czwartek, 13 Sierpień, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Ukraina: kryzysu ciąg dalszy

Ukraina: kryzysu ciąg dalszy

Share Button

W miarę jak sytuacja na Ukrainie ulega zaostrzeniu, poszukiwanie kompromisu staje się coraz trudniejsze. Z kolei bierność Unii Europejskiej wobec kryzysu politycznego na Ukrainie po raz kolejny potwierdza unijną niemoc i brak zdolności do podejmowania skutecznych działań na forum międzynarodowym.

Obecne zaostrzenie sytuacji politycznej na Ukrainie i radykalizacja nastrojów części protestujących jest spowodowana błędami popełnionymi zarówno przez przedstawicieli władz jak i opozycji. Z jednej strony władze niemal całkowicie zlekceważyły odbywające się w Kijowie i innych miastach kraju protesty, jakby udając, że nic się nie dzieje i licząc na to, że po jakimś czasie ludzie po prostu rozejdą się do domów. Z drugiej strony przedstawiciele ukraińskiej opozycji, obok żądania podpisania umowy stowarzyszeniowej wysunęli postulaty trudne do zrealizowania, w tym m.in. ustąpienia rządu, prezydenta i rozpisania nowych wyborów parlamentarnych. Brak jakichkolwiek postępów w realizacji tych żądań przy jednoczesnym braku reakcji ze strony władz siłą rzeczy musiał spowodować rosnące zniecierpliwienie i radykalizację nastrojów, przede wszystkim na samym Euromajdanie w Kijowie. Swoistą kroplą, która przelała czarę goryczy było przyjęcie pakietu ustaw 16 stycznia 2014r., które po wejściu w życie miały w znaczący sposób utrudnić dalsze prowadzenie protestu.

Efektem tego stały się starcia grupy radykalnie nastawionych protestujących (występujących jako „Prawy sektor”) z siłami porządkowymi na ul. Hruszewskiego w centrum Kijowa, w wyniku których kilka osób poniosło śmierć. Zarówno władze, jak i opozycja znalazły się faktycznie w patowej sytuacji. Możliwości siłowego zakończenia protestów poprzez interwencję sił porządkowych są bardzo mocno ograniczone, spowodowałyby bowiem najprawdopodobniej znaczną liczbę ofiar, co miałoby trudne do przewidzenia konsekwencje zarówno dla sytuacji wewnętrznej na Ukrainie jak i dla relacji z krajami zachodnimi. Z tych samych powodów mało realnym jest także wprowadzenie stanu wyjątkowego na Ukrainie. Z kolei liderzy opozycji parlamentarnej, nie mając możliwości odcięcia się od grup radykalnych, byli zmuszeni do podjęcia próby opanowania nastrojów i wzięcia ich pod kontrolę. Taki krok niesie ze sobą znaczne ryzyko wynikające z faktu, że część osób zgromadzonych na Majdanie nie ma zamiaru ich słuchać, co powoduje że nadal istnieje znaczne ryzyko niekontrolowanego przebiegu protestów. Dymisja rządu premiera Mykoły Azarowa oraz odwołanie ustaw przyjętych 16 stycznia br. tylko w niewielkim stopniu doprowadziła do spadku napięcia.

Pozytywnie należy ocenić fakt, iż udało się zahamować eskalację użycia siły podczas protestów w Kijowie, a w efekcie rozmów pomiędzy przedstawicielami władz i opozycji udało się doprowadzić do częściowego chociaż uregulowania spornych kwestii. Jest to bezsporny dowód na to, że rozmowy są możliwe i mogą prowadzić do konstruktywnych rezultatów przy odrobinie dobrej woli z obu stron. Tym, czego zabrakło jest udział przedstawicieli organizacji społecznych działających w ramach Euromajdanu – jako że znaczna część protestujących deklaruje, że nie bierze udziału w demonstracjach na wezwanie partii politycznych, ich udział powinien być odpowiednio odnotowany.
Rozwiązaniem obecnego kryzysu mogłoby być rzecz jasna ogłoszenie wcześniejszych wyborów parlamentarnych i (zwłaszcza) prezydenckich (te ostatnie i tak mają odbyć się zgodnie z planem na początku 2015 roku). Wydaje się, że takie rozwiązanie byłoby do zaakceptowania dla obu stron konfliktu, tym bardziej, że sondaże nie wskazują jednoznacznie na zwycięstwo ani obecnego prezydenta ani któregoś z liderów opozycji. Według części komentatorów na Ukrainie, scenariusz taki nie jest wykluczony.

„Sankcyjne marzenie”

Niestety, pomimo tego, że kryzys polityczny na Ukrainie trwa już ponad dwa miesiące, Unia Europejska jak dotąd nie zdobyła się na żadną konkretną reakcję na te wydarzenia, jeśli nie liczyć kolejnych oświadczeń i wyrażania swojego „zaniepokojenia” lub „zatroskania” tym, co dzieje się na Ukrainie.

