czwartek, 13 Sierpień, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Międzynarodowa Szopka Noworoczna

Międzynarodowa Szopka Noworoczna

Share Button

Koniec 2013 roku upłynął pod znakiem swoistej szopki, w jaką „bawią się” czołowi politycy krajów zachodnich. Wydaje się, że zajmuje im to tak wiele czasu, że na prowadzenie skutecznej polityki wobec Wschodu czasu już nie starcza.

Miniony właśnie rok, a zwłaszcza jego ostatnie miesiące – to pasmo porażek Unii Europejskiej w relacjach z krajami Partnerstwa Wschodniego, których nie są w stanie zamaskować nieliczne i mało przekonywujące sukcesy.

Porażki UE, sukcesy Putina

Na plan pierwszy wysuwa się rzecz jasna Ukraina i fiasko podpisania umowy stowarzyszeniowej i o strefie wolnego handlu pomiędzy Kijowem a Brukselą. Po raz kolejny trzeba dobitnie powtórzyć to, o czym była mowa wielokrotnie wcześniej: Unia Europejska w sprawie Ukrainy nie była w stanie zdobyć się na jakąkolwiek faktyczną reakcję na trwające co najmniej od połowy roku naciski gospodarcze ze strony Rosji w stosunku do Ukrainy. W pogłoski o rzekomej ofercie Unii Europejskiej w postaci obietnicy 20 miliardów euro kredytu dla Ukrainy, jakie pojawiły się prawie miesiąc po szczycie w Wilnie chyba mało kto uwierzył – była to jedynie nieudolna i nieudana próba odwrócenia uwagi od porażki unijnej polityki wobec Ukrainy. W efekcie, postawiony przed widmem wojny handlowej z Moskwą i faktycznego bankructwa państwa prezydent Wiktor Janukowycz, wobec braku jakiejkolwiek sensownej oferty pomocy ze strony Brukseli, był zmuszony do rezygnacji z zawarcia negocjowanej od dłuższego czasu umowy z UE i podjęcia rozmów z Rosją, co zaowocowało podpisaniem porozumień o kredycie i zniżce cen gazu w dniu 17 grudnia 2013 roku w Moskwie.

Jeszcze większą porażką UE i programu Partnerstwa Wschodniego jako całości jest całkowity odwrót od stowarzyszenia z UE w wykonaniu położnej na Kaukazie Armenii. Władze w Erewaniu, po kilku latach działań zmierzających do zakończenia rozmów i zawarcia porozumienia, pod naciskiem Moskwy zdecydowały o całkowitej rezygnacji z dialogu z UE i wkrótce potem wyraziły gotowość wejścia do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. W 2013 roku nie udało się także w żaden sposób zmienić sytuacji na Białorusi, rządzonej niezmiennie przez coraz bardziej zależnego od Rosji Aleksandra Łukaszenkę. Co więcej, koniec roku przyniósł nieukrywane przez Kreml rozmieszczenie na terytorium tego kraju pierwszych samolotów Su-27, co tylko podkreśliło status Mińska jako podmiotu de facto zależnego od Moskwy. Z kolei parafowanie umów o stowarzyszeniu przez Gruzję i Mołdawię na szczycie w Wilnie, to niewielkie i co więcej – niczego nie przesądzające sukcesy, które nie są w stanie w żaden sposób zrekompensować opisanych wyżej porażek. Mogą służyć jedynie chwilowej poprawie nastroju i wizerunku medialnego unijnych polityków – to jednak w rzeczywistości niczego nie zmienia.

Utrzymanie „status quo” Ukrainy – stanu zawieszenia pomiędzy UE, z którą Kijów nie może się integrować ze względu na nacisk Rosji, a Unią Celną i Euroazjatycką – z którą Ukraina i sam Wiktor Janukowycz nie chce się zanadto zbliżać, obawiając się podzielenia losu Białorusi i jej prezydenta, to faktycznie spory sukces polityki Władimira Putina, któremu udało się nie dopuścić do wejścia Ukrainy w orbitę wpływów Unii Europejskiej. Nie wiadomo, jak długo uda się utrzymać ten stan, także wobec reakcji ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego, które protestami w Kijowie i innych miastach Ukrainy pokazało, że nie można go lekceważyć. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że proces integracji z UE został wstrzymany na co najmniej kilka lat.

Podsumowując: unijne i reklamowane przez część unijnych polityków „soft power” w 2013 roku na całej linii przegrywa z rosyjską determinacją, szybkością i zdecydowaniem w podejmowaniu decyzji.

