niedziela, 24 Wrzesień, 2017
pluken
Home / Komentarze i opinie / Bezpieczeństwo / Lwów: polityczne igrzyska, a nie ekologiczna katastrofa
Foto: Andrij Polikowskyj
Foto: Andrij Polikowskyj

Lwów: polityczne igrzyska, a nie ekologiczna katastrofa

Share Button

Polskie media szybko podchwyciły najbardziej rozhisteryzowany komentarz w ukraińskich mediach, autorstwa dyrektorki jednej z organizacji ekologicznych. Chodzi o słowa, że pożar na śmietnisku w Grzybowicach pod Lwowem zestawiony został z wydarzeniami z Czarnobyla, co oczywiście zostało jeszcze bardziej przerysowane przez polityków w ich własnych celach. Czwartkowe zajścia w budynku Rady Miejskiej i wyprowadzenie na ulice Gwardii Narodowej dopełniają katastroficznej narracji o tym, co dzieje się zaraz przy polskiej granicy. Czy naprawdę jest powód do paniki na początku sezonu turystycznego? Czy Polska jest w jakiś sposób zagrożona?

Dzięki aktywności kilku polskich mediów, dla czytelnika znad Wisły Ukraińska Prawda napisała, iż pożar na śmietnisku w Grzybowicach pod Lwowem zestawiony został z wydarzeniami z Czarnobyla. Chodzi o komentarz Oleny Krawczenko, dyrektorki organizacji „Ekologia-Prawo-Człowiek”, który wygłosiła ona 1 czerwca podczas konferencji prasowej, a który ukazał się na portalu Galinfo.com.ua. Ten z kolei rozpowszechniony został szerszej publiczności dzięki podaniu do niego linka przy jednym artykułów w Ukraińskiej Prawdzie. Powiedziała ona w nim, że: „to, co stało się na grzybowieckim śmietnisku, można nazwać katastrofą antropogeniczną. To największa katastrofa spowodowana działalnością człowieka na Ukrainie po Czarnobylu”.

Jej myśl została szybko wykorzystana przez różne siły polityczne, które od dawna czekały na okazję, aby uderzyć w mera Lwowa Andrija Sadowego i jego formację polityczną Samopomoc. Przewodniczący frakcji partii UKROP w Radzie Miejskiej Lwowa Ihor Teliszewskyj podnosząc sprawę wniesienia wotum nieufności i odwołania Sadowego ze stanowiska, oskarżył go w czwartek o doprowadzenie do tragedii, którą nazwał wprost – „drugim Czarnobylem”. Padły też sformułowania, że władza ukrywa prawdziwy rozmiar pożaru, a żeby było mało, dodał, iż eksperci, którzy pracują na uniwersytetach twierdzą, że brakuje ośrodków, które mogłyby naprawdę określić poziom zanieczyszczenia powietrza. Obok niego były i inne głosy lokalnych polityków o tym, że pożar nie tylko już jest drugim Czarnobylem, ale że niedługo będzie to jeszcze większa katastrofa od tej jądrowej. Trudno nazwać to inaczej, niż absurd i o tym mówi wielu ekspertów (czytaj: tutaj). Jako ciekawostka, można jeszcze zwrócić uwagę na internetową relację polskiego dziennikarza Jana Matkowskiego, który wieczorem 8 czerwca napisał w swoim statusie na jednym z portali społecznościowych, jak dramatycznie rośnie zagrożenie dla Polski i że w rzece w okolicach podlwowskiego Małechowa zdechła ryba… Nie wiemy na pewno czy ze starości czy ze strachu przed rosnącym zagrożeniem. Wiemy natomiast, że w tej miejscowości oczywiście były podobne problemy, ale w styczniu i marcu.

Potencjalnie może dojść do katastrofy, jednak porównywanie jej z Czarnobylem, jest dalekie od prawdy. Podobnie jak straszenie polskiej opinii publicznej. Po pierwsze zawsze potrzeba ostrożnie podchodzić do słów polityków, którzy chcą wykorzystywać różne sytuacje w celach PR-owych, a po drugie trzeba pamiętać, iż mocnymi stwierdzeniami chcą oni jeszcze bardziej przykuć uwagę mediów.

