niedziela, 18 Listopad, 2018
pluken
Home / Komentarze i opinie / Recenzja: „Czas straceńców”
Fot. empik.com
Fot. empik.com

Recenzja: „Czas straceńców”

Share Button

Książka Marka M. Meissnera to fabularyzowana opowieść o hipotetycznej agresji Rosji na współczesną Polskę i dramatycznych konsekwencjach: politycznych, społecznych i wojskowych, jakie mógłby przynieść tego rodzaju konflikt. Poza tym jednak to także niepokojąca, bo niezwykle celna diagnoza współczesnego polskiego społeczeństwa w obszarze jego wysokiej podatności na akcje propagandowo-informacyjne oraz niebezpieczeństw, jakie niosą ze sobą pokutujące od dziesięcioleci stereotypy.

Powieść, będąca formą opowieści uczestnika opisywanych fikcyjnych wydarzeń, pozostaje mocno osadzoną we współczesnych polskich realiach. Czytelnik jest w stanie rozszyfrować większość postaci czy nazw odnoszących się do realnie funkcjonujących osób czy organizacji. Doskonała znajomość realiów technicznych dotyczących współczesnego uzbrojenia (zarówno pozostającego w służbie jak i dopiero planowanego do wprowadzenia na wyposażenie Wojska Polskiego, np. modernizacji czołgu T-72) znacząco wpływa na wysoki realizm opisywanych wydarzeń.

Nie jest to jednak jedyny element zasługujący na odnotowanie jeśli chodzi o orientację autora w kwestiach polityczno-wojskowych. Przebieg opisywanego konfliktu na poziomie taktycznym i operacyjnym można uznać, dzięki powyższemu, za prawdopodobny scenariusz, które mógłby się wydarzyć. Nie mniej celnie i interesująco opisany jest także rozwój i charakter zdarzeń na poziomie strategicznym: zarówno w sferze sytuacji w samej Polsce jak i reakcje międzynarodowej na nie. Autor nie ogranicza się bowiem jedynie do strony wojskowej konfliktu i jego przebiegu, ale opisuje szeroko także sytuację społeczno-polityczną już po „gorącej” fazie wojny. Wizja ta, zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar międzynarodowy, jest w pewnych obszarach dość optymistyczną, zakłada bowiem dość szerokie wsparcie sojusznicze dla Polski. A należy pamiętać, że to tylko jeden ze scenariuszy i niekoniecznie musiałby się wydarzyć. Gwarancje nienaruszalności granic, jak uczą nas doświadczenia ostatnich kilku lat, mimo złożonych pod nimi podpisów, pozostają tylko gwarancjami.

Widać, że autor – całkiem zresztą słusznie – zakłada, że przebieg i konsekwencje konfliktu zbrojnego o którym mowa mogłyby mieć zbliżony charakter do tego, co mogliśmy obserwować w ciągu ostatniego ćwierćwiecza w czasie szeregu konfliktów zbrojnych toczących się na Bałkanach i (zwłaszcza) na obszarze b. Związku Radzieckiego. Cechą wspólną tych wojen była rola Rosji, inicjującej w ten czy inny sposób wspomniane konflikty. Agresja – początkowo propagandowo-informacyjna, potem realna, realizowana pod fikcyjnym pretekstem „w obronie mniejszości rosyjskiej”, epizody walk nie odbiegające swoją zaciętością od tych z czasów II wojny światowej, wreszcie powstanie marionetkowych państw i rządów, opierających się o środowiska prorosyjskie oraz separatystyczny „pokój” – z tym wszystkim mieliśmy przecież do czynienia wielokrotnie, ostatnio i to na wyjątkowo dużą skalę – w przypadku wojny na Donbasie. Nie należy oczekiwać, że przeciwnik stosujący takie mechanizmy działania w naszym regionie świata miałby jakiekolwiek opory przed zastosowaniem ich kolejny raz, jeśli tylko sprzyjałyby temu okoliczności. Zwłaszcza, jeśli potencjalna ofiara, w drodze nieprzemyślanych decyzji politycznych, sama ułatwiłaby mu zrealizowanie takich działań.

