wtorek, 30 Maj, 2017
pluken
Home / Wywiady / Olga Koszarna: personel średniego szczebla w ukraińskich firmach energetycznych pracuje na rzecz Rosji i sabotuje współpracę z UE i Polską
Fot. 
expe.energoeffect.org.ua
Fot. expe.energoeffect.org.ua

Olga Koszarna: personel średniego szczebla w ukraińskich firmach energetycznych pracuje na rzecz Rosji i sabotuje współpracę z UE i Polską

Share Button

14 października ukraińska delegacja wzięła udział w posiedzeniu Rady Ministrów Europejskiej Wspólnoty Energetycznej. W rezultacie, Rada zatwierdziła propozycję Ukrainy co do realizacji projektu „Most energetyczny Ukraina-UE”, która ma być realizowana przy wsparciu Komisji Europejskiej i krajów członkowskich UE.

Mowa była także o kilku innych projektach współpracy, m.in. złożono propozycje, mające otrzymać status „projektów wspólnego interesu”. W sferze elektroenergetyki mowa była o połączeniu systemów energetycznych Ukrainy z europejskim systemem ENTSO-E, w którym mają zostać włączone linie przesyłowe na trasie pomiędzy Chmielnickim a Rzeszowem, jak również m dojść do rekonstrukcji linii Mukaczewo-Wielkie Kapuszany (Słowacja) oraz linii Południowoukraińska AEC – Isakcza (Rumunia).

O ukraińskiej energetyce atomowej Portal Polsko-Ukraiński polukr.net zapytał Olgę Koszarną, dyrektora ds. wsparcia informacyjnego „Ukraińskiego Forum Atomowego”.

Ile energii elektrycznej produkuje Ukraina i jak wiele jest produkowane przez elektrownie atomowe?

W różnych latach były to różne ilości. Obecnie, przez ostatnie dwa i pół roku trwającej wojny na Donbasie ukraiński przemysł zużywa mniej energii – zmniejszyło się zapotrzebowanie. 15 bloków energetycznych ukraińskich elektrowni atomowych (AEC) w 2015 roku wyprodukowało 80 miliardów kWh energii elektrycznej. Łączna ilość wyprodukowana w 2015 roku to ok. 160 mld kWh. W 2015 roku elektrownie atomowe wyprodukowały 57% energii elektrycznej, elektrociepłownie – 31%, elektrownie wodne – 4,5% a ciepłownie – 6,25%.

W czasach rządów Wiktora Janukowycza produkcja energii w AEC była celowo ograniczana, być dać możliwość zarobienia większych pieniędzy firmie DTEK (największa firma energetyczna Ukrainy, stworzona dla zarządzania biznesem energetycznym grupy CKM, której przedsiębiorstwa zajmują się wydobyciem i sprzedażą węgla kamiennego – przy. polukr.net). DTEK należy do Rinata Achmetowa (najbogatszy obywatel Ukrainy, założyciel grupy CKM, blisko związany z b. prezydentem Wiktorem Janukowyczem). I tak, w 2013 roku AEC wyprodukowały 44% energii elektrycznej, ponadto miały śmiesznie niskie taryfy za sprzedawaną energię – trzykrotnie mniejsze od tych, które miała firma DTEK. Z kolei gdy rozpoczęła się wojna na Donbasie, zwłaszcza w miesiącach letnich elektrownie atomowe pracowały więcej, by umożliwić elektrociepłowniom gromadzenie węgla na zimę.

Zatem obecne wskaźniki pracy AEC wskazują, że mogą one produkować więcej?

Tak, oczywiście mogą. Ale jest kilka „ale”. Nasz system energetyczny pozostaje nieuregulowanym. Jest niewiele możliwości „manewrowania” energią, pozwalających na włączanie kolejnych źródeł energii w godzinach największego spożycia. W krajach rozwiniętych wykorzystuje się do tego celu np. elektrownie wodne i turbiny parowo-gazowe. Z kolei elektrownie atomowe powinny pracować na tej samej mocy nominalnej i dawać zrównoważone dostawy. Na Ukrainie trudno jest o możliwości budowy elektrowni wodnych, mieliśmy także trzy sezony z niskimi stanami wód, dlatego produkcja energii spadła z 5 do 3%. Dlatego też, w godzinach szczytu pracują przede wszystkim elektrownie węglowe.