Tłem dla tych, delikatnie mówiąc, hiperbolizacji o zabarwieniu politycznym jest zresztą i decyzja samego Sadowego, który w dniu 7 czerwca zwrócił się z oficjalną prośbą do prezydenta Ukrainy, aby uznać za strefę klęski żywiołowej… Lwów. Nie tylko Grzybowice, ale i Lwów. A przecież chodzi o Grzybowice i potencjalnie położone blisko nich miejscowości. Warto poczytać sobie komentarze pod wpisem lwowskiego mera na portalu społecznościowym Facebook, w którym poinformował o tym opinię publiczną, żeby zrozumieć jak była to niedorzeczna decyzja i kolejna próba mera do wykorzystania sytuacji do budowania własnego PR-u.

I tak dochodzimy do wydarzeń z czwartku, kiedy w Radzie Miasta doszło do zamieszek. Było to poprzedzone nie tylko kilkoma działającymi niezależnie od siebie kampaniami politycznymi, atakującymi Sadowego, ale i tym, że wieczorem w środę, na posiedzenie Rady weszła grupa rosłych mężczyzn, częściowo ubranych w koszulki z symbolami batalionów ochotniczych, którzy zapowiedzieli, iż właśnie w czwartek pojawią się, aby porwać mera oraz wszystkich radnych z jego partii Samopomoc i wymierzyć im w końcu sprawiedliwość. Po tych groźbach sam mer zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa w sprawie tego, iż istnieje niebezpieczeństwo porwania przedstawicieli władzy państwowej. W kraju, w którym toczą się działania wojenne, trudno było to zignorować, stąd i decyzja o wysłaniu Gwardii Narodowej do budynku Ratusza. Przepychanki z przedstawicielami kilku organizacji wolontariackich i działaczy społecznych nie trwały nawet godziny, natomiast patrząc na niektóre obrazy w mediach, odnieść można wrażenie, że zaraz zaczną się regularne działania zbrojne lub powstanie.

Jak wygląda sytuacja z perspektywy samego Lwowa? Różne siły polityczne i grupy interesów, działające lokalnie i na poziomie ogólnoukraińskim, atakują Sadowego nie zważając na sytuację w mieście i zdanie czy dobro samych Lwowian. Priorytetem wcale nie jest jakiekolwiek zaradzenie sytuacji na śmietnisku i próba znalezienia kompromisu odnośnie tego, jak naprawić lata zaniedbań, nieprawidłowości i korupcji, które doprowadziły do obecnej sytuacji. A nawiasem mówiąc winnych jest przecież więcej, niż osoba lwowskiego mera, w tym partia Swoboda, która w 2010 roku obiecała budowę spalarni śmieci, która nigdy nie powstała. Jednak bez wątpienia największa odpowiedzialność spoczywa na Sadowym, ponieważ na rozwiązanie tej kwestii miał ponad dwie kadencje. Chodzi o wykorzystanie sytuacji w celach politycznych, o zmianę układu sił w mieście. Decyzja mera o zwróceniu się do prezydenta i ogłoszenia „strefą klęski żywiołowej” Lwowa i okolic była największym błędem lwowskiego polityka i doprowadziła tylko do eskalacji napięcia. Dała zresztą powód do podjęcia ataku na niego nie tylko przez siły lokalne, ale i ogólnokrajowe, gdyż jego partia Samopomoc jest konkurencją dla Poroszenki, Tymoszenko, nowej formacji UKROP i innych, a poza tym on sam do niedawna był uważany za jednego z najpopularniejszych kandydatów na prezydenta w następnych wyborach.

Polscy turyści boją się przyjeżdżać do Lwowa, ponieważ na Ukrainie trwa wojna. Często na ulicach słychać takie właśnie dialogi pomiędzy grupami Polaków, w których jedna osoba mówi: „a mówiłem, że tu jest wszystko w porządku, to mi nie wierzyliście!”. Obecnie mamy więc taki obraz, że poza katastrofą ekologiczną we Lwowie trwa jeszcze jakaś rewolucja. Co my od siebie możemy napisać naszym Czytelnikom jako komentarz? Chyba tylko to, że są pewne ekologiczne problemy, które na chwilę obecną nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla Lwowa, ale są i polityczne igrzyska, które szkodzą wizerunkowi miasta.

Adam Lelonek, Roman Rak

PS. Rynek we Lwowie w dniu 10 czerwca. Foto: Andrij Polikowskyj

Share Button

Czytaj również

Fot. prezydent.pl

Kierunek wschód?

Wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie jest niewątpliwie ważnym wydarzeniem. Jednak wielu polskich polityków …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.