Osobną kwestią wymagającą równie poważnego rozważenia są scenariusze użycia formacji obrony terytorialnej. Kwestia ta była w ostatnich latach dość poważnie dyskutowana w Polsce i niestety, co celnie referuje autor, nie były wyjątkami głoszone przez polityków i pseudoekspertów pomysły użycia tej formacji na wypadek wojny w stylu odpowiadającym uwarunkowaniom drugiej wojny światowej, co równałoby się bezsensownej hekatombie dziesiątek tysięcy ludzi.

Choć książka pozostaje fikcyjną, a opisywane wypadki mogłyby, lecz nie musiałyby się wydarzyć – to a pewno warto tą lekturę potraktować jako śmiertelnie poważne ostrzeżenie. O ile w Polsce nie ma licznej i aktywnej mniejszości rosyjskiej, to funkcjonowanie środowisk mniej lub bardziej jawnie prorosyjskich jest niezaprzeczalnym faktem. Prowadzą one działalność kamuflując się jako organizacje „patriotyczne” i „narodowe” czy „antysystemowe”, niejednokrotnie bez ogródek prezentujące swoje prorosyjskie programy i to zupełnie jawnie, zarówno w mediach (zwłaszcza społecznościowych) jak i podczas manifestacji reklamowanych rzecz jasna jako „patriotyczne”. Środowiska prorosyjskie tworzą własne media, skierowane do wyselekcjonowanej grupy odbiorców, którym ślepa wiara w stereotypy czy totalnie bezsensowne teorie spiskowe zastępuje analizę faktów i logiczne myślenie – i niestety jest to grupa licząca w skali całego kraju jeśli nie miliony, to co najmniej setki tysięcy ludzi. Ludzie tworzący tą grupę są aktywni w ramach organizacji pozarządowych, partii politycznych (także, o zgrozo, obecnych w Sejmie RP), tworzą własne zaplecze „naukowe”, a nawet organizacje paramilitarne, zaangażowane – jak twierdzą media badające sprawę – w przedsięwzięcia szkoleniowe realizowane przez polskie Ministerstwo Obrony. Całość w dużej mierze opiera się na społecznej łatwierności i naiwności oraz podatności ludzi na propagandę opierającą się na ich lękach i tendencji do bezrefleksyjnej kontestacji wszystkiego, co niezrozumiałe i „niepolskie”.

Należy w tym miejscu odnotować, że aktywność opisywanych grup nie ogranicza się jedynie do słów, ale i czynów: dość wspomnieć tych członków prorosyjskiego środowiska, którzy są poszukiwani listami gończymi za udział w wojnie na Ukrainie po stronie rosyjskiej czy „aktywistów” zaangażowanych w działania mające na celu sprowokowanie konfliktów na tle etnicznym na ukraińskich Zakarpaciu (luty 2018r. i próba podpalenia budynku mniejszości węgierskiej przez członków skrajnie prawicowej organizacji „Falanga”).

Lekceważenie tego stanu rzeczy i brak lub niedostateczna aktywność odpowiednich instytucji państwa to przepis na pewną katastrofę i oby pozostała ona jedynie fikcją literacką. Kończąc bowiem cytatem z samej książki: „w końcu nikt nie ma już pewności, co stanie się w najbliższych latach, bo z uporządkowanego świata można przejść do całkowitego chaosu w zaledwie kilka dni”.

Dariusz Materniak

 

Share Button

Czytaj również

Fot. LITPOLUKRBRIG

Litewscy i ukraińscy oficerowie gratulują swoim polskim kolegom z okazji Święta Niepodległości

Uroczystość z okazji 100-lecia niepodległości Polski odbyła się w na terenie dowództwa LITPOLUKRBRIG z udziałem …