piątek, 17 Listopad, 2017
pluken
Home / Komentarze i opinie / Polska-Ukraina: quo vadis AD 2017?
Fot. polukr.net
Fot. polukr.net

Polska-Ukraina: quo vadis AD 2017?

Share Button

Miniony rok nie był łatwym dla relacji polsko-ukraińskich – być może nawet był jednym z trudniejszych patrząc z perspektywy ostatniego ćwierćwiecza. Kolejne incydenty i nie do końca przemyślane reakcje powinny zmusić do głębokiej refleksji nad perspektywami relacji obu państw.

To, co okazało się być głównym czynnikiem zaburzającym równowagę w stosunkach polsko-ukraińskich jednoznacznie związane było z przeszłością, czy raczej nie zawsze przemyślanym (nawet mimo dobrych intencji) odwoływaniem się do tragicznych epizodów z dość odległej już historii. Trudno bowiem inaczej interpretować uchwały Sejmu i Senatu RP ws. jednostronnego uznania Zbrodni Wołyńskiej za ludobójstwo, czy też formę w jakiej został nakręcony film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Reakcje po stronie ukraińskiej na te wydarzenia można ocenić jako dość wyważone (zwłaszcza na poziomie oficjalnym), jeśli nie liczyć kilku wystąpień przedstawicieli formacji skrajnie prawicowych (ograniczających się jednak wyłącznie do werbalnego zajęcia stanowiska, obliczonego zresztą głównie na reakcję własnych potencjalnych wyborców).

Ogólnie pogarszająca się atmosfera wzajemnych relacji, także wobec zaistnienia faktów wskazanych wyżej, sprowokowała szereg incydentów: od napaści na grekokatolicką procesję pod koniec czerwca 2016 roku w Przemyślu, poprzez serię dewastacji ukraińskich pomników w Polsce, incydent z antyukraińskimi okrzykami (grudzień 2016r.), aż do zniszczenia polskiego pomnika w Hucie Pieniackiej na początku stycznia 2017 roku.

Mimo tego, w 2016 roku nie brakowało pozytywnych akcentów w relacjach dwustronnych pomiędzy Polską a Ukrainą. Na poziomie relacji głów państw wskazać należy wizyty prezydentów Polski i Ukrainy odpowiednio w Kijowie (w Dzień Niezależności Ukrainy) i Warszawie (w rocznicę nawiązania uznania niepodległości Ukrainy przez Polskę w 1991 roku). Nie mniej istotne, a być może nawet większe znaczenie mają także relacje na poziomie społecznym: ich rozwojowi sprzyjały w zeszłym roku takie czynniki jak fakt funkcjonowania w Polsce blisko miliona ukraińskich pracowników, dobrze zintegrowanych z polskim społeczeństwem czy też stały wzrost ruchu osobowego pomiędzy oboma krajami (w celach ekonomicznych, turystycznych, naukowych i innych).

Przygraniczny punkt zapalny

Niestety, u progu 2017 roku uwagę ponownie przykuł Przemyśl – tym razem wobec wydania zakazu wjazdu na terytorium Ukrainy dla prezydenta tego miasta, Roberta Chomy. I choć zdaniem niektórych polskich jak i ukraińskich komentatorów, prezydent Choma „zasłużył sobie” na otrzymanie tego zakazu, to jego wydanie przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy z uzasadnieniem „uczestnictwa w antyukraińskich wydarzeniach” trzeba ocenić jako decyzję niefortunną i pochopną, która nie bierze pod uwagę potencjalnych konsekwencji tego działania dla relacji pomiędzy oboma krajami.

Zakaz wjazdu dla prezydenta przygranicznego miasta, który siłą rzeczy nie może osobiście odpowiadać za wszystkie antyukraińskie wystąpienia wydaje się być okazją do przysłowiowego „wylania dziecka z kąpielą”. W najgorszym scenariuszu może położyć się cieniem na współpracy transgranicznej w wielu obszarach, kluczowej przecież z punktu widzenia obu krajów. Jest to tym większy problem, że trwa aktualnie proces oceny i wyboru projektów współpracy w ramach kolejnej perspektywy Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina 2014-2020, nie wspominając o całym szeregu mniejszych inicjatyw, często będących efektem pracy organizacji pozarządowych czy nieformalnych grup ludzi zainteresowanych rozwojem relacji polsko-ukraińskich.