Kto jest głównym odbiorcą energii elektrycznej na Ukrainie – przedsiębiorcy czy zwykli mieszkańcy?

Indywidualni odbiorcy zużywają ok. 31% energii, przemysł – 42%, transport – 7%, służby komunalne – 13%. W ciągu dwóch i pół roku spadło wykorzystanie energii elektrycznej przez przemysł w związku z wojną na Donbasie, jako że wiele z energochłonnych firm zlokalizowanych było właśnie tam.

Jak wyglądają taryfy w ukraińskiej energetyce w porównaniu z europejskimi?

Formułuje się ceny hurtowe. Dla przykładu: elektrownie atomowe mają taryfę w wysokości 52 kopiejki za kWh, elektrociepłownie – 1,63 UAH za 1 kWh, a „zielona” energia – 17 UAH za 1 kWh. Następnie te wartości sumuje się i oblicza średnią cenę. Na jej podstawie „Energorynok” (przedsiębiorstwo państwowe, które zajmuje się regulacją funkcjonowania rynku energii elektrycznej na Ukrainie – przyp. polukr.net) sprzedaje energię elektryczną odbiorcom. Średnia wartość rynkowa w marcu 2016 roku wynosiła 1,41 UAH za 1 kWh. Dla obiorcy indywidualnego ceny te są niższe – 0,57 UAH za 1kWh (dla przykładu w Polsce – 0,56 zł za 1 kWh – przyp. polukr.net), co pokazuje, że państwo subsydiuje ceny dla mieszkańców. Na Ukrainie nie ma normalnego rynku w tym obszarze: odbiorcy indywidulni płacą mniej, firmy więcej, a państwo dotuje. Równocześnie energetyka atomowa faktycznie dotuje energię wiatrową czy słoneczną.

Nowy model rynku energii elektrycznej, przyjęty w projekcie Rady Najwyższej ma zmienić ten stan rzeczy i rozwiązać problemy. Rynek powinien stać się otwartym i konkurencyjnym, tak, aby zmuszać firmy do działań, które pozwolą im konkurować na rynku europejskim, kiedy już będzie można na niego wyjść.

Czy i jakie są perspektywy rozwoju energetyki atomowej na Ukrainie?

To zależy od zbalansowania naszego systemu energetycznego. Ale mam wielką nadzieję, że tak się stanie, kiedy dojdzie do liberalizacji rynku energii na Ukrainie i przedsiębiorstwo „Energoatom” (operator wszystkich elektrowni atomowych na Ukrainie – przy. polukr.net) będzie mogło podpisywać dwustronne porozumienia o dostawach energii elektrycznej dla firm. Reforma w tym obszarze przewiduje także liberalizację rynku usług pomocowych i innych związanych z tym sektorem. Wówczas będzie możliwa konkurencja.

Aktualnie państwo wykorzystuje „Energoatom” do subsydiowania społeczeństwa. A także to przedsiębiorstwo powinno przynosić zyski – jednak póki co wykorzystywane jest do rozwiązywania problemów socjalnych. Tymczasem „Energoatom” powinien mieć takie możliwości jak DTEK. Mam nadzieję, że wsparcie dla „zielonej” energetyki do 2030 roku nie będzie odbywać się wyłącznie na koszt energetyki atomowej. Trzeba znaleźć taki mechanizm wsparcia, aby był on sprawiedliwym dla wszystkich uczestników rynku. Niestety, w aktualnie przyjętej ustawie, sytuacja nie ulega zmianie – i to niedobrze, gdyż narusza prawa wolnego rynku.

Elektrownia atomowa w Chmielnickim /Fot. wikipedia.org
Elektrownia atomowa w Chmielnickim /Fot. wikipedia.org

Czy jest przewidziana liberalizacja tego sektora i przejście z czasem na model rynkowy? Czy Ukraina wzięła na siebie takie zobowiązania i czy są one regulowane międzynarodowymi porozumieniami?

