czwartek, 2 Lipiec, 2020
pluken
Home / Wywiady / Czesław Skarżyński: Polscy politycy wszystko za wschodnią granicą traktują w sposób uproszczony
zdjęcie E.C. Sk.

Czesław Skarżyński: Polscy politycy wszystko za wschodnią granicą traktują w sposób uproszczony

Share Button

Wywiad z Czesławem Skarżyńskim, prezesem Fundacji Polonia Union. Człowiek o wytrwałym charakterze, upartej i konsekwentnej osobowości doprowadził do zmian ustawy o obywatelstwie polskim z dnia 2 kwietnia 2009 r., otwierając możliwości dla odzyskania obywatelstwa polskiego w drodze tzw. uznania i przywrócenia – dla milionów Polaków zamieszkałych tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie.

Na własnych doświadczeniach poznał trudności związane z powrotem do ojczyzny, jako urodzony w latach 50. w Grodnie, z rodziców posiadających obywatelstwo polskie przed 1 września 1939 r. Do Polski powrócił w roku 2004. Nie poszedł na skróty, nie ubiegał się o nadanie obywatelstwa polskiego przez Prezydenta RP. Wiedział, iż obywatelstwo nabył i posiadał od chwili narodzin z mocy „prawa krwi”, co ostatecznie uznał i stwierdził Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji RP. Postanowił przywrócić obywatelstwo polskie nabyte przez urodzenie z rodziców obywateli polskich. Trwało to w Polsce niemal osiem lat. W tym czasie były wszczęte cztery odrębne postępowania w sprawie posiadania przez Czesława Skarżyńskiego obywatelstwa polskiego. Wydano ponad dziesięć decyzji organów administracji publicznej, kilka wyroków Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, cztery wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego odmawiające uznania obywatela polskiego. We wszystkich tych orzeczeniach za podstawę odmowy podawano Konwencję z dnia 21 stycznia 1958 r. podpisaną pomiędzy rządami PRL i ZSRR w sprawie uregulowania obywatelstwa osób o podwójnym obywatelstwie. Konwencja ta nie stanowiła źródła prawa, ponieważ została ratyfikowana przez ówczesne władze PRL bez uprzedniej zgody Sejmu RP. Mało tego, nie została oficjalnie opublikowana i podana do wiadomości publicznej w Związku Radzieckim. A jednak się udało.

 

Panie Prezesie, jak scharakteryzowałby Pan dzisiejszą wschodnią strategię polityki zagranicznej RP?

Obawiam się, że w ogóle nie ma strategii polityki zagranicznej RP jako takiej wobec krajów wschodnich. Należy tu zaznaczyć, że czymś innym są głoszone postulaty, na których ma się opierać polityka wschodnia, a czymś innym konkretne działania powołanych do tego organów i instytucji państwowych. Odnoszę wrażenie, iż całą politykę wschodnią usiłujemy zbudować na krytyce i rewizji zaległości z przeszłości, bądź też na ciągłym narzekaniu albo ostentacyjnym sprzeciwie inicjatywom krajów wschodnich w budowaniu współpracy z innymi państwami Europy.  Bolesne sprawy sprzed stuleci dotyczące rozbiorów Polski, do których przyłożyła rękę jeszcze carska Rosja, najazd Związku Radzieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku, deportacje Polaków na Syberię i do Kazachstanu, mord polskich oficerów w Katyniu w Rosji i w Charkowie na Ukrainie oraz w Kuropatach na Białorusi, niezliczone mogiły pomordowanych żołnierzy i cywilów na całym okupowanym terenie Kresów, niezałatwione sprawy z zakresu kilkudziesięciu lat trwającego w Polsce i narzuconego przez ówczesny ZSRR totalitarnego systemu komunistycznego – niewątpliwie wymagają rzeczowej oceny wszystkich stron. Poza powołanymi do rozstrzygnięcia tych kwestii strukturami rządowymi istotna rola powinna przypaść dialogowi społecznemu. Tylko w oparciu o prawdę może nastąpić wzajemne przebaczenie i wybaczenie. Jednak te sprawy, bez względu na ich ważkość, stanowią ułamek całej polskiej polityki wschodniej, której nazwa brzmi „polityka historyczna”. Warto pamiętać o tych zaszłościach oraz dążyć do obiektywizmu i rzetelnej oceny przeszłości. Jednak nie warto sprowadzać całej strategii wschodniej polityki zagranicznej wyłącznie do rozdrapywania „ran przeszłości”. Polityka, to wizja i umiejętność przewidywania tendencji w rozwoju społeczeństwa, a w równej mierze rozwoju stosunków międzypaństwowych. Każda grupa społeczna, każde państwo posiada własne interesy i będzie się nimi kierowało. Zadaniem struktur zajmujących się polityką zagraniczną jest chęć, umiejętność, a nade wszystko zdolność odnalezienia wspólnego mianownika, uwzględniającego interesy wszystkich stron. Mianownika, stanowiącego platformę, na której stanie się możliwe budowanie dwustronnych porozumień w tych lub innych dziedzinach. Polityka jest bowiem sztuką możliwości.

