czwartek, 13 Sierpień, 2020
pluken
Home / Wywiady / Oleksandr Moroz: Najlepszy dla Ukrainy jest status państwa neutralnego
Fot. Jurij Marienko
Fot. Jurij Marienko

Oleksandr Moroz: Najlepszy dla Ukrainy jest status państwa neutralnego

Share Button
Fot. Jurij Marienko
Fot. Jurij Marienko

Wywiad z Oleksandrem Morozem, jednej z kluczowych postaci ukraińskiej polityki ostatnich lat, nie był zaplanowany przez redakcję Wschodnika. Jednak przypadkowe spotkanie podczas XXV Forum Gospodarczego, które niedawno odbyło się w Krynicy Zdroju, skłoniło naszego korespondenta do zadania wieloletniemu liderowi Partii Socjalistycznej Ukrainy kilku pytań.

O. Moroz podzielił się swoimi przemyśleniami w kwestii „co się dzieje na Ukrainie, co będzie w przyszłości i czego mogą spodziewać się prości Ukraińcy?”.

Panie Oleksandrze, biorąc pod uwagę fakt, że znajdujemy się teraz w Polsce, proszę powiedzieć o wrażeniach jakie wywarł stosunek europejskich kolegów do kryzysu na Ukrainie…

Wielu ludzi w Europie nie docenia bezpieczeństwa, i to widać z występów naszych zagranicznych przyjaciół. UE musi zdać sobie sprawę, że ukraińskie problem dotyczą jej bezpośrednio. Wspólnocie europejskiej trzeba wykazywać więcej inicjatywy, zwoływać narady w sprawach bezpieczeństwa, tworzyć międzynarodowe instytucje do wykonywania dyrektywnych rozwiązań, które by odpowiadały rzeczywistości nowej geopolityki. To już było w 1975 roku w Helsinkach, kiedy przywódcy 35 państw podpisali „Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie”.

Obecnie, misję OBWE można porównać do starej babci, która obserwuje z boku, i na nic nie wpływa. A inaczej, – nie cieszy się autorytetem. Rada Europy i Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy też nie są wystarczająco skuteczne. Cóż, jeśli nawet Rada Bezpieczeństwa ONZ nie może podjąć oczywistych decyzji. Obecny świat jest zglobalizowany i współzależność jest oczywista, dlatego należy wytwarzać nowe możliwości dla zapewnienia normalnego życia.

Obecnie w Europie, skarżą się na duże problemy imigrantami. Zresztą, ja to zagrożenie widziałem jeszcze 15 lat temu. Wtedy, podczas jednej z moich wizyt w Brukseli, nie rekomendowano mi chodzić w pewne kwartały, gdzie mieszkają Arabowie ostrzegając o zagrożeniu dla życia. Zresztą, byłem tam i nie widziałem na ulicach Europejczyków. W Niemczech też są problemy. Na terytorium kraju mieszka około 8 mln Turków. Zapewne Unia Europejska nie spodziewała się, że problem będzie się zagęszczał i narastał. Tak oto teraz, urzędnicy europejscy zastanawiając się, jak rozwiązać problem, jakoś nie zwracają uwagi na przesłanki. Mam pytanie: czy faktycznie był taki palący powód aby ścigać Muammara Kaddafiego, przeprowadzić egzekucję Saddama Husajna? Ja swego czasu byłem w Libii i w Iraku, i spotkałem się z nimi. I chcę powiedzieć, że w tych państwach były rozwiązywane wszystkie problemy społeczne i ludzi to najwyraźniej satysfakcjonowało. Więc dlaczego wartości jednego kraju, przeniosły się w ten sposób na inny? Stany Zjednoczone w ten sposób załatwiły sobie swoje sprawy odnośnie produktów naftowych, zahamowały spadek kursu dolara oraz jego spadek wartości i tak dalej. A dziś, jak mówią, niech Europa sama walczy z imigracją, a oni stoją z boku… Innymi słowy: stworzyliśmy problem, a wy go rozwiązujcie.

