wtorek, 5 lipiec, 2022
pluken
Home / Komentarze i opinie / Gazprom vs. Ukraina, czyli rosyjski strzał w stopę?
rosja

Gazprom vs. Ukraina, czyli rosyjski strzał w stopę?

Share Button

Nacisk ze strony rosyjskiego Gazpromu na władze Ukrainy może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych, a straty w kolejnej, potencjalnej „wojnie gazowej” mogą okazać się dla Moskwy nie do zaakceptowania.

Umowa podpisana w 2009 roku pomiędzy ukraińskim Naftohazem, a rosyjskim Gazpromem dotycząca dostaw gazu ziemnego na Ukrainę zawiera klauzulę w formule „bierz lub płać”, która zakłada, że w przypadku nieodebrania zakontraktowanego surowca, odbiorca ma zapłacić także za to, czego nie odebrał – co więcej, jest to zwykle wielokrotność ceny podstawowej. Zgodnie z zapisami umowy, w 2012 roku Ukraina powinna odebrać od Rosji co najmniej 32 miliardy metrów sześciennych gazu, wiadomo jednak, że ilość odebranego surowca była w roku ubiegłym znacznie mniejsza. W roku 2013 ta ilość ma być jeszcze mniejsza.

Ukraina płaci jedną z najwyższych w Europie cen za gaz ziemny otrzymywany z Rosji – obecnie jest to ponad 400 dolarów za 1000 metrów sześciennych, co jest bezsprzecznie wysoką sumą – byłaby ona zresztą jeszcze wyższa, gdyby nie zniżka wynegocjowana w 2010 roku w zamian za zgodę na przedłużenie stacjonowania na Ukrainie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Ostatni „rachunek” za nieodebrany gaz wystawiony przez Gazprom stronie ukraińskiej opiewa na ponad 7 miliardów dolarów. Jest to suma wręcz kosmiczna, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudną sytuację finansową Ukrainy i niski poziom rezerw walutowych.

Podczas ostatniej wizyty w Brukseli, minister spraw zagranicznych Ukrainy Leonid Kozhara zadeklarował, że Ukraina nie zamierza płacić stronie rosyjskiej wspomnianych 7 miliardów dolarów. Co więcej ostrzegł, że dalsze naciski strony rosyjskiej mogą spowodować utratę przez Moskwę rynku zbytu jakim jest Ukraina.

Groźba ta nie jest wcale tak nierealna, jak mogłoby się wydawać. O ile sytuacja Ukrainy jest trudna, o tyle Rosja nie ma w ręku argumentów, które pozwalałyby jej występować w sporze z Ukrainą z pozycji siły. Po pierwsze, chociaż uruchomiono gazociąg Nord Stream, biegnący po dnie Morza Bałtyckiego, to i tak znaczna część (blisko połowa) dostaw gazu do Europy Zachodniej jest realizowana z wykorzystaniem ukraińskiego systemu przesyłowego. Całkowite odcięcie dostaw przez Gazprom na Ukrainę nie jest zatem możliwe, gdyż skończyłoby się poważnym konfliktem nie tylko z Ukrainą, ale i z odbiorcami w Europie Zachodniej. Po drugie: budowa gazociągu South Stream, który ma być położony na dnie Morza Czarnego rozpoczęła się co prawda na początku grudnia 2012 roku, jednak losy tej inwestycji, kompletnie nietrafionej z ekonomicznego punktu widzenia pozostają niepewne. A nawet jeśli zostanie ona zrealizowana, to nie wcześniej niż w ciągu najbliższych kilku lat. Do tego czasu Ukraina najprawdopodobniej będzie w stanie zapewnić sobie alternatywne źródła zaopatrzenia w gaz ziemny. Działania mające na celu wypracowanie alternatywnych dróg zaopatrzenia są konsekwentnie realizowane i obejmują między innymi budowę gazoportu w Odessie oraz poszukiwania nowych złóż we współpracy z partnerami zagranicznymi. Temu celowi służyć ma podpisany przy okazji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos kontrakt z firmą Shell, zakładający poszukiwania i wydobycie gazu z pola położonego we wschodniej Ukrainie. Podobny kontrakt ma zostać wkrótce podpisany z amerykańską firmą Chevron, przy czym ma on dotyczyć poszukiwań gazu łupkowego w zachodniej części kraju, przede wszystkim w obwodach lwowskim i iwanofrankowskim. Wreszcie, Ukraina realizuje zakupy gazu ziemnego w Europe Zachodniej, przede wszystkim w Niemczech – na mocy kontraktu z firmą RWE Ukraina ma otrzymać 3 mld metrów sześciennych gazu, który ma zostać dostarczony dzięki zmodernizowaniu gazociągu biegnącego z Niemiec przez Czechy i Słowację. Dostawy rozpoczęły się 1 listopada 2012 roku, natomiast do końca 2013 roku Kijów chce zakupić od niemieckiej firmy łącznie 8 miliardów metrów sześciennych gazu. Cena gazu importowanego tą drogą ma wynieść ok. 360 dolarów za 1000 metrów sześciennych.

