wtorek, 5 lipiec, 2022
pluken
Home / Komentarze i opinie / UE-Ukraina: Między demagogią, formalizmem a geopolityką
Fot. unn.com.ua
Fot. unn.com.ua

UE-Ukraina: Między demagogią, formalizmem a geopolityką

Share Button

„W Kongresie Stanów Zjednoczonych nie ma sojuszników obecnej władzy” – oświadczył Steven Karl Pifer, ambasador USA na Ukrainie w wywiadzie dla gazety „Український тиждень”. Słowa te pokazują, że percepcja ukraińskiej sytuacji wewnętrznej przez środowisko międzynarodowe staje się coraz bardziej krytyczna, ale nie tylko ze strony USA, ale zwłaszcza Niemiec, które nie przewidują obecnie podpisania umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą a Unią Europejską.

„Istnieje ogólny pogląd, że obecnie Ukraina już nie jest demokratycznym państwem. To oczywiste” – powiedział ambasador, jak podaje ukraińska telewizja TVi.

Z kolei w Berlinie, w środę 14 listopada, omawiano perspektywy zbliżenia Kijowa do Unii Europejskiej. Ukraina została wspomniana podczas polsko-niemieckich konsultacji rządowych. O tym samym rozmawiała również Angela Merkel oraz Donald Tusk.

Jak mówi korespondentka niemieckiej telewizji Deutsche Welle, Krystyna Nikołajczuk, stanowisko Merkel i Tuska komentowane jest tak, że „przed podpisaniem umowy stowarzyszeniowej Ukraina musi uzbroić się w cierpliwość, zanim Bruksela da zielone światło dla umowy. Jeśli chodzi o ramy czasowe, to Tusk był bardziej przychylny dla Kijowa. Jego zdaniem podpisanie umowy może mieć miejsce już w listopadzie 2013 r. na Szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie” (http://tv.tvi.ua/program/merkel-jes-ne-spivpratsjuvatyme-z-ukrajinoju-poky-tymoshenko-bude-za-gratamy.html).

Jak mówi Nikołajczuk, „Merkel była bardziej zdecydowana w swoich opiniach. Stwierdziła wręcz, że na daną chwilę nie ma warunków do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Jednak dodała również, że kiedy tylko te warunki się pojawią, Berlin będzie chciał podpisać ten dokument”.

W ocenie dziennikarzy, Merkel nie sprecyzowała o jakie warunki miałoby tutaj chodzić. Jednak wcześniej, niemiecki rząd oraz Unia Europejska poruszały dwie kwestie: zwolnienia z więzienia opozycjonistów, zwłaszcza Julii Tymoszenko oraz przeprowadzenie przejrzystych wyborów parlamentarnych. W kwestii zwolnień oczywiście nikt nie zamierza tego robić, natomiast w kwestii wyborczej, w ostatnich dniach niemiecki MSZ wezwał władze w Kijowie do zbadania i usunięcia wszelkich nieprawidłowości.

Jeśli chodzi o ocenę pozycji Polski, to zdaniem Krystyny Nikołajczuk „była ona wyważona. Premier Tusk zaznaczył, że pomimo pewnych nieprawidłowości, wybory miały charakter demokratyczny, w których opozycja otrzymała silny mandat społeczny, a także wskazał na konieczność odwilży w relacjach z Ukrainą”.

Natomiast czy taka odwilż będzie mogła mieć miejsce, gdy Julia Tymoszenko pozostawać będzie w więzieniu, Nikołajczuk stwierdziła, że „raczej nie, jednak więcej w tej kwestii będzie można powiedzieć po posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych UE, które odbędzie się w następny poniedziałek, 12 listopada w Brukseli, w którym udział weźmie także Wysoka Przedstawiciel Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, Catherine Ashton oraz Komisarz ds. Rozszerzenia i Polityki Sąsiedztwa w Komisji Europejskiej, Stefan Fühle. Na spotkaniu, na którym będzie mógł się wypowiedzieć każdy z ministrów spraw zagranicznych krajów członkowskich UE, będzie można wypracować bardziej konkretne stanowisko unijne”.

Takie oficjalne stanowisko, według oficjalnych informacji, ma być przyjęte na posiedzeniu Rady Unii Europejskiej jeszcze w grudniu br. Jednak trudno jest oprzeć się wrażeniu, że swojego rodzaju radykalizacja stanowisk może doprowadzić do trudnych do przewidzenia konsekwencji.