A co może Pan powiedzieć o zamiarach Ukrainy wejścia do Sojuszu Północnoatlantyckiego?

Wyobraźmy sobie, że Ukrainę wzięto do NATO, choć jest to nie prosty i bardzo długi proces. Lub nie daj Boże, Rosja okupowała Ukrainę. Wtedy, rozgraniczenie między dwoma krajami, które są w konflikcie będzie iść po jednej nitce, czyli po granicy Ukrainy. Napięcie będzie prowokować do poważnych i globalnych sporów.

Uważam, że status państwa neutralnego jest najlepszy dla naszego kraju, ze swoimi możliwościami obronnymi. Przykładem jest Szwajcaria. Jednak ten status, musi być podparty decyzją ONZ i wszystkie kraje muszą go przyznać. Dla Ukrainy, jak dla kraju tranzytowego, były by z tego kolosalne korzyści. Gdyby Europa wspierała nas w tym kierunku, przynajmniej politycznie, zamknęlibyśmy usta Kremlowi. Moskwa nie miałaby podstaw, by mówić, że chroni swoje interesy od wpływów NATO, jak to było z Krymem. To jest droga do politycznego uregulowania konfliktu na Ukrainie.

Niestety, ukraiński rząd niewiele robi w tym kierunku. Mamy tylko nadzieję i oczekujemy, że „Europa nam pomoże”. Ponadto, w prorządowych korytarzach, mamy tylko nieadekwatne reakcje na sytuację w kraju. Przykładów tego jest sporo. Powiedzmy, na wschodzie wiele funkcji wykonują wolontariusze. Nie mówię, że to źle, ale muszą być granice. Korupcja też nigdzie nie zniknęła. Powiem więcej, przykrywa się ją (korupcja) wojną. Dziś na Ukrainie występuje poważny deficyt zaufania do władzy. Odpowiednio mamy negatywne reakcje na fale mobilizacji i tym podobne.

Dokonywanie oceny wszystkiego co się dzieje, nigdy nie jest proste. Ponadto, ruch w kierunku nadania specjalnego statusu dla obwodu donieckiego i ługańskiego, który zostaje narzucany przez Rosję pod pretekstem reformy konstytucyjnej, doprowadził już do ludzkich ofiar. I nie na wschodzie, na wojnie, a w stolicy, pod murami parlamentu…

Martwi mnie to, że kiedy mówimy o zmianach w Konstytucji, o reformie systemu władzy, to cały czas słyszymy odniesienia do mińskich porozumień. Ukraińska władza mówi: to jest nasza odpowiedź, nasze wypełnianie tych umów. W tym samym czasie, Putinowi taka pozycja nie pasuje, DRL i ŁRL też. W czym przyczyna? Kiedy po raz pierwszy odbyły się negocjacje w Mińsku, 11 punkt zakładał reformę systemu władzy i zmiany w Konstytucji. Od razu zwróciłem się z listem otwartym do prezydenta Poroszenki z propozycją, aby ten fakt wykorzystać. Moje argumenty były następujące: dwa lata temu, w październiku 2013 roku, został opublikowany tekst zmian do Konstytucji w postaci nowej redakcji czynnej Konstytucji. W wyniku dwuletniej pracy zgromadzenia konstytucyjnego, grupa robocza przygotowała ten tekst. Uwzględnia on wszystkie wymagania Majdanu, zapotrzebowanie społeczeństwa w decentralizacji władzy, zwiększenie roli samorządu terytorialnego i likwidację administracji państwowych, jako głównego środowiska korupcji na Ukrainie. Chciałem, aby w drodze referendum, faktycznie w dwa miesiące rozwiązać ten problem. Przede wszystkim rozwiązać problem tego, czego naprawdę potrzebuje społeczeństwo ukraińskie oraz systemu organizacji życia publicznego. Z drugiej strony, gdybyśmy zdjęli ważny problem: nikt z zagranicy by nam więcej nie podpowiadał jak zmienić Konstytucję, w szczególności z Kremla. Propozycja została zignorowana.

