poniedziałek, 28 Wrzesień, 2020
pluken
Home / Wywiady / Światosław Szeremeta: dzisiejsza młodzież stanie się tym pokoleniem, dla którego konflikt polsko-ukraiński pozostanie wydarzeniem historycznym
szeremeta

Światosław Szeremeta: dzisiejsza młodzież stanie się tym pokoleniem, dla którego konflikt polsko-ukraiński pozostanie wydarzeniem historycznym

Share Button

szeremetaDeputowany lwowskiej rady obwodowej, zastępca szefa komisji ds. eurointegracji, współpracy transgranicznej i ds. kontaktów z Ukraińcami za granicą, sekretarz komisji ds. uwiecznienia pamięci o uczestnikach operacji antyterrorystycznej, ofiar wojen i politycznych represji przy Gabinecie Ministrów Ukrainy Światosław Szeremeta opowiada o trudnym procesie historycznego porozumienia pomiędzy narodem polskim i ukraińskim.

Relacje Polski i Ukrainy, jak większość stosunków krajów sąsiednich, mają swoje drażliwe kwestie historyczne. Czy dzisiaj, w XXI wieku jest potrzeba starań na szczeblu państwowym, aby szukać jakiejś „wspólnej prawdy” o historii?

Bezwzględnie, jest taka potrzeba wspólnej pracy pomiędzy oboma krajami. Tym bardziej pomiędzy krajami, które mają tak długą wspólną historię, gdzie nie brakuje momentów pozytywnych. Inna sprawa, ze wątpię, czy jest możliwe wspólne patrzenie na całą historię. Tak jak w wielu innych wypadkach, pomiędzy sąsiednimi państwami zawsze miały miejsce konflikty, na które każda ze stron miała własny punkt widzenia i mówić o wspólnej wizji jest w tym momencie trudno. Także teraz pomiędzy Polską i Ukrainą są kwestie sporne dotyczące wspólnej przeszłości. Chcę podkreślić, że w XXI wieku doszliśmy do etapu, w którym mamy odwagę mówić o trudnych momentach w naszej historii. Podstawą dla tego musi być wola do słuchania argumentów drugiej strony. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że po stronie polskiej jak i po ukraińskiej taka wola jest.

Czy widać dążenie obu krajów do kompromisu dotyczącego drażliwych kwestii historycznych?

I w Ukrainie i w Polsce są instytucje, jakie zajmują się kwestiami pamięci historycznej. W Polsce – to Rada Ochrony Pamięci i Męczeństwa i Instytut Pamięci Narodowej. Ze strony ukraińskiej to Państwowa Komisja ds. uczczenia pamięci uczestników operacji antyterrorystycznej, ofiar wojen i represji politycznych, a także ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Żeby scharakteryzować stan współpracy naszych instytucji można podać taki przykład: tylko w ubiegłym 2014 roku miały miejsce dwie wizyty ze strony ukraińskiej w polskim IPN, m.in. w archiwum Instytutu, podczas których ukraińscy badacze mieli możliwość zapoznać się z doświadczeniami polskich kolegów w zakresie odtajnienia archiwów służb specjalnych.

Obejmował Pan posadę sekretarza komisji po raz pierwszy w 2008 roku. Od tego czasu w naszym kraju dwukrotnie zmienili się prezydenci. Czy zmieniło się coś w relacji państwa do tej problematyki?

W czasie prezydentury Wiktora Juszczenko te problemy przyciągały szczególną uwagę władz, tak samo jak opieka nad całością ukraińskiego dziedzictwa kulturowego, także na terytorium Polski. Także my mamy tam wiele miejsc pochówku, związanych z ukraińską kulturą, historią. Podczas prezydentury Janukowycza takiej uwagi po prostu nie było. Można powiedzieć, że w tym czasie – od 2010 do 2014 roku te procesy szły naprzód tylko siłą entuzjazmu i profesjonalizmu fachowców, którzy pracowali w poszczególnych instytucjach, w tym m.in. MSZ. Dzisiaj jestem przekonany, że tej problematyce ponownie będzie przywiązywane więcej uwagi. Prezydent Poroszenko przez pewien czas był ministrem spraw zagranicznych, więc dobrze zna te kwestie. Zresztą jeszcze jako deputowany wspierał poszukiwania szczątków króla Daniły Halickiego w okolicach Chełma w Polsce.

Jak to jest z nastawieniem instytucji państwowych mniej więcej wiadomo. Ale jeśli mowa o innych czynnikach politycznych – jaki jest ich stosunek do waszej pracy?