W obecnej sytuacji nie jest łatwo pogodzić interesy polityków europejskich i ukraińskiej opozycji, której jedyną receptą na zmiany zdaje się być trzymanie się kurczowo oskarżeń o fałszowanie wyników, które ani nie zmieni realnie kształtu obecnego ukraińskiego parlamentu, ani nie znajdzie takiego poparcia wśród zachodnich polityków, jak podczas pomarańczowej rewolucji w 2004 roku. Taką sytuację nieustannie wykorzystuje Kreml, który wciąż otrzymuje sygnały z Brukseli, że losy integracji państwa ukraińskiego z Unią Europejską nie są przesądzone.

Już teraz widoczne są tego skutki: podwyżka cen gazu w ostatnim kwartale tego roku, grożenie przez Gazprom postępowaniami sądowymi, jeśli Kijów nie wywiąże się z zakupu z co prawda zakontraktowanej, jednak zbyt dużej jak na potrzeby gospodarcze kraju ilości gazu, a to przecież dopiero początek i zima się jeszcze nie zaczęła. Taka sytuacja, w połączeniu z dosyć dużym rozbiciem ukraińskiej sceny politycznej, nasilającą się polaryzacją ideologiczną w ukraińskim parlamencie oraz wzajemnym „zmęczeniem” rozmowami i negocjacjami z Unią Europejską, może osłabić entuzjazm do idei zwrotu na Zachód w społeczeństwie. To nie jest przecież tak, że „Ukraina ma chcieć integracji”, a Bruksela ma kontemplować, czy „Ukraina chce wystarczająco” – wysiłek, wola polityczna i determinacja muszą być po obu stronach.

Czynnik ekonomiczny i uzależnienie energetyczne od Rosji będą odgrywać tu kapitalną rolę, a rosyjscy politycy z pewnością będą potrafili to wykorzystać. Biorąc pod uwagę przewagę ukraińskiego Wschodu w kontekście kształtu polityki wewnętrznej i zagranicznej (wynik Partii Regionów i Komunistycznej Partii Ukrainy), może się okazać, że werbalne dbanie o standardy demokratyczne na Ukrainie  przez polityków europejskich, w dużej mierze będące kombinajcą paternalizmu, pobłażliwej wyższości i ideologii „kija i marchewki”, pozostanie w sferze myślenia życzeniowego, a Kijów zwróci się na Wschód, w stronę Moskwy i Unii Celnej Białorusi, Kazachstanu i Federacji Rosyjskiej. Ale nie dlatego, że będzie chciał, ale dlatego, że nie będzie miał innego wyjścia, pozostawiony sam sobie przez zupełnie oderwany od rzeczywistości i niepraktyczny formalizm decydentów z UE.

Jest to zagadnienie niezwykle złożone i skomplikowane, a w sposób oczywisty nie da się wypośrodkować na tyle dyplomatycznego stanowiska ideologicznego, naukowego czy praktycznego, które zadowoli wszystkich. Niemniej jednak większe szanse na zbliżenie się Ukrainy do Zachodu, nie tylko w sferze deklaratywnej, ale i rzeczywistej implementacji europejskich standardów demokratycznych będą wtedy, gdy umowa stowarzyszeniowa zacznie obowiązywać, niż kiedy pozostawać ona będzie w sferze hipotetycznych analiz alternatywnej rzeczywistości.

Pozostaje więc otwarte pytanie: czy UE nie będzie współpracowała Ukrainą, dopóki Tymoszenko będzie za kratami? Jeśli tak, to popełni jeden z najpoważniejszych błędów geopolitycznych w swojej historii. Wiele decyzji Brukseli miało wymiar stricte polityczny, które też nie były poparte spełnianiem pewnych warunków lub wskaźników ekonomicznych czy prawnych. W przypadku Ukrainy zmiany chce się wprowadzać jednak inaczej, bez zupełnego zrozumienia sytuacji wewnętrznej tego kraju, bardziej skupiając się na sferze ideologicznej i deklaratywnej, a zupełnie nie uwzględniając strategicznych celów długofalowych czy aspektu geopolitycznego. Te ostatnie, nie zależnie od tego czy godzą się z tym opozycjoniści na Ukrainie, politycy w Berlinie i Waszyngtonie – są zdecydowanie ważniejsze.

Foto: mfa.gov.ua

Adam Lelonek

Artykuł ukazał się na Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

Czytaj również

Zdobyty przez siły ukraińskie czołg T-80BWM/fot. twitter.com

Wojna ukraińsko-rosyjska: 100 dni: kto wygrywa?

Zajęcie przez Rosję Siewierodoniecka, a tym samym opanowanie praktycznie całego obwodu ługańskiego może oznaczać koniec …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.