środa, 6 lipiec, 2022
pluken
Home / Komentarze i opinie / Wybory na Ukrainie, czyli gdzie się podziały krasnoludki
wybory grafika

Wybory na Ukrainie, czyli gdzie się podziały krasnoludki

Share Button

Wybory parlamentarne na Ukrainie, które odbyły się 28 października br. mają szczególne znaczenie dla Ukrainy, nie tylko w wymiarze wewnętrznym, ale także, a może nawet przede wszystkim – międzynarodowym.

Na długo przed dniem głosowania Unia Europejska przekazała jasny sygnał, iż od tego jak będzie wyglądał proces wyborczy na Ukrainie zależą dalsze stosunki pomiędzy Brukselą i Kijowem. Szczególny nacisk położono na kwestie związane z demokratycznym przeprowadzeniem procesu głosowania. Dlatego właśnie na Ukrainę przyjechało blisko cztery tysiące obserwatorów międzynarodowych z ponad trzydziestu różnych organizacji rządowych i pozarządowych, wśród których znalazł się również niżej podpisany.

Wybory odbyły się według nowej, uchwalonej w 2011 roku ordynacji – połowa z 450 deputowanych była wybierana w okręgach jednomandatowych, druga połowa – według ordynacji proporcjonalnej. Po podsumowaniu głosów z ponad 97% okręgów wiadomo, że pierwsze miejsce zajęła rządząca Partia Regionów z 30% poparciem. Niewiele gorszy wynik uzyskała Zjednoczona Opozycja – 25%. Do parlamentu wejdą także partia Witalija Kliczko UDAR z blisko 14% poparciem, Komunistyczna Partia Ukrainy (niewiele ponad 13%) oraz nacjonalistyczna partia Swoboda (10%). W okręgach jednomandatowych najprawdopodobniej większość uzyska rządząca Partia Regionów, choć już teraz wiadomo, że opozycji udało się wygrać w części z nich.

Oceny tego, czy wybory odbyły się w sposób demokratyczny czy też nie, są jak można było się spodziewać dość rozbieżne. Zdaniem przedstawicieli ukraińskich władz, w tym m.in. premiera Mykoły Azarowa głosowanie odbyło się w sposób w pełni demokratyczny, a wynik jest wyrazem woli narodu ukraińskiego. Odmienne zdanie mają przedstawiciele części misji obserwacyjnych, którzy stwierdzili, że wybory nie odpowiadają demokratycznym standardom. Prawda, pewnie jak w większości przypadków leży gdzieś pośrodku – warto zastanowić się jednak co to dokładnie oznacza.
Główne zarzuty dotyczą nie tyle samego głosowania, co przebiegu kampanii wyborczej i ogólnej sytuacji politycznej na Ukrainie. Najczęściej podnoszoną kwestią jest rzecz jasna sprawa przebywania w więzieniu byłej premier i liderki największej partii opozycyjnej, Julii Tymoszenko. Zwraca się  także uwagę na nieprzejrzystość kampanii wyborczej, niejasne źródła finansowania (dotyczy to zarówno partii władzy jak i opozycji), a także na nierówny dostęp do mediów.

Odniesienie się do samego przebiegu głosowania chcę zacząć jednak od pewnej zasłyszanej anegdoty, którą opowiedział jeden z obserwatorów, który miał okazję być na Ukrainie podczas niemal wszystkich wyborów po 1991 roku. W czasie wyborów parlamentarnych w 1994 roku, do drzwi jego mieszkania zapukały osoby będące członkami lokalnej komisji wyborczej, które odwiedzały mieszkańców z przenośną urną do głosowania w domu (taka możliwość dotyczy np. osób chorych, które nie są w stanie pojawić się w lokalu wyborczym). Oto jaki wówczas wywiązał się dialog: „-Czy głosował pan już w wyborach?” Pada odpowiedź: „Nie”. „Dlaczego?” „Gdyż nie jestem obywatelem Ukrainy.” „To żaden problem. Może pan oddać swój głos na kogo pan zechce…”. Podobna sytuacja, o ile mogła mieć miejsce na Ukrainie w latach 90. zeszłego stulecia, w czasie tegorocznych wyborów byłaby nie do pomyślenia. Nie tylko ze względu na obecność blisko czterech tysięcy międzynarodowych obserwatorów, ale także ze względu na kilkadziesiąt tysięcy obserwatorów wystawionych przez poszczególne partie polityczne. Pokazuje jednak postęp, jaki dokonał się jeśli idzie o standardy demokracji na Ukrainie. I choć być może dla przeciętnego obserwatora z Europy Zachodniej, USA czy Kanady jest to „oczywista oczywistość”, to dla każdego, kto zna problemy krajów byłego ZSRR, postęp musi być zauważalny.