Tak. Po pierwsze, w 2010 roku staliśmy się członkiem „Wspólnoty Energetycznej UE i krajów Południowo-Wschodniej Europy”. Obowiązują tam odpowiednie dyrektywy, które Ukraina zobowiązała się wcielić w życie, także co do regulacji rynku energii elektrycznej: jednak jak na razie przekroczyliśmy termin, które sami przyjęliśmy. Jeszcze w 2013 roku przyjęta została ustawa o rynku elektroenergii, ale jak dotąd nie jest ona realizowana. Niedawno, w pierwszym czytaniu przyjęto nową ustawę. Jej sens polega na tym, że przyznaje prawo zawierania umów dwustronnych pomiędzy producentami energii elektrycznej a odbiorcami. Ponownie jednak dochodzimy do problemu finansowania „zielonej” energetyki przez atomową – być może do 2019 roku, być może dłużej. Regulacje dotyczące tego sektora są zapisane także w „Umowie stowarzyszeniowej pomiędzy UE a Ukrainą”.

Co wiadomo o polsko-ukraińskiej współpracy w sektorze elektroenergii i w kwestii możliwości eksportu energii do Polski?

Istnieje projekt pod nazwą „Most energetyczny Ukraina-UE”. Został przygotowany przez polskiego biznesmena, Jana Kulczyka. Idea projektu to wykorzystanie już istniejących linii przesyłowych od jednego z bloków elektrowni atomowej w Chmielnickim do Rzeszowa (właściwie Widełka k. Rzeszowa – linia o napięciu 750 kV – przyp. polukr.net). Miały zostać podpisane porozumienia w sprawie dostaw energii z tego bloku do Polski, a Jan Kulczyk był gotów by szukać na Zachodzie inwestorów dla budowy trzeciego i czwartego bloku Chmielnickiej AEC dla rozwoju tego projektu. Projekt został pozytywnie oceniony przez ukraiński rząd, był przygotowany plan, ale póki co jego wdrożenie przeciąga się w czasie…

Jeżeli teraz nie zrealizujemy tego pomysłu, nie zaczniemy eksportować energii do Polski, to wyprzedzą nas Rosjanie, którzy budują na Białorusi dwa nowe bloki energetyczne. Prace postępują szybko. Co więcej, Rosja chce budować nowe bloki także w obwodzie Kaliningradzkim, również orientując się na współpracę z Polską.

Czy istnieją problemy techniczne dla realizacji tego projektu?

Jeżeli mowa o wykorzystaniu linii do Rzeszowa, to wymaga ona pewnych zmian dla utrzymania stałego napięcia. Dlatego istniała koncepcja wydzielenia bloku Chmielnickiej AEC z ukraińskiego systemu energetycznego i włączenia go do tzw. „wyspy bursztyńskiej” (umowne terytorium Elektrociepłowni w Bursztynie, włączone do systemu energetycznego UE, co pozwala na eksport energii do krajów unijnych – przyp. polukr.net), która  jest już zsynchronizowana z systemem UE. To możliwe, nie jest to nawet problem kosztów. Rzecz w tym, że na Ukrainie takie kwestie rozstrzyga „UkrEnergo” (struktura podporządkowana rządowi Ukrainy, kierująca systemem energetycznym Ukrainy, eksploatacją magistrali i linii przesyłowych, w tym międzynarodowych – przyp. polukr.net). Są tam ludzie, którzy nadal znajdują się pod wpływem rosyjskiego biznesu i nie są zainteresowani w realizacji „projektu Kulczyka”, o którym mowa była wyżej. Nie chcą integracji sektora energetycznego z UE, ale synchronizacji naszych systemów z Rosją i hamują działania realizowane na tym odcinku. To wszystko mimo tego, że na szczeblu rządowym i prezydenckim istnieje pełne poparcie dla omawianego projektu. Ze swojej strony „Energoatom” robi wszystko, by wcielić tą inicjatywę w życie, jako że jest nią zainteresowany. Gdyby to się udało, Ukraina mogłaby sprzedawać energię elektryczną nie tylko do Polski, ale i do innych krajów UE, co przyniosłoby korzyści i Polsce i Ukrainie.