Tu mogę podać konkretne przykłady. Oczywiste jest, że mamy we wspólnej historii trudne momenty. Dotyczy to zwłaszcza tragicznych wydarzeń lat 30. i 40. XX wieku, polsko-ukraińskiego konfliktu zarówno na obszarze Zakerzonia jak i na Wołyniu. Podczas walk pomiędzy Armią Krajową a Ukraińska Powstańczą Armią ginęli także cywile. Wiadomo że trudno tu o wspólny pogląd, ale widzę z każdym rokiem, że zarówno społeczeństwo jak i władze „dojrzewają” do tego, by rozumień ukraiński punkt widzenia. Rozumiemy, że żołnierze UPA nigdy nie będą bohaterami dla Polaków, tak samo, jak Armia Krajowa nie będzie heroiczną dla Ukraińców. Ale my rozumiemy prawo polskiej strony do szanowania swoich bohaterów i tak samo chcielibyśmy, aby polska strona rozumiała, że mamy prawo do uszanowania swoich bohaterów. Są z tym jednak czasem problemy: zdarzają się incydenty, podczas których dewastowane są ukraińskie pomniki na terytorium Polski. Mamy poważne podejrzenia, że działania te nie są realizowane bez wpływu jakiegoś zewnętrznego czynnika. Choćby przedostatni incydent – kiedy znana polska organizacja prawicowa „Falanga” zdewastowała ukraiński pomnik napisami „katom Wołynia i Donbasu” – wiadomo, że lider tej organizacji na swoich stronach w mediach społecznościowych zamieszcza fotografie z liderami prorosyjskich ugrupowań separatystycznych.

Jednak jeszcze bardziej znamiennym był ostatni wypadek we wsi Gruszowice, gdzie znajduje się mogiła 12 żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Pod koniec zeszłego roku miał miejsce kolejny akt wandalizmu, kiedy kolejny raz zostały zdewastowane pomniki. Nieoficjalnie wiadomo, że udało się zanotować numery rejestracyjne samochodu, jakim przyjechały osoby odpowiedzialne za te działania. Dowiedzieliśmy się, że ten samochód został wynajęty w Warszawie i co najciekawsze – osoby, które go wynajęły między sobą rozmawiały po rosyjsku. Dlatego podejrzewamy, że wiele takich incydentów mogło zostać celowo zaplanowanych przez kogoś trzeciego. Myślę, że podobnie jak miało to miejsce na Ukrainie, także i w Polsce takie konflikty nie mają miejsca bez udziału prowokatorów.

Mimo tego, oficjalne organy obu krajów aktywnie pracują na rzecz porozumienia. Natomiast cały czas trwają działania „trzeciej strony”, których celem jest destabilizacja i zrujnowanie wysiłków na rzecz kompromisu. Nie można przy tym również lekceważyć działalności pewnych sił politycznych w Polsce i na Ukrainie, które prowadzą destrukcyjne działania. Dopóki do tych kwestii nie miesza się polityki, nie ma problemu. Przykładem może być tutaj sytuacja, jaka miała miejsce przed wyborami do Parlamentu Europejskiego: deputowany partii Prawo i Sprawiedliwość Tomasz Poręba zwrócił się do Rady Pamięci Walk i Męczeństwa z wnioskiem o demontaż wspomnianego pomnika. Na spotkaniu z naszymi polskimi kolegami przedstawiliśmy dokumenty wskazujące, że znajduje się tam nie tylko pomnik, ale także grób. Sprawa przycichła, ale nie można wykluczyć, że przed kolejnymi wyborami znów powróci, wywołana przez te czy inne siły polityczne.

Tak czy inaczej udaje się jednak znaleźć porozumienie ze stroną polską?

W większości wypadków tak. Strona polska ma swoje stanowisko, wynikające także z postanowień parlamentu. Często ostro dyskutujemy, czasem – nawet po takich dyskusjach każdy pozostaje przy swoim zdaniu. Jednak zazwyczaj udaje się wypracować kompromis.

Czy do podobnych przypadków wandalizmu na tle historycznym dochodzi też na Ukrainie?

Nie pamiętam, aby miało to miejsce  w ostatnim czasie. Kiedyś i u nas toczyły się ostre debaty dotyczące miejsc pochówku, zwłaszcza na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Tak czy inaczej jednak udało się znaleźć rozwiązanie. Można wspomnieć także wypadek w Łucku, gdy polski prezydent został zaatakowany jajkiem. Jak się później okazało za tą sytuację odpowiadał mieszkaniec Zaporoża, członek prorosyjskiej organizacji. W każdym razie Ukraińcy doskonale rozumieją i doceniają wsparcie ze strony Polski, dlatego odnoszą się dość tolerancyjnie do różnych wypowiedzi pojedynczych osób czy polityków dotyczących kwestii historycznych.

W mediach pojawiły się informacje o finansowaniu przez Rosję niektórych radykalnych partii i polityków w Europie, aby wpływać na sytuację polityczną w tych krajach, w tym także wobec kwestii ukraińskiej. Czy spotkał się Pan z efektami takich działań?

Pamiętam całą serię wydarzeń, jaka miała miejsce dwa lata temu w związku z rocznicą zbrodni wołyńskiej. Również wtedy miały miejsce wystąpienia radykalnych polityków z Polski i demonstracje. Rekonstrukcja, jaka miała miejsce pod Radymnem była niezrozumiała z historycznego punktu widzenia – i nie można wykluczyć, że była ona inspirowana z zewnątrz, jako że już wówczas istniał plan izolacji i doprowadzenia do rozpadu Ukrainy. Wcześniej, podczas obchodów 60 czy 65 rocznicy do takich sytuacji nie dochodziło. Wydaje się, że ktoś był bardzo zainteresowany aby doprowadzić do odnowienia konfliktu pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Także ze strony ukraińskiej brali w tym udział deputowani do Rady Najwyższej z ramienia Partii Regionów oraz Komunistycznej Partii Ukrainy. Rozumiem, że wielu Polaków może mieć swój punkt widzenia, ale w tym wypadku sztuczność organizowania takich wydarzeń jest aż nadto widoczna.