Realizowana przez Moskwę strategia polegająca na stosowaniu groźby „zakręcenia kurka” (wykorzystana zresztą wobec Ukrainy już dwukrotnie, w 2006 i 2009 roku) może wkrótce okazać się nieskuteczna. Już od jakiegoś czasu pozycja rosyjskiego giganta gazowego zaczyna słabnąć, w konsekwencji czego państwa-odbiorcy przystępują do renegocjowania kontraktów i zwykle udaje im się uzyskiwać niższe ceny (taki finał miały zeszłoroczne negocjacje pomiędzy PGNiG i Gazpromem, które zaowocowały zmniejszeniem cen gazu jakie płaci Polska o 10%). Na utratę przez Rosję pozycji monopolisty na rynku gazu wpływa rozwój możliwości importu gazu w formie skroplonej (LNG), a także pojawienie się alternatywnych możliwości pozyskiwania tego surowca (np. wspominanego już gazu łupkowego). Beneficjentem tych zmian będzie także Ukraina, która konsekwentnie dąży do wykorzystania możliwości jakie pojawiają się w związku z rozwojem nowych technologii o czym mowa była powyżej.

Nie można także lekceważyć wymiaru politycznego sporu pomiędzy Ukrainą i Gazpromem w szerszym, europejskim kontekście. Zbyt silne rosyjskie naciski na Ukrainę mogą zostać negatywnie odebrane na forum europejskim, co mogłoby sprowokować ochłodzenie stosunków politycznych na linii Bruksela – Moskwa. Biorąc pod uwagę fakt zaawansowania prac związanych z podpisaniem umowy stowarzyszeniowej pomiędzy UE i Ukrainą – zamknięcie negocjacji, parafowanie umowy i jej planowane podpisanie na listopad 2013 roku – można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że w razie ewentualnego zaostrzenia sporu na linii Ukraina – Rosja, UE opowiedziałaby się jednak po stronie Kijowa, mając na uwadze nawet nie tyle ukraińskie, co własne interesy – zarówno krótko- jak i długoterminowe, w tym także te związane bezpośrednio z dostawami gazu ziemnego z Rosji. Nawet krótkotrwałe wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu do Europy jest nie do pomyślenia, niezależnie od tego jaka byłaby tego przyczyna. W perspektywie długoterminowej, z punktu widzenia europejskich firm z branży energetycznej o wiele bardziej zasadne (zwłaszcza jeśli idzie o koszty) jest prowadzenie modernizacji ukraińskiego systemu gazociągów niż inwestowanie w budowę South Streamu. Co więcej, powtarzające się cyklicznie problemy z dostawami gazu z Rosji do odbiorców w Europie Zachodniej, wpłynęłyby negatywnie na wizerunek Gazpromu jako partnera biznesowego, który okazuje się niewiarygodny – i obwinianie o te problemy władz w Kijowie nie ma nic do rzeczy z perspektywy odbiorców, którzy podpisali kontrakt z Gazpromem, a nie z rządem w Kijowie. W dłuższej perspektywie może to skłonić odbiorców do poszukiwania innych dostawców, a na to strony rosyjskiej zwyczajnie nie stać.

Należy spodziewać się, iż Unia Europejska będzie zachęcać obie strony sporu do poszukiwania rozwiązania kompromisowego, uwzględniającego interesy Kijowa na równi z żądaniami Moskwy. Jak na razie sytuacja wydaje się być patowa, gdyż o ile Ukraina nie może obejść się bez rosyjskiego gazu, to Rosja nie może obejść się bez ukraińskiego systemu przesyłowego i jakiekolwiek próby rozwiązania sporu drogą nacisków spowodowałyby więcej strat niż korzyści – w kolejnej „wojnie gazowej” nie byłoby wygranych, a na utratę nie tyle rynku zbytu, co możliwości sprzedaży gazu na Zachód Europy (choćby na krótki okres czasu) Rosja nie może sobie pozwolić. Wczorajsza (1.02.2013r.) wypowiedź rosyjskiego ambasadora na Ukrainie, Michaiła Zurabowa, który stwierdził, że Rosja i Ukraina mogą wynegocjować niższe ceny gazu bez wstępowania Kijowa do Unii Celnej wskazuje na zmianę stanowiska Moskwy na bardziej elastyczne. W tej sytuacji jedynym logicznym rozwiązaniem jest poszukiwanie kompromisu, który będzie do zaakceptowania przez obie strony.

Foto: mfa.gov.ua

Share Button

Czytaj również

Zdobyty przez siły ukraińskie czołg T-80BWM/fot. twitter.com

Wojna ukraińsko-rosyjska: 100 dni: kto wygrywa?

Zajęcie przez Rosję Siewierodoniecka, a tym samym opanowanie praktycznie całego obwodu ługańskiego może oznaczać koniec …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.