Jak Pan ocenia stosunki Polski z naszymi najbliższymi sąsiadami, a mianowicie stosunki polsko-litewskie, polsko-białoruskie i polsko-ukraińskie?

Na wstępie chcę zaznaczyć, iż to pytanie składa się z trzech odrębnych tematów. W moim przekonaniu błędem jest, iż niektórzy polscy politycy, a nierzadko i zwykli ludzie, wszystko co poza wschodnią granicą traktują w sposób uproszczony… jako Rosję. Podobne spojrzenie jest do pewnego stopnia zrozumiałe. Dziesięciolecia istnienia Związku Radzieckiego niewątpliwie wycisnęły piętno w sposobie odbioru i postrzegania: wszystko na wchodzie to Związek Radziecki, czyli obecna Rosja. Otóż nic bardziej mylnego! Litwa, Białoruś, Ukraina to byłe republiki ZSRR i pod tym względem mają ze sobą coś wspólnego, lecz to tylko pozory, jak zresztą pozorem była jedność ZSRR, zbudowanego na totalitarnym systemie komunistycznym.  W dzisiejszej dobie stanowią one niepodległe, suwerenne państwa. Każde z nich wybrało inną własną drogę postępu ku przyszłości. Litwa wchodzi w skład Unii Europejskiej, jest bliskim partnerem Polski w ramach UE i NATO. Łączy nas wspólna wizja budowy bezpieczeństwa w Europie Wschodniej, relacje gospodarcze. Tym niemniej na stosunki polsko-litewskie negatywnie wpływają nie tyle zaszłości, ile brak przestrzegania przez władze Litwy praw polskiej mniejszości narodowej. Warto przypomnieć, iż za czasów ZSRR na terytorium Litwy działało 500 szkół z nauczaniem w języku polskim. Obecnie pozostało ich tylko 100. Polską mniejszość narodową pozbawiono możliwości używania języka polskiego w nazwach ulic i miejscowości, w większości zamieszkiwanych przez Polaków, a co gorsza – używania polskiej pisowni nazwisk rodowych w osobistych dokumentach tożsamości. Władze Litwy niekiedy tylko udają chęć rozstrzygnięcia spraw polskiej mniejszości narodowej w drodze dwustronnego dialogu. Rzeczywistość jest zgoła inna, a działania sprawdzają do wyrugowania polskości i litwinizowania.

Zmiany ustrojowe rozpoczęte przed paroma laty na Ukrainie są absolutnie zrozumiałe. Cechą każdego narodu jest dążenie do samostanowienia, suwerenności i niepodległości. Naród ukraiński ma prawo liczyć na poparcie swych dążeń do demokracji, wolności, państwa prawa, integracji w strukturach europejskich ze strony społeczności międzynarodowej. W interesie Polski leży, aby Ukraina była państwem demokratycznym, samodzielnym, przewidywalnym, zintegrowanym ze strukturami europejskimi i międzynarodowymi. Za tym interesem Polski przemawiają sprawy naszego bezpieczeństwa, a w długofalowej perspektywie także obustronne korzyści ze współpracy gospodarczej i wymiany handlowej. Wspierając wybrany przez Ukrainę kierunek warto pamiętać, iż nie buduje się pragmatycznych i otwartych relacji między narodami z pominięciem spraw trudnych, a niekiedy bolesnych. Jednak to już temat na inną rozmowę.

Nie ma natomiast pozytywnych przesłanek do rozwoju współpracy z Białorusią. Rządzący reżim Łukaszenki już dawno określił swoje priorytety i kieruje je na Wschód, a dokładniej w stronę Rosji. Powszechnie uznawane wartości europejskie – demokracja, wolność i państwo prawa – nie są aprobowane przez autorytarny ustrój, panujący w tym kraju. Stąd też nie można mówić o jakiejkolwiek długoterminowej strategii współpracy. W obecnie panujących na Białorusi warunkach projekty te nie mają żadnej perspektywy. Doraźne kontakty gospodarczo-handlowe, istniejące pomiędzy odrębnymi przedsiębiorstwami Polski i Białorusi, niewątpliwie należy kontynuować. W przeciwnym wypadku ucierpi naród białoruski.