Ponadto, wydaje mi się, że w odniesieniu do kwestii zbrodni wołyńskiej, a zwłaszcza do ofiar, sytuacja jest dotąd przedstawiana jednostronnie. Jest bardzo mało dostępnych informacji na temat ukraińskich ofiar tych wydarzeń, a akcenty są położone jedynie na straty po polskiej stronie, często zresztą wyolbrzymione pod względem ilości. Do dzisiaj nie udało się zresztą ostatecznie ustalić liczby zabitych zarówno po stronie polskiej jak i ukraińskiej. Aby było to możliwe konieczna jest wielka raca historyków i pracowników archiwów. Bardzo mało mówi się także o ukraińskich ofiarach na Zakerzoniu, a jeśli już – to pojawiają się stwierdzenia, że były to akcje odwetowe za zbrodnie na Wołyniu.

Według mnie każda ofiara, niezależnie od narodowości  jest w pierwszej kolejności ofiarą. I każda zbrodnia przeciwko ludzkości powinna być tak traktowana. Dlatego jeśli mówimy o ukraińskich ofiarach na Zakerzoniu, trzeba pamiętać, że to także przede wszystkim ofiary i twierdzenie że były to „akcje odwetowe” nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Właśnie dlatego dzisiaj jest do wykonania wielka praca w postaci wyjaśnienia tych spornych kwestii zarówno na Ukrainie jak i w Polsce. Należy te działania prowadzić także wśród dziennikarzy, którzy zajmują się tą problematyką.

Są jednak także sukcesy – największym według mnie w ramach budowania porozumienia pomiędzy narodami są organizowane wspólne obozy dla młodzieży z obu krajów, podczas których są prowadzone badania czy akcje porządkowania obiektów historycznych na terytorium obu krajów, konferencje, spotkania, festiwale. Rozumiem, że droga do porozumienia będzie długa, ale takie działania przyniosą efekty.

Jakie Pana zdaniem są największe osiągnięcia w procesie poszukiwania porozumienia i kompromisu wokół kwestii historycznych?

To wydarzenia, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich 10 lat, jak np. odsłonięcie przez prezydentów Polski i Ukrainy: Wiktora Juszczenko i Lecha Kaczyńskiego pomnika dla uczczenia 366 Ukraińców zabitych w Pawłokomie, a także wspólne uroczystości w Hucie Pieniackiej, otwarcie cmentarza polskich żołnierzy we Lwowie, a także odnowienie cmentarza żołnierzy armii Ukraińskiej Republiki Ludowej i Ukraińskiej Armii Halickiej w Łańcucie. Po drugie – porozumienie udało się zbudować także wokół otwarcia cmentarza w Bykowni, a także w Polsce w przypadku cmentarza wojskowego w Pikuliczach, choć te procesy jeszcze trwają. Warto pamiętać także o aktach porozumienia jeszcze czasów Kuczmy i Kwaśniewskiego – jak np. w maju 1997 roku, kiedy podpisali oni wspólny apel w sprawie „Porozumienia i pojednania”, a w lipcu 2003 roku – „Apel o przebaczenie w 60 rocznicę tragicznych wydarzeń na Wołyniu”. Najważniejsze jest jednak to, że młodzi Polacy i Ukraińcy razem patrzą na wspólną europejska przyszłość, organizują wspólne wydarzenia, seminaria czy konferencje.

Jakie są plany w tym obszarze na najbliższy czas?

W najbliższym czasie chcemy zrealizować kilka wspólnych projektów, w tym roku – otworzyć cmentarz żołnierzy polskich, którzy zginęli pod Lwowem w 1939 roku. Ma on powstać w wiosce Malechiw pod Lwowem. Według danych z archiwów jest tam pochowanych około półtora tysiąca żołnierzy. Mamy nadzieję także na odsłonięcie pomnika zabitych w Sahryniu, który czeka na otwarcie przez prezydentów obu krajów już przez pięć lat. Na realizację czeka także drugi etap odnowienia cmentarza w Łańcucie. Chcemy zorganizować także szereg wydarzeń dla młodzieży z Polski i Ukrainy. Myślę, że właśnie ta młodzież stanie się tym pokoleniem, dla którego konflikty i nieporozumienia dwóch bratnich narodów staną się tylko wspomnieniem z przeszłości.

Dziękuję za rozmowę.

Wiktor Biszczuk

 

 

 

 

Share Button

Czytaj również

Fot. uk.wikipedia.org

Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie

Z Oksaną Jurynets, deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy VIII kadencji, członkiem ukraińskiej Delegacji Parlamentarnej przy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.