niedziela, 5 Lipiec, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Krymska ruletka
zolnierze_ua

Krymska ruletka

Share Button

Przysłowiowe „kubły pomyj” wylewane na głowy ukraińskich żołnierzy w związku z dotychczasowym przebiegiem kryzysu na Krymie świadczą o braku zrozumienia skomplikowanego charakteru tego konfliktu.

Jak wiadomo, Półwysep Krymski ma status Republiki Autonomicznej w ramach Ukrainy, posiada własny rząd, parlament oraz inne organy władzy, które posiadają co prawda określoną autonomię, jednak ich decyzje muszą być zatwierdzane przez władze w Kijowie. Na terytorium Półwyspu Krymskiego, na mocy porozumień zawartych pomiędzy Ukrainą a Rosją – w tym zwłaszcza umowy z 1997 roku dotyczącej stacjonowania tam Floty Czarnomorskiej – mają prawo stacjonować rosyjscy żołnierze i marynarze. Faktycznie, znaczna część kwestii dotyczących tego problemu, w tym przede wszystkim kwestii przemieszczania się oddziałów rosyjskich po terytorium Półwyspu czy korzystania z elementów infrastruktury brzegowej (np. przyrządów nawigacyjnych) nie została nigdy uregulowana, co tylko częściowo było winą poprzednich rządów Ukrainy. O postawie Rosji wobec strony ukraińskiej najlepiej świadczyć może fakt udziału rosyjskich okrętów Floty Czarnomorskiej w wojnie z Gruzją w 2008 roku – pomimo sprzeciwu rządu w Kijowie w sprawie korzystania w tym celu z portów znajdujących się na terytorium Ukrainy.

Opisany wyżej problem ma kluczowe znaczenie w kwestii oceny problemu bardzo ograniczonej reakcji strony ukraińskiej na działania Rosji na Krymie w ciągu ostatniego miesiąca, w tym zwłaszcza na fakty blokowania i późniejszego zajmowania siłą ukraińskich jednostek wojskowych oraz okrętów pod ukraińską banderą. W omawianej sytuacji, gdyby doszło do wymiany ognia, strona rosyjska mogłaby bez trudu wskazać na naruszenie przez Ukrainę postanowień umowy z 1997 roku i obwinić Kijów o użycie siły wobec rosyjskich żołnierzy stacjonujących zgodnie z prawem na terytorium Ukrainy. Co prawda znaczna część rosyjskich wojskowych nie nosiła żadnych znaków wskazujących na przynależność państwową, jednak nie trzeba było wysokiej inteligencji by stwierdzić do jakiej armii należą – nie mówiąc o tym, że Rosjanie „zapomnieli” zdjąć znaki rozpoznawcze ze śmigłowców, wozów opancerzonych i innego wykorzystywanego sprzętu. Sytuacja była więc mocno dwuznaczna i już ten fakt uzasadnia powściągliwą – i słuszną w opisanych warunkach postawę Kijowa.

To samo dotyczy kwestii działalności oddziałów tzw. „samoobrony Krymu”. W ich skład zapewne weszła pewna grupa lokalnych mieszkańców o prorosyjskich poglądach, faktycznie jednak nadal znaczny odsetek nadal stanowili żołnierze rosyjscy. Problem reakcji na działania podobnych formacji o charakterze paramilitarnym jest analogiczny do opisanego wyżej – jakiekolwiek zdecydowane działania i ofiary wśród członków „samoobrony” stanowiłyby idealny pretekst do podjęcia o wiele bardziej aktywnych działań zbrojnych przez stronę rosyjską.

W opisanych okolicznościach ukraińscy żołnierze mieli mocno ograniczone możliwości działania, sprowadzające się rzeczywiście do prób jak najdłuższego utrzymania kontroli nad jednostkami wojskowymi czy okrętami w bazach Marynarki Wojennej. Wbrew pozorom, co podkreśla wielu ukraińskich ekspertów, czas miał tu znaczenie kluczowe. Rosja nie mogłaby rozpocząć jakiejkolwiek większej operacji wojskowej przeciwko Ukrainie bez uregulowanej sytuacji militarnej na Krymie. Trwający prawie trzy tygodnie opór ukraińskich jednostek na Półwyspie pozwolił zyskać czas potrzebny na zmianę dyslokacji i podniesienie poziomu gotowości bojowej ukraińskiej armii na „kontynentalnej” Ukrainie. W momencie, gdy poddawały się ostatnie ukraińskie garnizony na Krymie, wschodnia granica była już dawno przygotowana na ewentualne próby rosyjskiej ingerencji. Sytuacja we wschodnich obwodach Ukrainy, pomimo twierdzeń, że są one „prorosyjskie” jest daleko bardziej skomplikowana niż w wypadku Półwyspu Krymskiego i jeśli Rosja będzie dążyć do powtórzenia tam scenariusza z Krymu, musi liczyć się z oporem i o wiele poważniejszymi konsekwencjami swoich działań.

Symbolem oporu ukraińskiej armii przeciwko rosyjskiej agresji stał się pułkownik Jurij Mamczur, dowódca bazy lotniczej w Belbek koło Sewastopola, który w pierwszych dniach marca, na czele swoich żołnierzy przyszedł do bazy z żądaniem odblokowania jednostki zajętej wcześniej przez armię rosyjską. Baza w Belbek była jedną z najdłużej stawiających opór wojskom rosyjskim, a sam pułkownik Mamczur był przez kilka dni więziony w Sewastopolu przez armię rosyjską. Przypadków podobnych postaw nie brak było także w innych jednostkach ukraińskiej armii – warto wspomnieć choćby o postawie załogi trałowca „Czerkasy”, który kilkukrotnie próbował opuścić zablokowaną zatopionymi okrętami bazę marynarki na jeziorze Donuzlaw czy o fakcie wyjścia z Krymu kompanii żołnierzy 25 Brygady Wojsk Powietrznodesantowych z Dniepropietrowska, którzy zapowiedzieli blokującym ich Rosjanom, że w razie nieprzepuszczenia ich na Ukrainę z bronią i sprzętem – będą przebijać się siłą, walcząc do ostatniego naboju. Jak się okazało, Rosjanie nie mieli ochoty tego sprawdzać. Równie pozytywnie ocenić trzeba inicjatywę, jaką wykazali funkcjonariusze Służby Granicznej Ukrainy, wyprowadzając z baz na Krymie wszystkie swoje okręty. Podobne wyliczenia można by kontynuować jeszcze długo, a są one o tyle ważne, że wskazują na wysoki poziom morale ukraińskich żołnierzy, co nie jest bez znaczenia w kontekście utrzymującego się nacisku ze strony Rosji.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.