Jak, Pana zdaniem, można ocenić proces ewaluacji w tożsamości narodowej Polaków na Wschodzie?

Ocena procesu ewaluacji tożsamości narodowej Polaków na Wschodzie jest uzależniona od krajów ich zamieszkania. Zacznę od Litwy. Członkowie ścisłego kierownictwa Związku Polaków na Litwie są jednocześnie liderami Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Posiadają ambicje polityczne, wprowadzają swych kandydatów do parlamentu Litwy, bądź też Europarlamentu, i w tym nie ma nic specjalnego czy złego. Liczyć się tylko należy z faktem, iż dążenia polityczne oparte na obronie przede wszystkim praw polskiej mniejszości narodowej i nakierowane na tę kategorię elektoratu, uzbraja skrajne narodowe skrzydło sceny politycznej na Liwie w argument, że prawdziwą intencją liderów Związku Polaków na Litwie jest zwykłe zaspokojenie własnych ambicji politycznych, a więc wejście do struktur władzy Litwy bądź UE. Z drugiej zaś strony ten stan rzeczy osłabia argumenty władz państwa polskiego w negocjacjach z władzami Litwy, dotyczących przestrzegania praw mniejszości narodowej w tamtym kraju. Sytuacja jest niełatwa, lecz nie patowa. Zarówno Litwa, jak i Polska są równouprawnionymi członkami UE. Wydawałoby się, iż kwestie praw polskiej mniejszości narodowej można byłoby rozstrzygnąć w drodze dwustronnych negocjacji, tudzież na gruncie prawa w strukturach europejskich, w tym w Trybunale Sprawiedliwości UE. Jest dużo do zrobienia w tym zakresie, lecz to wymaga dobrej woli obu państw.

Z zupełnie odmienną sytuacją polskiej mniejszości narodowej mamy do czynienia na Białorusi. Reżim Łukaszenki jeszcze w 2005 roku podzielił Polaków tam zamieszkałych, tworząc alternatywny i o tej samej nazwie Związek Polaków, przychylny owemu reżimowi, a jednocześnie pozbawiając legitymacji dotychczasowy Związek Polaków na Białorusi z Andżeliką Borys na czele. Podział ten przez władze Białorusi został dokonany poprzez sztuczne upolitycznienie działalności owego związku, przypisując mu intencje sprzeciwu wobec rządu Białorusi. Takie są naturalne metody działań władzy autorytarnej. Pamiętajmy, iż w 2005 roku Łukaszenko był u władzy już od ponad 10 lat. Trwały aresztowania i niewyjaśnione do dziś zniknięcia osób niewygodnych dla reżimu. Większości z nich do dziś nie odnaleziono! Normą też stało się fabrykowanie dowodów przeciw aktywistom opozycji, w szeregach której byłem i ja. W tym czasie Łukaszenko spacyfikował cokolwiek znaczące partie i ruchy wolnościowe w kraju, więc kolejną ofiarą wśród struktur, przypominających o swoich prawach, musiał paść Związek Polaków na Białorusi. Ów stan utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Nie ma dobrej recepty na zmianę sytuacji dotyczącej praw polskiej mniejszości na Białorusi. Nie istnieją szanse na poprawę dopóty, dopóki nie nastąpią zmiany w całym społeczeństwie białoruskim, a obecny system autorytarny nie ustąpi, nie upadnie, albo nie zostanie usunięty. Póki tak się nie stanie każdy ruch i inicjatywa Związku Polaków na Białorusi, walczących o przestrzeganie praw polskiej mniejszości narodowej, będą traktowane przez Łukaszenkę jako akt sprzeciwu wobec władzy. Inicjatorzy w dalszym ciągu będą prześladowani, a ich działalność brutalnie tłumiona.