Dziś, reforma systemu władzy zastępowana jest ideą decentralizacji w takiej postaci, jak ją rozumieją ci, którzy ją pisali. A jak oni to rozumieją, nie jest jasne, bo z samego tekstu to nie wynika. Dlatego pominięto tam artykuł z listą obwodów i dlatego lokalnym przywódcom trzeba się zastanowić, jak to później będzie. Zaznaczam, sama idea przekazania władzy lokalnie, tylko jest deklarowana w rozmowach, ale w samym tekście żadnych zmian nie ma. Patrzyłem, jak w końcu sierpnia protestowała radykalna partia i niektóre inne siły polityczne. Słusznie robili, że nie głosowali, ale wykorzystywali nie te argumenty. Nacisk kładziony jest na specjalnym statusie, a to pytanie pozostaje otwarte. Myślę, że wokół niego jeszcze sporo będzie dyskusji.

Niebezpieczeństwo wywołuje to, że obecnie zakłada się zwiększenie centralizacji władzy, a konieczność reformy administracyjnej służy do wzmocnienia możliwości tego zwiększenia. Wcześniej mówiłem – taki bieg wydarzeń przewiduje przetrzebienie wiejskich osiedli, likwidacje wsi i prawdę mówiąc, oczyszczenie Ukrainy od Ukraińców. Przy okazji, jeszcze przed pojawieniem się konfliktu donieckiego zauważyłem, że jeśli wzmocni się funkcje samorządu terytorialnego, zmienimy status człowieka na Ukrainie. On nie będzie przedstawicielem ludności – będzie obywatelem! On będzie brał na siebie odpowiedzialność, a życie będzie zależeć od tego, jak będzie głosować. Gdyby przy tym została zmieniona ustawa o wyborach z otwartymi listami, otworzylibyśmy drogę do oddzielenia biznesu od władzy. To jest główny problem dzisiejszej Ukrainy. Biznes to władza, a władza w takich warunkach zadowala biznes możliwościami podwładnych jej instytucji. Ponadto, u nas biznes został zbudowany na elementach gospodarki surowcowej. I właśnie taki jest potrzebny w Europie — surowcowy dodatek. To metal, energia, chemia itp. Krajowy biznes nie jest zainteresowany w rozwoju technologii. Przykładem jest sektor rolnictwa: sprzedajemy zboże, a inne kultury idą do przetwarzania na biopaliwa… Zniszczono hodowlę zwierząt, 11 razy spadło pogłowie bydła. Nie wspomnę o tym, jak niszczona jest ziemia jako wydajna siła. Wraz z tym, równolegle tracona jest reprodukcja wsi. Te problemy wymagają natychmiastowego rozwiązania.

Przy okazji, co słychać dzisiaj u zwolenników socjalistycznej idei? Będą brać udział w wyborach?

Na pewno będziemy. Lewa nisza powinna być zajęta. Inaczej skorzystają z tego różne siły prowokacyjne. Mój długoletni przyjaciel i kolega Wasyl Cuszko stworzył Partię Socjalistów. Przeprowadzili już 4 zjazdy, zorganizowali ponad 600 komitetów terenowych. Jednakże, szanse są niewielkie, partia nie ma ani grosza. Wszystko opiera się wyłącznie na zaangażowaniu działaczy, pracą z ludźmi i wyjaśnieniami.

W każdym bądź razie jestem pewien, idea sprawiedliwości społecznej jest żywa, i Ukraina ma szansę zbudować społecznie sprawiedliwe społeczeństwo, tak jak jest to w Szwecji czy w Holandii.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Andrij Szurin
Foto: Jurij Marienko

Tekst ukazał się na łamach portalu Wschodnik.pl

Share Button

Czytaj również

Fot. uk.wikipedia.org

Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie

Z Oksaną Jurynets, deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy VIII kadencji, członkiem ukraińskiej Delegacji Parlamentarnej przy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.