Inna sprawa, to kwestia oceny samego głosowania. Według organizacji pozarządowej Komitet Wyborców Ukrainy, czasie niedzielnych wyborów nie zanotowano żadnych poważniejszych naruszeń prawa wyborczego. Złożono co prawda blisko 600 skarg, jednak w większości przypadków dotyczyły one spraw marginalnych, nie miały też wpływu na ogólny wynik wyborów, nie miały też „planowego i systemowego charakteru”. W tym kontekście wypowiedzi niektórych przedstawicieli zagranicznych misji obserwacyjnych, w których słyszymy że „co prawda nie widzieliśmy naruszeń, ale wiemy że one i tak były, bo Ukraina nauczyła się tak falsyfikować wybory, żeby obserwatorzy nic nie widzieli” są po prostu skandaliczne i narażają na bardzo poważny szwank wiarygodność zagranicznych misji obserwacyjnych. Takie stawianie sprawy zaczyna przypominać historie o krasnoludkach lub Yeti – nikt ich nie widział, ale wszyscy o nich mówią. Podobne wypowiedzi można zakwalifikować na różne sposoby: jako bajkę, kiepski dowcip, objaw schizofrenii paranoidalnej lub próbę naginania rzeczywistości na własne (i nie tylko własne) potrzeby. A także przejaw elementarnego braku szacunku dla pracy międzynarodowych i – przede wszystkim – ukraińskich obserwatorów, członków komisji, czy wreszcie samych Ukraińców, którzy wzięli udział w tych wyborach.

Wyniki z ponad 97% lokali wyborczych pokazują, że Ukraina poważnie podeszła do tego swoistego „egzaminu z demokracji”. Świadczyć może o tym choćby wynik partii opozycyjnej „Batkiwszczyna”, która według własnych rachub, w okręgach o ordynacji proporcjonalnej straciła do partii rządzącej 4% głosów. Według danych CKW różnica pomiędzy obiema partiami wyniosła niecałe 5% – różnica w ocenach jest więc na granicy błędu statystycznego. Nie można rzecz jasna pominąć problemów związanych z liczeniem głosów w komisjach okręgowych obwodzie kijowskim czy innych nieścisłości związanych z pracą OKW, których jest niemało – jednak ogólna ocena samego procesu głosowania (głosowania, nie procesu wyborczego jako całości!) w całym kraju powinna być dość pozytywna, a nawet jeśli nie – to wśród szeregu negatywów należałoby także zwrócić uwagę na pozytywy, których tym razem jest wcale niemało.

Ukraińska demokracja nie jest może doskonała, na pewno jeszcze długo nie będzie odpowiadać wszelkim zachodnim standardom, trzeba jednak docenić zmiany jakie zachodzą w tym kraju. W wyborach do Rady Najwyższej położono na szali bardzo wiele, bo kwestię dalszej integracji Ukrainy z Unią Europejską, proces o znaczeniu kluczowym dla dalszych losów państwa ukraińskiego. Niestety, już w tej chwili – a minęły dopiero trzy dni od wyborów – pojawiają się komentarze, iż wybory na Ukrainie całkowicie nie odpowiadały standardom europejskim i w zaistniałej sytuacji nie może być mowy o kontynuowaniu rozmów o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej i dalszej integracji z Unia Europejską. Takie stanowisko należy jednoznacznie uznać za przejaw złej woli ze strony autorów podobnych komentarzy – i nie jest to niestety zaskoczenie, ale łatwy do przewidzenia element konsekwentnie prowadzonej od dłuższego czasu polityki, której nadrzędnym celem wydaje się być próba „zatrzaśnięcia drzwi do Europy” przed Ukrainą. Powodem takiego stanu rzeczy są partykularne interesy pewnych państw, które głosząc pięknie brzmiące hasła o wspólnej Europie, dążą do „uwspólnotowienia” tylko w tych obszarach, które są dla nich korzystne.

Jeśli Europa konsekwentnie nie będzie chciała docenić determinacji Ukrainy w dążeniu do członkostwa w UE, będzie mnożyć przeszkody i mieć ciągłe zastrzeżenia – nie oferując praktycznie nic w zamian, najprawdopodobniej w końcu popełni być może największy błąd strategiczno-geopolityczny w swojej historii, jakim będzie izolacja Kijowa i sprowadzenie relacji z Ukrainą do poziomu takiego, na jakim są obecnie stosunki z Białorusią. Jest to najgorszy chyba z możliwych scenariuszy i byłaby to katastrofa nie tylko dla Ukrainy, ale także dla całej UE (choć pewnie nie wszyscy zdają sobie lub chcą zdawać sobie z tego sprawę), a przede wszystkim dla Polski. Do takiego scenariusza nie wolno dopuścić. Dlatego w zaistniałej sytuacji rolą Warszawy pozostaje dalsze konsekwentne wspieranie Ukrainy na jej drodze do Unii Europejskiej, jakkolwiek wiadomo, że droga ta nie będzie ani łatwa, ani też krótka. I nie przeszkodą nam w tym nawet krasnoludki.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Zdobyty przez siły ukraińskie czołg T-80BWM/fot. twitter.com

Wojna ukraińsko-rosyjska: 100 dni: kto wygrywa?

Zajęcie przez Rosję Siewierodoniecka, a tym samym opanowanie praktycznie całego obwodu ługańskiego może oznaczać koniec …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.