Nieco inaczej rzecz się ma z Polakami na Ukrainie. Społeczeństwo tamtego kraju jest skrajnie spolaryzowane. Wśród Polaków z zachodnich terenów Ukrainy ciągle żyje pamięć o mordach OUN-UPA. Odradzająca się i niezależna Ukraina, jak również błyskawiczny rozwój sytuacji w tym kraju, spowodowały wzmocnienie ugrupowań skrajnie narodowych. I pojawiły się echa zadawnionych dziejów. Słychać także głosy o usiłowaniu zastraszania Polaków tam zamieszkałych. Miały miejsce apele o pomoc do rządu polskiego, które zostały wysłuchane. Dobrze się stało, że władze polskie zorganizowały ewakuację kilkuset rodzin polskiego pochodzenia z ogarniętych konfliktem zbrojnym obszarów Ukrainy. Jednak jest to raptem kropla w morzu potrzeb. Miejmy nadzieję, iż sytuacja się polepszy wraz z wejściem w życie zmian w ustawie o Karcie Polaka, polegających na przyspieszeniu procedury osiedlania się w Polsce i odzyskania obywatelstwa polskiego. Problem wiąże się również z koniecznością przyspieszenia tempa repatriacji Polaków ze Wschodu. Inicjowany obecnie przez polski rząd nowy projekt ustawy o repatriacji stanowi krok do przodu. Jego założenia są zbliżone do zapisów w obywatelskim projekcie ustawy o repatriacji, z którego inicjatywą uchwalenia jeszcze w 2010 roku wystąpiło szereg  organizacji polonijnych i kresowych, w tym nasza Fundacja. Jednak rządowy projekt przewiduje repatriację tylko około 10 tysięcy osób polskiego pochodzenia, przy tym jedynie z obszarów azjatyckiej części byłych republik radzieckich. Takie zamiary budzą poczucie niesprawiedliwości, gdyż zakrawają na nierówne traktowanie – pozostałych przecież nie z własnej woli na obczyźnie – Polaków. Można rzec, iż projekt jest ułomnym w swych założeniach, a przede wszystkim nie rozwiązuje całego problemu. A tymczasem nawet Białoruś, kraj nieporównywalnie mniejszy, przyjmuje rocznie więcej swoich rodaków, niż Polska. Od 2001 roku do Polski w ramach repatriacji wróciło około 5 tysięcy Polaków ze Wschodu (ale tylko ok. 500 w ramach repatriacji zorganizowanej przez gminy). W 2001 roku przybyło do Polski około 1 tys. osób, od tamtej pory ich liczba spada. W roku 2005 było ich 335, a w 2009 zaledwie 214. W roku 2011, w ramach prowadzonego przez MSW systemu „Rodak”, propozycję przyjazdu do Polski otrzymało tylko 18 rodzin. Z długiej wielotysięcznej kolejki w ramach tzw. Bazy Rodak, rocznie Państwo polskie sprowadza ze Wschodu kilka rodzin, zaś większość wraca na własny koszt. W bazie danych „Rodak” zarejestrowanych jest ponad 2,5 tys. osób oczekujących na powrót do Polski, którym wydano przyrzeczenia wydania wizy repatriacyjnej, ale rocznie gminy wystawiają zaledwie kilkanaście zaproszeń. Takiej sytuacji nie można dłużej akceptować! Warto przyjrzeć się poczynaniom naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy na początku lat 90. rocznie przyjmowali ok. 200 tys. repatriantów ze Wschodu. Do 1995 roku przyjęli ponad milion rodaków z Kazachstanu i Rosji. Wydanie półmilionowego obywatelstwa dla rodziny węgierskiej świętowali niedawno w granicach tzw. Wielkich Węgier. Warto z nich brać przykład, tym bardziej iż wedle szacunków Ministerstwa Spraw Zagranicznych na Wschodzie zamieszkuje prawie 3,5 mln Polaków!

Historia dowodzi, że najbardziej zapalne punkty na mapie świata stanowią nierozstrzygnięte kwestie mniejszości narodowych.  Przemilczenie lub grzech zaniechania powoduje eskalacje napięć pomiędzy grupami społecznymi, a niekiedy doprowadza nawet do otwartych konfliktów. Właśnie o tych sprawach miała miejsce dyskusja, jak również padały wstępne deklaracje podczas Dnia Jedności Kresowian w Sejmie RP 2 października 2015 roku. Poza nawoływaniem do pielęgnowania polskości i tradycji na wygnaniu, powinniśmy dać Polakom ze Wschodu prawo powrotu do ojczyzny, gwarantowane przez państwo wsparcie możliwości powrotu do kraju rodzinnego, prawo wolnego wyboru. To sprawa woli politycznej władz Polski, nie mówiąc już o długu moralnym wobec tych ludzi. I tu nie chodzi o ściąganie Kresowian do Polski na siłę. Z drugiej zaś strony przysługujące Polakom ze Wschodu prawo powrotu do Polski, które będzie ustawowo wspierane i honorowane przez nasze państwo, uświadomi im również tam na obczyźnie, iż są oni pełnoprawnymi Polakami na gruncie prawa polskiego, że stoi za nimi państwo polskie, co z kolei stanowić będzie dla nich silną motywację do pielęgnowania polskości, nawet jeśli zdecydują się pozostać w krajach obecnego miejsca zamieszkania. Pamiętajmy, iż inwestycja w człowieka, tym bardziej w dobie nadciągającego niżu demograficznego w Polsce, jest inwestycją najwyżej rentowną i efektywną. Natomiast społeczeństwo odcinające się od korzeni rodzinnych samo skazuje się na powolne umieranie. Od nas zależy nasza przyszłość. Zadbajmy o nią!

