza otwartość  w sprawie list wyborczych to taki kij z dwoma końcami.

Czy część kandydatów Sojuszu Demokratycznego mogła zostać wystawiona przez konkurencję w celu osiągnięcia innych celów politycznych?

Niestety tak, mogła. Niektórzy nie przejawiają aktywności i w ten sposób pomagają konkurencji, inni zbierają informacje o naszej partii, wprowadzają swoje osoby, aby przejąć kontrolę nad częścią okręgów. To oni później wysuwają swoich obserwatorów, członków komisji wyborczych. Tak, było to całkiem możliwe.

Może to wyjaśniać niską aktywność niektórych kandydatów Sojuszu Demokratycznego w poszczególnych okręgach. Mówię to jednak bez nawiązania do konkretnej sytuacji.

O sytuacji w sąsiednim okręgu wyborczym pisał za to dziennikarz Wachtang Kipiani, który tam zamieszkuje. Doszło do zmowy, wszystko zostało wcześniej uzgodnione, kandydat Jedności Krymczak kupował nie tylko głosy wyborców, ale i kandydatów, którzy nie przejawiali żadnej aktywności. Kandydatka Sojuszu Demokratycznego w ogóle nie pracowała w tym okręgu podczas kampanii wyborczej.

Była tam nasza kandydatka i podejmowała one pewne działania, ale jest jeszcze młodą osobą, niedoświadczoną. Nie wydaje mi się, że brała ona udział w tej zmowie, już dość długo jest członkiem Sojuszu Demokratycznego.

„Inwestujemy wiele czasu w swoich aktywistów, poświęcamy im dużo wysiłku”

Ile członków liczy Sojusz Demokratyczny w Kijowie?

Prawie 400 osób.

Dlaczego więc był problem z wyborem kandydatów z własnych szeregów?

Musi Pan zrozumieć, że ludzie przyłączają się do Sojuszu Demokratycznego nie tylko aby realizować się w sferze polityki. Sojusz Demokratyczny to wspólnota, w której można się rozwijać, do której można przynależeć. Postrzegani jesteśmy jako organizacja społeczna. Żeby zostać politykiem trzeba ciężko pracować, przygotować tych ludzi. Polityka nie jest dla wszystkich. Dla jednych jest ciekawa, ale dla innych już nie.

Żeby przyciągać do siebie ludzi o politycznych motywacjach musimy mieć przed sobą jakieś perspektywy. Gdy ludzie zobaczą w naszej partii te perspektywy ustawią się w kolejce po członkostwo w naszym ugrupowaniu. Póki co wychowujemy naszych działaczy od dzieciństwa, ucząc ich systemów społecznych, edukacji politycznej itd. Organizujemy różne projekty, inicjatywy. Dostrzegam w tym środowisku 5-6 potencjalnie bardzo rokujących osób, które z roku na rok rozwijają się i mają silną motywację polityczną. Inwestujemy w nich wiele czasu i wysiłku.

„Jesteśmy przeciwni dyskryminacji mniejszości seksualnych. Takie osoby są członkami naszej partii”

Część potencjalnych wyborców nie oddała głosu na waszą partię, obwiniając Sojusz Demokratyczny o nadmierny konserwatyzm, a nawet o klerykalizm. Wspominali oni zeszłoroczny konflikt, kiedy to Sojusz Demokratyczny odmówił przyjęcia w swoje szeregi zadeklarowanego geja, działacza LGBT, Bohdana Hloby. Dzisiaj wspomina Pan o konieczności stworzenia na bazie Sojuszu Demokratycznego „szerokiej platformy dla zjednoczenia różnych środowisk”. Czy oznacza to, że Pana ugrupowanie stanie się bardziej liberalne w kwestii mniejszości seksualnych?

W zeszłym roku sami się o to prosiliśmy. Popełniliśmy olbrzymi błąd wizerunkowy w przypadku Hloby. Ten cień cały czas na nas pada. Odmówiliśmy Hlobie nie dlatego, że należy do mniejszości seksualnych. Chodziło o różnicę pomiędzy programem naszej partii (np. w kwestiach rodziny), a poglądami, które publicznie wyrażał Hloba.

Tak naprawdę nie mamy uprzedzeń wobec żadnych mniejszości seksualnych. Sojusz Demokratyczny sam w sobie nie jest co prawda lobbystą na rzecz praw mniejszości seksualnych, ale to w żaden sposób nie oznacza, że dyskryminujemy takie osoby. Mało tego –do naszej partii należą przedstawiciele mniejszości seksualnych. Nie przeszkadza to ani im samym, ani partii.

Mamy konserwatywne poglądy jeśli chodzi o instytucję rodziny, ale nie upieramy się przeciw wprowadzeniu zmian do prawodawstwa w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji mniejszości seksualnych. W ogóle nie zaprzeczamy, że można zrównać prawa mniejszości seksualnych w wielu dziedzinach życia.

Jakie jest wasze stanowisko w sprawie legalizacji małżeństw homoseksualnych?

Chciałbym, żeby takie sprawy zostały poddane  jak najszerszej dyskusji – my jesteśmy na nią gotowi. Nie będziemy sprzeciwiać się związkom tej samej płci. Z jedynym wyjątkiem – mamy bardzo konserwatywny stosunek do instytucji rodziny. W naszym rozumieniu to związek mężczyzny i kobiety.

Wychodzimy jednak z założenia, że dwie osoby tej samej płci mają problemy społeczne, problemy z rozwiązaniem kwestii majątkowych i wiele innych. W tym zakresie nigdy nie mieliśmy żadnych uprzedzeń – nie może ich po prostu być.

Co Pan uważa o adopcji dzieci przez pary tej samej płci?

Nie jestem gotów, aby o tym rozmawiać. Tej dyskusji nie było jeszcze wewnątrz naszej partii.

 

Rozmawiał: Dmytro Lychowij
Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Czytaj również

dr Jewhen Mahda / fot. Tomasz Lachowski

Jewhen Mahda: Wołodymyr Zełenski nie uświadamia sobie faktu, że wojna toczy się przede wszystkim o ludzkie umysły, nie zaś o terytorium

Rozmowa z dr Jewhenem Mahdą, ukraińskim ekspertem politycznym, dyrektorem Instytutu Światowej Polityki, o rezultatach niedawnego …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.