Sądząc po zachowaniu znacznej części unijnych polityków podczas Forum w Davos, wydaje się, że ich marzeniem byłoby zastosowanie sankcji wobec Ukrainy – jednak nie po to, aby w jakikolwiek sposób pomóc w rozwiązaniu kryzysu politycznego, ale po to, aby móc z pozornie spokojnym sumieniem „umyć ręce” i nie musieć zajmować się dalej tym problemem. W tym wypadku sankcje byłyby wygodną wymówką dla usprawiedliwienia unijnej niemocy i niekompetencji.
W obecnej sytuacji o wiele właściwsze podejście do sprawy prezentuje polska dyplomacja stwierdzając, że sankcje byłyby instrumentem ostatecznym, a potencjalna groźba ich wprowadzenia, wykorzystywana w odpowiednich momentach, może mieć o wiele lepsze skutki niż faktyczne zastosowanie. Nałożenie sankcji na ukraińskie władze mogłoby spowodować izolację Ukrainy, a tym samym konieczność dokonania zdecydowanego zwrotu w kierunku Rosji. Poza tym, zawsze warto zostawiać możliwość prowadzenia rozmów z obiema stronami konfliktu politycznego, co pozwala wystąpić w roli mediatora jeśli zachodzi taka potrzeba. Na koniec trzeba pamiętać, że poza sankcjami, Unia Europejska nie posiada żadnych innych metod wywierania nacisku na kraje trzecie. O tym, na ile skuteczny jest to instrument w wydaniu unijnym widać najlepiej na przykładzie Białorusi.

Właściwym krokiem była także seria rozmów, jakie przeprowadził premier Donald Tusk z przywódcami krajów Unii Europejskiej, w tym m.in. z liderami krajów Grupy Wyszehradzkiej, szefami Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, prezydentem Francji, kanclerz Niemiec i premierem Wielkiej Brytanii na temat aktualnej sytuacji na Ukrainie. Takie spotkania sprzyjają wypracowywaniu wspólnych stanowisk, choć rzecz jasna najlepiej byłoby, aby ich efektem były konkretne ustalenia co do konkretnego wsparcia lub zaangażowania Unii Europejskiej w uregulowanie sytuacji na Ukrainie. Nie można zapominać, że chociaż umowa stowarzyszeniowa cały czas „leży na stole”, to Ukraina nadal znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, a kredytowanie ze strony Rosji może stanąć pod znakiem zapytania jeśli do władzy doszłaby opozycja. Co prawda prezydent Władimir Putin po szczycie UE-Rosja zaprzeczył jakoby decyzja o przyznaniu Ukrainie kredytu w wysokości 15 mld dolarów miała zostać cofnięta, pojawiły się jednak informacje o utrudnieniach przy wwozie ukraińskich towarów do Rosji.

Być może warto byłoby rozważyć trójstronną formułę rozmów pomiędzy Ukrainą, UE i Rosją, biorąc pod uwagę, że obawy Moskwy dotyczą m.in. zabezpieczenia jej interesów gospodarczych po podpisaniu przez Kijów porozumienia o wolnym handlu z UE. Rozmowy takie musiałyby jednak przebiegać przy zastrzeżeniu, że wszelkie decyzje będą zapadać Z UDZIAŁEM strony ukraińskiej, a nie „ponad głowami” Ukraińców. Otwartym jest pytanie, czy przeprowadzenie jakichkolwiek konsultacji z takim zastrzeżeniem jest w ogóle możliwe.

Euromajdan a sprawa polska

W Polsce nietrudno znaleźć przykłady solidarności z protestującymi na Ukrainie: Polacy, podobnie jak mieszkający tutaj Ukraińcy uczestniczą w organizowanych w polskich miastach „Euromajdanach”, prowadzone są zbiórki leków i odzieży dla protestujących. Niestety, oprócz tego aktywne są także środowiska, działające na rzecz skonfliktowania Polaków i Ukraińców. Retorycznym pozostaje pytanie, w czyim interesie są takie działania. Stąd też po raz nie wiadomo już który tematem numer jeden w mediach staje się sprawa zbrodni na Wołyniu (która do samego Euromajdanu ma się delikatnie mówiąc, nijak) oraz mnożą się materiały o rzekomym zagrożeniu ze strony bliżej nieokreślonych „banderowców”, aż do informowania o zagrożeniu kolejnym rozbiorem Polski włącznie. Chciałoby się mieć nadzieję, że są to już granice absurdu, ale wydaje się, że byłyby to nadzieje płonne. Niestety, informacje podawane przez media o wątpliwej reputacji są następnie kolportowane przez kolejne wydania, co sprawia że medialne legendy zaczynają żyć własnym życiem i zgodnie z maksymą pewnego znanego technologa z pograniczy polityki i mediów Josepha Goebbelsa, który stwierdził, że „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się w końcu prawdą”. Smutne, że akurat niektóre polskie media wykorzystują instrumenty z warsztatu III Rzeszy.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.