Szopka wokół Soczi

Trzeba przyznać, że chociaż zachodnioeuropejscy i amerykańscy politycy z pierwszych stron gazet nie są w stanie prowadzić skutecznych działań na arenie międzynarodowej, to nic im tak dobrze nie wychodzi jak „gesty”, „dawanie do zrozumienia”, „wyraźne przekazy i wiadomości”. Wszystko to jest tak naprawdę niczym innym, jak tylko żenującym spektaklem, realizowanym na użytek mediów i opinii publicznej w krajach UE i Stanach Zjednoczonych. Temu służyć miały wizyty amerykańskich i znacznej części unijnych polityków na kijowskim Euromajdanie – poza obietnicami, pięknymi słowami wsparcia i otuchy, nie byli oni w stanie zaoferować Ukraińcom żadnego realnego wsparcia – ani społeczeństwu obywatelskiemu (aktywniejszemu niż we wszystkich krajach UE razem wziętych), ani tym bardziej władzom w Kijowie.

To samo zjawisko możemy obserwować wokół Zimowej Olimpiady w Soczi, która ma rozpocząć się na początku lutego 2014 roku. Kolejni politycy, w tym prezydent USA Barack Obama, prezydent Niemiec Joachim Gauck, kanclerz Niemiec Angela Merkel i kilku innych zapowiedzieli, że nie pojawią się na otwarciu igrzysk. Czemu ma służyć takie postawienie sprawy? Czy w ten sposób można cokolwiek wymusić na rosyjskich władzach, choćby zmianę dotychczasowej polityki, zakończenie „naruszania praw człowieka” o które oskarżane są władze w Moskwie? Odpowiedź na te pytania jest oczywista i brzmi ona: NIE. Działania zachodnich polityków to kolejne puste, pozbawione jakiekolwiek sensu i praktycznego znaczenia gesty. I nie chodzi tu o „popsucie putinowskiego święta”, jak twierdzi część (także polskich) mediów i rusofobicznych komentatorów – bo nie jest to święto Władimira Putina, ale wydarzenie, jakie tradycyjnie powinno sprzyjać budowaniu porozumienia, a przynajmniej odstawieniu na boczny tor sporów. Taka była idea pierwszych igrzysk w 776 roku przed naszą erą i pierwszej nowożytnej olimpiady w 1896 roku, szkoda że część Zachodu wydaje się o tym nie pamiętać (biorąc pod uwagę ostatnie dane o poziomie szkolnictwa nie jest to wielkim zaskoczeniem). Swoją drogą, ciekawe, że przywódcy USA i UE nie mieli podobnych problemów z „naruszaniem praw człowieka” podczas otwarcia olimpiady w Pekinie w 2008 roku, a Chiny do krajów o szczególnie wysokich standardach w tej kwestii nie należą…

Człowiek roku

Władimirowi Putinowi udało się powstrzymać Zachód przed interwencją w konflikt w Syrii. Rosja stanowczo sprzeciwia się jakiekolwiek ingerencji, w tym zwłaszcza otwartej operacji militarnej USA i ich sojuszników przeciwko prezydentowi Baszarowi Al-Asadowi. Tym samym, prawdopodobnie udało się zapobiec znaczącemu umiędzynarodowieniu konfliktu, którego skutki mogłyby być trudne do przewidzenia, nie tylko dla Syrii, ale i dla całego regionu Bliskiego Wschodu. Sprawa Edwarda Snowdena to także niewątpliwa porażka wizerunkowa Stanów Zjednoczonych, którą Moskwa (stosująca zapewne inwigilację podobnymi metodami na podobną lub większą skalę) była w stanie rozegrać w sferze medialnej na własną korzyść. Prawdopodobnie notowań rosyjskiego prezydenta nie pogorszą w znaczący sposób także ostatnie zamachy w Wołgogradzie lub podobne wydarzenia tuż przed lub w trakcie igrzysk w Soczi (zamachy w miejscu przeprowadzenia igrzysk są mało prawdopodobne, choć nie można ich całkiem wykluczyć). Odwrotnie, zyska on większą legitymizację od własnych obywateli dla rozprawienia się z ekstremizmem na Kaukazie Północnym, a także co najmniej milczące przyzwolenie od krajów zachodnich, które nie dość że same borykają się z problemem terroryzmu, to i tak nigdy nie były zbyt chętne do potępiania jakichkolwiek rosyjskich działań w tym obszarze.

„Był to dobry rok dla Władimira Putina. W sprawie Syrii przerzucił przez biodro (prezydenta USA) Baracka Obamę, powalił na ziemię UE w sprawie Ukrainy, podstawił nogę opozycji i przyszedł z pomocą słabszym członkom drużyny, jak prezydent Syrii Baszar Al-Asad i uciekinier z amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego Edward Snowden” – pisze publicysta brytyjskiego „The Times”, Roger Boyes, nawiązując do umiejętności rosyjskiego prezydenta w judo. Trudno o lepsze i bardziej zwięzłe podsumowanie.

Dariusz Materniak

Artykuł ukazał się na Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.