Jako Prezes Fundacji Polonia Union czy współpracuje Pan z organizacjami polskimi na wschodzie, a jeśli tak, to jakimi i jak pan ocenia ową współpracę.

Nasze codzienne działania kierujemy przede wszystkim do niezorganizowanej kategorii osób polskiego pochodzenia, które we własnym zakresie i przy wsparciu organizacji pozarządowych podejmują się przesiedlenia do Polski, a co za tym idzie – przywrócenia praw niesłusznie pozbawionych, w tym odzyskania obywatelstwa polskiego. Równolegle z tym zainicjowaliśmy kilka przedsięwzięć ze współpracy z organizacjami polskimi ze wschodu. Nieocenioną pomoc dla Fundacji stanowiło wsparcie  Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, Związku Polaków na Białorusi, popierające nasze wystąpienie przed Trybunałem Konstytucyjnym RP oraz inicjatywy w zakresie zmian w ustawie o obywatelstwie polskim. Wspólnie z szeregiem organizacji polonijnych i kresowych, w tym Kongresem Polaków w Rosji, wystąpiliśmy i nadal promujemy, projekt utworzenia Muzeum Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Doniosłym wydarzeniem z ostatniego okresu stał się Dzień Jedności Kresowian, zorganizowany w Sejmie RP, w którym udział wzięło wiele organizacji kresowych, wśród nich nasza Fundacja, a także organizacje zrzeszające Polaków na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Jak już wspominałem, podczas spotkania zostało przedyskutowanych dużo palących spraw o tematyce dotyczącej Polonii i Polaków za granicą. Wspólnie z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej poczyniliśmy wstępne kroki ku współpracy i organizacji przedsięwzięć promujących kresową kulturę i sztukę. Rozmowy, niekiedy odmienne poglądy, nie tylko weryfikują kierunki działań, lecz motywują również do dalszej pracy na rzecz pomocy i wsparcia naszych rodaków poza granicami ojczyzny.

Ostatnie pytanie odnosi się do dzisiejszej bardzo ważnej dziedziny życia społecznego, a mianowicie mediów. Jak Pan ocenia pracę i wizerunek mediów polskich na Wschodzie?

Różnie można interpretować pojęcie „polskie media na Wschodzie”. W każdym razie rola mediów polega przede wszystkim na obiektywnym i rzetelnym informowaniu społeczeństwa. Publicystyka, dyskusje, debaty, dialog społeczny są doniosłą formą niesienia wiedzy z zakresu każdej dziedziny życia. Jednocześnie warto zdawać sobie sprawę, iż każde państwo i każda opcja polityczna dąży do wykorzystania mediów w celach promocji własnego programu, bądź marketingu, a także propagandy. Jest to zabieg wszędzie i powszechnie stosowany od lat. Źle się dzieje, gdy wahadło równowagi pomiędzy informacją a propagandą zostaje zachwiane. Przy tym najczęściej, w skutek decyzji władz, wychylone na korzyść propagandy. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy dziennikarze korzystający z faktu swego zatrudnienia w mediach, wykorzystują posiadane przez media publiczne narzędzia. Czy to w skutek własnych radykalnych poglądów, czy w celu przypodobania się ugrupowaniom dzierżącym władzę, dążą do forsowania tych lub innych poglądów z uszczerbkiem dla obiektywizmu. Niestety, w przestrzeni postradzieckiej w większości krajów, zwłaszcza w państwach z reżimem autorytarnym, w mediach publicznych propaganda bezwzględnie dominuje nad rzetelną informacją. Wobec takiego stanu rzeczy, głos nielicznych polskich mediów w krajach wschodnich praktycznie nie jest zauważalny.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: dr Renata Runiewicz-Jasińska

 

Share Button

Czytaj również

Fot. uk.wikipedia.org

Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie

Z Oksaną Jurynets, deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy VIII kadencji, członkiem ukraińskiej Delegacji Parlamentarnej przy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.