O jakich sumach mowa?

Był okres czasu, kiedy absolutny monopol na eksport ukraińskiej energii elektrycznej do UE miał Rinat Achmetow i DTEK. Sprzedawał energię do Czech, Słowacji, na Węgry – do 10 mld kWh za ok. 300 mln dolarów rocznie. Ukraina mogłaby sprzedawać energię z nadwyżek produkowanych w elektrowniach atomowych. Zresztą już teraz niewielkie ilości energii z „wyspy bursztyńskiej” trafiają do Polski.

Elektrociepłownia w Burztynie/ Fot. burshtyn-rada.if.gov.ua
Elektrociepłownia w Burztynie/ Fot. burshtyn-rada.if.gov.ua

Integracja ukraińskiego systemu energetycznego z europejskim będzie być może jednym z najważniejszych kroków integracji gospodarczej Ukrainy z UE, ale przeszkadza temu grupa urzędników średniego szczebla, związanych z Rosją?

Na to wygląda. Istnieją porozumienia międzynarodowe, które podpisała Ukraina w tej sprawie. Ale mówiąc szczerze, jest u nas silne lobby prorosyjskie, taka „piąta kolumna”. Dlatego przez 2,5 roku straciliśmy wiele możliwości. Moskwa za pomocą swoich ludzi stara się, byśmy nadal byli związani gospodarczo. Udało się jednak dokonać pewnych kroków naprzód – zaczęliśmy kupować na Zachodzie Uran-235, podczas gdy Rosja dążyła do tego, by uzależnić nas od swoich dostaw. Teraz wyszliśmy z tej zależności i w pełni uniezależniliśmy się od rosyjskich specjalistów.

Jak wygląda sytuacja związana z bezpieczeństwem w ukraińskich AEC?

Są dwa terminy opisujące tą problematykę: z języka angielskiego: „nuclear safety” i „nuclear security”. Pierwszy dotyczy bezpieczeństwa dla ludzi, drugi – zabezpieczenia przed szkodliwą działalnością niepożądanych osób.

Co do „nuclear safety” to Ukraina od dawna ma dobre rezultaty jeśli idzie o wdrażanie procedur bezpieczeństwa reaktorów. Jesteśmy członkiem Światowej organizacji operatorów AEC, współpracujemy z MAGATE (Światowe Forum Współpracy w obszarze pokojowego wykorzystania energii atomowej – przyp. polukr.net), periodycznie są prowadzone inspekcje reaktorów i oceniany jest poziom bezpieczeństwa. Mamy przykłady dobrych praktyk, gdy nasze technologie są rekomendowane dla wprowadzenia w innych krajach. Wyprzedziliśmy wiele krajów UE we wdrażaniu tzw. „praktyk anty-fukushimskich”, kiedy pracowano nad zwiększeniem bezpieczeństwa w sytuacjach analogicznych do awarii w Japonii.

Co do „nuclear security” to w związku z działaniami wojennymi, pojawiło się spore zaniepokojenie. Mamy na przykład elektrownię w Zaporożu, najbliższą do strefy walk na Donbasie. W ciągu 2,5 roku znacząco wzmocniono fizyczne możliwości ochrony AEC – wynika to m.in. z tego, że Ukraina jest stroną międzynarodowej konwencji ws. ochrony materiałów radioaktywnych. Odpowiednie dokumenty w tej sprawę pozostają utajnionymi, zawierają możliwe scenariusze ataków na obiekty atomowe: ile osób może dokonać takiego ataku, jakimi środkami, jaką bronią, itp. Zachodni partnerzy z UE i USA aktywnie pomagają w rozbudowie zabezpieczeń, również na mocy umów dwustronnych. Jest także odrębny program współpracy z NATO dotyczący tych kwestii.

Rozmawiał: Ihor Tymots

Share Button

Czytaj również

Marcin Rey

Marcin Rey: Obrona informacyjna powinna być zasadniczym elementem obrony narodowej

„W doktrynie rosyjskiej wojna informacyjna jest podstawową częścią składową oręża, na tej samej zasadzie, co …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.