środa, 25 maj, 2022
pluken
Home / Komentarze i opinie / Bojkot przeciwko wojnie
11910704_876776372357500_1371928872_n

Bojkot przeciwko wojnie

Share Button

11910704_876776372357500_1371928872_n„Rosyjskie zabija” – z takim hasłem pół roku temu na Ukrainie rozpoczął się ekonomiczny bojkot towarów wyprodukowanych w Rosji. Potem były masowe flash moby na ulicach i w supermarketach, akcje pod oddziałami banków i na stacjach paliw. W rezultacie wiele dużych sieci i drobnych sklepów zaczęło oznaczać towary okupanta specjalnym znaczkiem z flagą Rosji, a część sklepów zupełnie zrezygnowała z tych produktów, a straty z powodu spadku sprzedaży rosyjskich towarów na Ukrainie w ciągu ostatniego roku szacowane jest na miliardy hrywien.

W tym miesiącu ukraiński rząd uchwalił drugi pakiet sankcji wobec Rosji i skierował go do rozpatrzenia przez RBNO. Pierwszy pakiet funkcjonuje jeszcze od września 2014 roku. Jak poinformował premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk, tymi dwoma pakietami rząd proponuje zastosować sankcje wobec 1124 osób fizycznych oraz 156 osób prawnych. Jednak według zapewnień ekspertów, o wiele bardziej skuteczne w czasie trwania wojny okazują się być nie pakiety sankcji rządowych a właśnie obywatelski ruch bojkotowy.

Od wroga wewnętrznego do wroga zewnętrznego

Wszystko zaczęło się jeszcze w grudniu 2013 roku podczas Euromajdanu. Grupa aktywnych Lwowian stworzyła na serwisie społecznościowym Facebook stronę ekonomicznego bojkotu. Co prawda wówczas bojkotowano nie rosyjskie towary a firmy, które miały powiązania z nazwiskami deputowanych do Rady Najwyższej będącej wówczas przy władzy Partii Regionów: wielkie sieci supermarketów, aptek, banków, producentów żywności i sprzętu AGD.

Na początku wiosny, po aneksji Krymu i pierwszych zamieszkach na Wschodzie Ukrainy aktywiści przeszli do bojkotu rosyjskich towarów. Rozpoczęli od gromadzenia informacji, które rosyjskie marki sprzedawano w ukraińskich sklepach. Później drukowali ulotki i rozdawali wśród Lwowian. Główne na co był kładziony nacisk to kod kraju producenta. Zachęcano ludzi do uważniejszego przyglądania się produktom: jeżeli kod kreskowy zaczyna się od 46 to oznacza, ze towar został wyprodukowany w Rosji.

„W Europie ekonomiczne bojkoty są bardzo częste. Ale w odróżnieniu od naszego rzadko miały podtekst polityczny. nie były takie długotrwałe albo też nie podlegała pod nie tak duża grupa towarów” – wyjaśnia jeden z liderów bojkotującego ruchu, Oleh Radyk.

Aby zwrócić uwagę na problem aktywiści nie gardzili i radykalnymi metodami oraz akcjami. Lwowianom zapadła w pamięć akcja, kiedy do supermarketu z rosyjskimi towarami wpuszczono kilkadziesiąt szczurów. Nie mniej szumu było wokół flash mobu z wylewaniem rosyjskiej wódki do kanalizacji, czy rozwieszaniem damskich majtek na witrynach rosyjskiego banku.

W lipcu zeszłego roku aktywiście wsparli na poziomie władz miasta: Lwów był jedynym miastem Ukrainy, gdzie sprzedawców zobowiązano do specjalnego oznakowania produkcji. Lwowska rada miasta przyjęła uchwałę o znakowaniu towarów rosyjskiej produkcji, która zobligowała przedsiębiorców do oznaczania towarów wytwarzanych w Federacji Rosyjskiej. Według Oleha Radyka, w kilku miastach, takich jak Połtawa, Kijów czy Iwano-Frankiwsk panuje podobna tendencja, ale nie wszyscy stosują się do tych zaleceń.

„Pomimo zobowiązania, nawet we Lwowie faktycznie oznaczany jest tylko co drugi produkt – mówi Oleh Radyk. Teraz, gdy „Gospodarczy ruch bojkotowy” został zarejestrowany jako organizacja pozarządowa, będziemy składali skargi na sprzedawców do wszystkich instancji i będziemy domagali się nawet pozbawienia licencji. Pozbędziemy się ich, będziemy nękać i tak dalej. Faktycznie minął rok od przyjęcia uchwały i sprzedawcy zaczęli ulegać. Duże sieci pozostawili rosyjskie towary. W większości to produkcja wielkich firm, które mają możliwości płacić łapówki, podkupować sprzedawców itd. Małym producentom trudno jest być konkurencyjnym.

Najłatwiej było z produktami żywnościowymi, najtrudniej z chemią

Według statystyk, obecnie bojkot ekonomiczny rosyjskich towarów popiera ponad 80% Lwowian. Jednak im dalej na wschód Ukrainy tym mniejsza jest ta liczba. W obwodzie ługańskim, według Oleha Radyka, to tylko około 25% populacji.

Zgodnie z tym co mówią uczestnicy ekonomicznego ruchu bojkotowego, najłatwiej było wycofać z półek sklepów rosyjskie produkty spożywcze. W większości zostały zamienione przez analogiczne produkty pochodzenia europejskiego. A to co najtrudniejsze to chemia gospodarcza i środki kosmetyczne. Rosyjskie towary są znacznie tańsze niż zachodnie odpowiednie i przez to o wiele bardziej konkurencyjne.