Być może pierwsze reakcje strony polskiej na incydenty w Przemyślu i w miejscach pamięci nie należały do adekwatnych i mogły wyglądać nawet na bagatelizowanie problemu, zwłaszcza, że informacje o możliwym przygotowywaniu antyukraińskich wystąpień w czerwcu 2016 roku krążyły w przestrzeni informacyjnej na wiele miesięcy wcześniej. Z czasem jednak zaszły w tym obszarze zmiany i groźba kary pięciu lat więzienia dla Adriana H., krzyczącego „śmierć Ukraińcom” w Przemyślu była krokiem niewątpliwie właściwym: tylko nieuchronna groźba surowej kary może odstraszyć potencjalnych naśladowców podobnych zachowań.

Komu po drodze?

Choć doszukiwanie się w kolejnych incydentach, jakie mają miejsce na pograniczu polsko-ukraińskim przysłowiowej „ręki Moskwy” może być uznane przez sceptyków za paranoję, to naiwnością byłoby twierdzić, że kolejne „wypadki”, jakie mają miejsce w Polsce i na Ukrainie są dziełem stuprocentowego przypadku, a pogorszenie relacji polsko-ukraińskich nie jest na rękę Rosji. Również funkcjonowanie grupy środowisk prorosyjskich (i zwykle równocześnie antyukraińskich) w Polsce jest faktem, któremu trudno zaprzeczyć.

Rzecz jasna, wymienione powyżej podmioty zazwyczaj nie występują otwarcie i wprost po stronie Rosji (choć i takie wypadki się zdarzają). Starają się jednak podsycać antyukraińskie resentymenty, bazując głównie na odwoływaniu się do wydarzeń historycznych lub przekonywaniu o aktualnych zagrożeniach np. związanych z napływem pracowników z Ukrainy do Polski. Maskują się na wiele różnych sposobów: jako „Towarzystwa Przyjaźni” (najbardziej chyba oczywisty przykład, choć rzecz jasna skierowany do wąskiej grupy odbiorców), ale nie brak w tym środowisku również dziennikarzy, publicystów, studentów, pracowników naukowych wyższych uczelni, a także (o zgrozo) członków organizacji proobronnych. Co najgorsze, ich argumenty, mimo ogólnego prymitywizmu, skutecznie trafiają do świadomości wielu odbiorców w Polsce i są przez nich przyjmowane jako pewnik. Niewiedza i odwoływanie się do niskich pobudek pozostają niezmiennie najskuteczniejszymi narzędziami toczącej się wojny w przestrzeni informacyjnej, w dodatku bardzo skutecznymi.

Co dalej?

Decyzja strony ukraińskiej w sposób oczywisty zaostrzy dyskurs, zwłaszcza w wydaniu polskich organizacji skrajnie prawicowych, antyukraińskich i jednocześnie (zazwyczaj) – prorosyjskich, dostarczając im swego rodzaju „medialnej amunicji”. Będzie też jaskrawym dowodem na słuszność głoszonych przez nich tez. Sytuacja wydania zakazu akurat dla prezydenta Przemyśla to tym większy paradoks, że wielu niezwykle aktywnych i przez to niebezpiecznych antyukraińskich „aktywistów” może bez większych problemów podróżować na Ukrainę, co regularnie przynosi olbrzymie szkody relacjom pomiędzy oboma krajami. Otwartym jak na razie pozostaje pytanie, czy i jaka będzie reakcja strony polskiej – aczkolwiek należałoby sobie życzyć, by była bardziej przemyślaną. Pośpiech i emocje byłyby w obecnej sytuacji, wymagającej głębokiej refleksji po obu stronach granicy, najgorszymi możliwymi doradcami.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. president.gov.ua

Wizyta Poroszenki w USA – policzek dla Kremla

Wizyta prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki w Waszyngtonie i spotkanie ze ważnymi graczami amerykańskiego establishmentu jest …

One comment

  1. Bardzo trudny to się może okazać dla Ukrainy czy Polski dopiero rok 2017. W istocie nie wiadomo bowiem jak ułoży się współpraca pomiędzy USA a Rosją i w przypadku zawiązania przez te państwa globalnego sojuszu, mogą zostać poświęceni tacy lokalni sojusznicy USA jak Ukraina czy nawet Polska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.