Jednocześnie, jak twierdzą aktywiści, najtrudniej jest przekonać do wyrzeczenia się rosyjskich towarów przedstawicieli dużych sieci. Choć jak stwierdzają sami sprzedawcy, nie jest to takie straszne jak się wydaje na początku. Według Bohdana Kozaka, prezesa TMC „Lvivholod” do którego wchodzi sieć sklepów „Rukawyczka”, rezygnując z rosyjskich towarów przygotowywali się na ogromne straty, a okazało się, że bez towarów agresora można i pracować i rozwijać się dalej. Dziś „Rukawyczka” jest pierwszą, i na razie jedyną, ukraińską siecią sklepów, która zupełnie zrezygnowała ze sprzedaży rosyjskich produktów.

„To nasze stanowisko obywatelskie” – mówi Bohdan Kozak „Nasi pracownicy przebywają w strefie ATO, nieustannie pomagamy ukraińskim żołnierzom. Jak w takiej sytuacji można sprzedawać rosyjskie towary? Możliwość zupełniej rezygnacji z rosyjskich produktów zaczęliśmy rozpatrywać ponad rok temu. Na początku wydawało się nam, że trudno będzie zrealizować to, co zaplanowaliśmy. Przeprowadziliśmy inwentaryzację całego asortymentu sieci pod względem kodów kreskowych kraju pochodzenia oraz informacji zgodności towarów. A później zaczęliśmy prowadzić negocjacje z dostawcami. Pamiętam, że najwięcej trudności było z chemią gospodarczą. To kolejny raz ujawniło problemy: wiele transnarodowych korporacji wybudowało swoje fabryki w Rosji, a nie na Ukrainie. Ale jednocześnie posiadają swoją produkcję w Polsce, na Słowacji i w Czechach. Zwróciliśmy się do nich, żeby przywozili towar powiedzmy z Polski. Na początku ignorowali nasze wymagania, a potem dostawcy zrozumieli, że nie zrezygnujemy. I jeśli nie znajdziemy zrozumienia z ich strony to mogą stracić rynek zbytu. Oprócz tego odkryliśmy dla siebie wielu ukraińskich producentów. Niczego nie straciliśmy jeśli chodzi o dochody” – komentuje Bohdan Kozak.

Miliardy strat

Straty rosyjskich producentów z powodu zmniejszenia sprzedaży na Ukrainie, według ocen ekspertów stanowią około 1 miliard dolarów. Dyrektor ukraińskiego stowarzyszenia dostawców sieci handlowych, Oleksij Doroszenko powiedział, że będą one nadal rosnąć.

„Zeszłego roku sieci zaczęły prosić producentów o niedostarczanie towarów z rosyjskich fabryk a z polskich i węgierskich. Na przykład w firmie „Ferrero” obecnie nie ma zupełnie na Ukrainie towarów z Federacji Rosyjskiej. Inne firmy zmieniły tylko część produkcji. Ale u nich często pojawiały się problemy z certyfikatami lub z przewiezieniem produktów przez granicę. Nieoficjalnie zaproponowano im zamienić je na europejskie odpowiedniki. Obecnie możemy powiedzieć, że na naszym rynku pozostało nie więcej niż 1-2% rosyjskich produktów spożywczych podczas gdy na początku roku było ich 7-8% . Sankcje objęły również producentów odzieży i obuwia. Wcześniej około 10% rynku odzieży była to odzież z FR. W tym czasie wiele marek odeszło z rynku ukraińskiego, część ograniczyły obecność. Pozostała część nie więcej niż 1-2% . Najwięcej chemii i kosmetyków, ale sądzę, że i w tej sferze kwestia zostanie rozwiązana. Można powiedzieć, że podczas zeszłego roku straty z powodu spadku sprzedaży rosyjskich towarów na Ukrainie stanowiły co najmniej miliard dolarów: mniej więcej połowa to produkty spożywcze, reszta odzież, obuwie itd. Ale w tym roku będą większe, ponieważ włączyliśmy do statystyk międzynarodowe firmy, które przestały importować produkty z Rosji” – powiedział Oleksij Doroszenko.

Podczas gdy na ogólnoukraińskim poziomie liczone są miliardy strat, na poziomie miast aktywiści mówią, że to nie jest wystarczające. Ponieważ często, aby sprzedać produkty okupanta, ucieka się do sztuczek. Na przykład producenci piszą kraj produkcji małymi literami, tak że trudno jest odczytać. Inna popularna metoda – największymi zniżkami są obejmowane towary właśnie pochodzenia rosyjskiego.

„Dziś nie widzimy celowości przekonywać kogoś do konieczności bojkotu. Wszystko i tak jest jasne. Obecnie będziemy raczej przechodzić do akcji i ujawniać, które firmy są rosyjskie. Ludzie nie zawsze to wiedzą. Na przykład niedawno Polskę opuściła sieć Centro. To chińskie buty, na których zarabiają Rosjanie. W najbliższych akcjach będziemy o tym mówić. Pod bojkot wejdą również ukraińskie firmy, którzy mają rosyjskich właścicieli. Chodzi przede wszystkim o wodę mineralną „Morszynska”. Są także plany bojkotowania rosyjskich artystów, którzy występują w naszych klubach” – mówi Oleh Radyk. Przy czym na pytanie, czy nie zmęczył się jeszcze bojkotowaniem żartem odpowiada: „Dobrze że nie walczymy z Chinami, bo zrezygnować z ich towarów byłoby naprawdę trudno”.

Foto: Facebook „Ekonomiczny ruch bojkotowy”

Myroslawa Iwanyk

Share Button

Czytaj również

Apel Serhija Wołyńskiego / fot. https://www.youtube.com/watch?v=yNpR29Seag8

Uratujcie Azowstal! Uratujcie Mariupol!

Dzisiaj jest piątek 13 maja, trwa 79. dzień wojny. Zapewne czytasz ten tekst z laptopa …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.